Archiwum
Tagi
AsHa - wizje objawienia przeczucia snienie jawa
środa, 02 sierpnia 2017
Powtorzenie - dla mnie konieczne jako przypomnienie

 

Zdarza mi sie powtarzac tu wciaz a nawet tak jak teraz kopiowac stare teksty na poczatek. Czytajac widze, ze wciaz to aktualne i proces trwa. Dobrze, ze trwa. A jednak zyczyc mozna sobie wiecej. Zyczyc mozna sobie duzo. 

Teksty komentarzy zlaly sie w calosc. Niech tak zostanie. 

Andrew Cohen 13.11.2009 buffalo66 "Jest interesujace, jesli sie zaczyna rozumiec, ze Impuls spirytualny jest tez Impulsem do wyzszego polaczenia, szczegolnie dla tych ktorych rozwoj postapil juz dalej. Najpierw Ipuls ten wystepuje jako zyczenie doswiadczen glebszego odczuwania, zyczenie polaczenia sie z zyciem, ze swoja najglebsza czescia, polaczenia z caloscia. Jednak gdy zaczynamy budzic sie odnajdujac w swojej glebi Calosc i Pelnie stwierdzamy, ze czesc tego spirytualnego Impulsu polega na pragnieniu polaczenia sie und spotkania z innymi ludzmi - w kontekscie glebszej Calosci, ktora rozpoznalismy i doswiadczylismy i w ktorej sie odnalezlismy (dosl. obudzilismy). Nie sadze, ze mozna oddzielic jedno od drugiego; innymi slowy: nie jest mozliwe oddzielenie zyczenia doswiadczen glebszych stanow od zycznia polaczenia sie z innym ludzmi na glebszym poziomie. I dlatego jak mysle ludzie spirytualnie obudzeni czesto chcieliby stwarzac nowe kontakty/stosunki poniewaz chcieliby spotykac sie w kontekscie czegos glebokiego, czego moze przedtem nie byli swiadomi." Cytat: Andrew Cohen w moim tlum.

spirytualnie Uwzglednic kontekst w jakim zyjemy

 Prawda Komentarze (11) Dodaj komentarz cami.la 8 lat temu

Któregoś dnia zdałam sobie sprawę, że wielu ludzi zniknęło z mojego otoczenia, że nie ma żadnych połączeń. Ich nieobecność nie powodowała żadnych emocji. Uświadomiłam sobie, że pojawią się inni. I będą to innego rodzaju relacje, bo we mnie zaszła zmiana. K.

PS Ciekawa ta książka... Już niedługo zacznę czytać po niemiecku w oryginale, dojrzewam do tego, więc kto wie... ;-) buffalo66 8 lat temu

Tak. U mnie bylo podobnie. Z ludzmi beda zawsze polaczenia - ale na pewnym etapie potrzebujemy faktycznie ludzi umacniajaych nasz kontekst duchowy. Mam nadzieje, ze u mnie ten proces sie wlasnie dokonuje. Nie robie na razie wiekszych planow. Musze troche poczytac na temat tego nurtu, ktory tak bardzo mnie pociaga - ide zaraz odebrac ksiazke, ktora zamowilam. O jakiej ksiazce piszesz, ze jest ciekawa - tej nowej od Thomas Hübl (jedynej jak dotad)? Pozdrawiam!!! Ciesze sie, ze robisz postepy w niemieckim! cami.la 8 lat temu Twój cytat mnie zainteresował, ale widzę na stronie autora, że prędzej dotrę do źródeł po angielsku. Znalazłam też stronę Thomasa Huebla. Przyjrzę się jej. Obaj panowie są jednak nauczycielami spirytualnymi, więc prawdopodobnie nie zatrzymam się przy nich na długo... Mistrzom przyglądam się z dystansu ;-) buffalo66 8 lat temu Tak nauczyciele. Ale mysle, ze troche innego rodzaju. To co robia nie jest sekciarstwem czy cos w tym stylu. Hübl jest troche lagodnieszy od Cohen, przynajmniej takie robi na mnie wrazenie. Cohen jest z takich, co najpierw bija kijem (tak okresli go Ken Wilbert we wstepie jego ksiazki). Ale pomijajac ich metody - mysle, ze swiat potrzebuje takich jak oni - ogromna wiekszosc siedzi tak czy siak w pieluchach jesli chodzi o temat rozwoju swiadomosci. Dla takich kazdy mistrz bedzie jeszcze zbedny. Jesli chodzi o mnie interesuje mnie grupa, ktora wokol siebie skupiaja i moc jaka jest w stanie wydobyc ze swojej grupowej dynamiki. Nauczyciel jest jakas ogniskowa, ktora jest w stanie skupic ich wokol siebie, przystania. Poza tym - nie mam nic przeciwko uczeniu sie - mistrza wewnatrz siebie i tak nikt nie jest w stanie zastapic. Mysle, ze wielu ludzi w naszych czasach nie jest w stanie ogarnac kontekstu w jakim zyje. Dobrzy przewodnicy w tym calym gaszczu "symptomow" w jakich zyjemy sa naprawde potrzebni. To prekusorzy nowej ery swiadomosci, ktora nigdy nie nastapi jesli bedziemy wiecznymi sceptykami. Nie zdolni do podjecia jakichkolwiek krokow prowadzacych do zmian. Tak mysle. cami.la 8 lat temu Nie chodzi mi o sceptycyzm. Mistrzowie są potrzebni na pewnym etapie. Jednak w którymś momencie zaczyna się samodzielnie kształtować swoją drogę. Czytuję różne źródła. Czasem tylko patrzę na zdjęcie. buffalo66 8 lat temu Droga jest procesem idywidualnym - to jedno - a prawdziwa rewolucja swiadomosci (w globalnych wymirach) to przelom na kazdej drodze + nadzieja na zmiany teraz i tutaj. To poczatek nowej ery. O tym mysle. Polaczenie potencjalow. W przeciwnym razie nic sie nie zmieni. Nie uda sie pojac jak wazne jest polacznenie dla naszego globalnego rozwoju. Kapitalisci juz to pojeli....;) Jesli bedziemy kurczowo trzymac sie swojej "utartej" drogi nic sie nie zmieni (mowie "tylko" ze swojej perspektywy). Dlatego mylse, ze Cohen i Hübl + paru innych robia dobra prace, mistrzow ich formatu brakuje - dla tych, ktorzy zrozumieli, ze nadszedl czas wyjscia z procesu indywidualizowania spirytualnosci. Nadszedl czas koniecznosci polaczenia tych potencjalow. Dokladnie o tym mowi ten cytat, ktory Ci sie spodobal. Najwieksza trudnosica w tym wszystkim dla wielu (nie wylaczajac nikogo) jest gotowosc pozostawienia za soba swojego malego swiatka usnutego przez ego. Piszac ego nie mam na mysli ego w znaczeniu psychologicznym. Kiedys dyskutowalysmy na ten temat. Ludzkosc nie jest wolna - ich umysl opanowany jest przez ego. Ograniczony. Tylko ono dzieli nas od doswiadczenia jednosci. Nastepnym krokiem na drodze (wspolnego rozwoju) bedzie wyjscie sie tego ograniczenia. Nie ma nic wazniejszego. pozdrawiam serdecznie i bardzo cieplo! ciesze sie, ze jestes Cami. cami.la 8 lat temu Być może problem polega na tym, że nie znam kontekstu cytatu. Odczuwanie Całości jest zupełnie naturalne na pewnym etapie, nie potrzeba do tego żadnych zewnętrznych rewolucji. Cały proces dokonuje się wewnątrz jednostki, ale oddziałuje na całość. Jestem cząstką fraktala. ;-) Mamy w sobie wszystko, czego potrzeba do rozwoju, który zresztą jest iluzją. Trzeba by tu raczej mówić o odkrywaniu zapomnianego lądu. Inna sprawa, że możemy tego nie wiedzieć, nie widzieć - wtedy przydaje się nauczyciel. buffalo66 8 lat temu Tak, racja co do rozwoju, ze jest iluzja - ale tylko po czesci. To taki paradoxon. Z jednej strony wszystko jest optymalne (patrzac z perspektywy absolutu) z drugiej mamy taki swiat jaki mamy i mysle, ze to jest powod zeby coraz wiecej ludzi osiagalo pewien stopien swiadomosci. Dopoki ludzie nie wyzbeda sie indywidulanosci - ego - nic sie nie zmieni. Tak mysle. Smierc to tez iluzja - ale niewielu ludzi jest o tym przekonanch...a zreszta. Wiadomo jak jest. Z nauczycielami chyba jest tak, ze nie widze ich jak nauczycieli - czytasz ksiazki? Na pewno - nauczyciel jest jak nowa ksiazka. Tak mniej wiecej to czuje. Nie personifikuje ich. Smutno mi jest bardzo odkad stwierdzilam, ze jestesmy niewolnikami naszych przekonan - konstrukcji myslowych z ktorymi identyfikujemy sie bezkrytycznie taki jakbysmy byli nimi - i i tylko nieliczne momenty zblizaja nas na sekundy swietlne do naszej prawdziej tozsamosci. W sumie od dawna to wiem. Obserwuje w swoim srodowisku okazy takich zachowan. Ludzie cierpia i nie wiedza dlaczego. To ze cierpia to w sumie i tak dobry znak...gorzej jak nie zauwazaja swojej ulomnosci. Czasem mysle, ze sprawa jest dosc beznadziejna. Ja sama tez nie jestem pewna, czy uda mi sie wydobyc z siebie tyle determinacji by pojsc na calosc. Co oznacza pojsc na calosc?;) Nie wyczerpie tematu. To jakis kawalek gory lodowej.... buffalo66 8 lat temu Na ziemi panuje cynizm i ignorancja. Nie rozwijamy sie w dobrym kierunku. Nie zauwazam tego - przynajmniej nie globalnie. Mysle, ze istnieje cos takiego jak sumienie spirytualne. Ludzie, ktorzy wiedza wiecej powinni dzialac - moze powinni dzialac radykalniej, bardziej zdecydowanie. Nie wiem jeszcze jak to zrobic. Sama nie wiem jeszcze tyle. Stoje gdzies na krawedzi. Tak sie czuje. buffalo66 8 lat temu I masz racje - bez calego kontekstu nie mozemy tu efektywnie podyskutowc. W tej jego ksiazce - juz ja przeczytalam, nie byla gruba - nie ma w sumie nic az tak nowego, w esencji nie moze byc nic nowego - a jednak jest inna, oddzialywuje inaczej - dociera inaczej, glebiej. Byc moze dlatego, te w moim zyciu tez sie pojawil temat zmian. Cohen nawoluje wrecz do aktywnego wspoludzialu w dziele transformacji na ziemi. Do wychodzenia spoza identyfikacji z ego-egoizmu-egocentryzmu....i wszystkich tych przejawow. Chodzi o wolnosc umyslow. Chodzi o inny swiat. Chodzi o rewolucje swiadomosci. O rozwoj. (juz widze jak niektorzy sie usmiechaja - to cynizm...) Czuje, ze ma racje we wszystkim co mowi. buffalo66 8 lat temu i jescze jedno -piszesz: odczuwanie calosci na pewnym etapie - i ze nie potrzeba do tego zewnetrznych rewolucji - mysle ze jest inaczej: odczuwanie calosci zawsze nie etapowo - a zewnetrzna rewolucja bylaby efektem rewolucji wewnetrznej u (mozliwie duzej masy ludzi) - dlatego mowa o tym, ze takie odczuwanie troche i nie do konca i w miedzyczasie mniej a czasem wiecej - to nie ta droga - to droga ezoterycznie zainteresowanej gospodyni domowej, nigdy nie opuszczajacej swoje komfortowej strefy - to droga ego. Ego walczy o bezpieczenstwo i ciepelko. Nie bedzie z tego transformacji ani jakiejkolwiek zmiany naszej swiadomosci. Nie takiej jaka moglibysmy osiagnac. Wszystko to, co wiaze sie z nasza osobista wygoda jest wytworem ego. Mysle, ze zabrnelismy bardzo daleko z tym wszystkim.

11:26, buffalo66
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 grudnia 2016
Droga Sloneczna

W epizodzie dzisiejszym mowa byla o Drodze Slonecznej. Nie mlecznej...

W mojej glowie jest teraz mapa dziwaczna, w ktorej droga sloneczna oznacza kierunek prowadzacy w inny wymiar. Kierunek odwrotny do pozycji drogi mlecznej. 

Podroz juz sie odbyla i wiedzialam, ze jestesmy z K. i grupka  ludzi po tamtej stronie. 

Przysluchiwalam sie w roztargnieniu - niestety nic nie pamietam z tresci - jakiejs rozmowie zgromadzonych nieopodal ludzi, z ktorych jeden spokojnym, wywazonym glosem relacjonowal przebieg podrozy i uklady panujace w aktualnym swiecie. 

Czesc ludzi, tak jak my byla tu jakby bardziej przypadkowo lub z innego powodu...w kazdym razie bylo pewne, ze szykujemy sie juz do powrotu. Ci inni jakby nie. 

Ja jak zwykle zajmowalam sie tym, co i tu dosc sporo czasu mi pochlania - wybieralam jakies kosmetyki (!) bo zdaje sie, ze to mi jakos przeszlo glebiej i nie wiadomo nawet co ma symbolizowac. Budzac sie powiedzialam "kazdy probowal zabierac jakies tam swoje drobne paskudztwa"...czy moze to bylo inne slowo, wiem, ze troche mnie zaskoczylo. Jesli to nie bylo nawet to "paskudztwo" to cos w tym stylu...drobiazg, bzdura, Nichtigkeit...takie cos. 

I bylo tak, ze ktos powiedzial  "W zadnym wypadku nie ubieraj kurtki...to sie wszystko popali, nie przetrwa". Byly osoby, panie, ktore selekcjonowaly rzeczy podroznych. W moim przypadku pani wyciagnela tych pare kosmetykow, ktore chcialam zabrac i powiedziala z lekkim usmiechem, ze nie. Potem ja jednak mimo to (uparciuszek) biore to i owo i licze, ze i tak sie uda. 

Inni maja  jeszcze wiecej tego bagazu. A jednak. Nie jest ze mna tak zle...

Mysle o synku, ze nie wie kiedy przyjedziemy, nie wie juz dlugo nic o tym co robimy. Mysle o tym jakby z kapletnie innej perspektywy. I zdaje sobie z tego sprawe. Jestem w tym wszystkim troche jak przed naszymi tutejszymi podrozami. Jest podobienstwo. 

Inni ludzie i K. poszli juz. Ja tarabanie sie jeszcze z tymi malutkimi torebeczkami z jakimis przedmiotami. Widze faceta z branzy "przewozowej" gdzies w poblizu i pytam go po niemiecku o duza torbe. Rozumie mnie i dostaje od niego torbe z przedziwnym logo tej Intergalaktycznej albo i Inter-wymiarowej firmy transportowo-lotniczej-czy kto wie jakiej. 

------------------------------------------------------------------------------------------

Az rece opadaja...to mi naturalnie daje do myslenia. Jak bardzo jakies przywiazanie do rzeczy moze sie zakorzenic. Trzeba cos z tym zrobic, zeby nie blyo potem jaj. Swiadomie sie dystansowac. Nie-identyfikowac. Pierwszy krok zrobiony. Umiem to dostrzec i widze smiesznosc sprawy...tak. To juz cos...hmmm.

 Aktualnie konfrontuje sie tu z pozbywaniem sie tych wszystkich Alt-lasten, stare ciuchy, jakies papiery, notatki o roznej tresci, ktore kiedys moze cos znaczyly ale nie przetrwaly proby waznosci;), no i masa kosmetykow, ktore zawieraly za duzo chemii. Wiekszosci sie juz pozbylam. Masa rzeczy poszla do kosza. Ale mimo to strych wciaz wola. Tam jest potencjal do pozbywania sie. 

Duzo sie wydarzylo w tym kierunku ale to wciaz nie wszystko. Ten proces aktualnie dosc intensywny jest. 

 

 

11:39, buffalo66
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 grudnia 2016
Nocne dziwnosci

Dawno, dawno temu nie psalam o snach i o tym co tam sie aktualnie wyprawia. 

Dzis bylo tak, ze siedzialam w bagazniku auta i stamtad kierowalam nim - lub wrecz nie kierowalam tj. w koncu zauwazylam, ze ono samo jedzie i jak to bywa stalo sie to za pozno. Jechalam juz zahaczajac o inne parkujace w rzedzie auta. W sekundzie pomyslalam jeszcze, ze teraz zlapia mnie juz z pewnoscia za jechanie bez prawa jazdy i wyladuje w wiezieniu. A tak sie staralam nie robic nic zlego. I nie pomoglo. 

Jadac tak z tylu - nie wiedzac jak  - mialam w tym bagazniku zakupy liczne ze sklepu ze zdrowa zywnoscia - jak to mowia w Polsce, wiem, bo slyszalam...bio-laden wiec. Tam byly torby papierowe z napisem Alnatura. Nie wazny szczegol ale bylo ich duzo. 

Potem budzac sie opowiedzialam ten epizod K., ktory szukal czegos w internecie. Acha, powiedzial. A ja zasnelam na nowo, mimo, ze pora byla dawno juz do wstawania. A jednak nie moglam sie zwlec, tak sie czulam, padnieta jakas. Zasnelam wiec, a raczej przysnelam, bo wydawalo mi sie, ze wszystko slysze i tu i tam. I znowu ciagne motyw jazdy bez licencji i opowiadam to w nastepnym sennym epizodzie. Opowiadam i smieje sie serdecznie i smieja sie moje tamte kolezanki z pracy. Angela jest nadal urocza, zabawna grubaska. Smiejemy sie dlugo i to jest bardzo przyjemne. Dla wszyskich. Potem omawiana jest kwestia 70 Euro, za ktore chce, zeby kupiono mi prezent. To wydaje sie suma zbyt wysoka, bo wtedy skladalysmy sie po dyche. Sama nie wiem jak wpadlam na te 70 Euro. Dementuje to i wszystko jest ok. 

Fascynuje mnie ciagly motyw jezdzenia bez uprawnien. 

Tak, jakbym wierzyla gdzies w srodku, ze to jest konieczne, by byc uprawnionym...do innych rzeczy. To jakby symboliczna czesc moich wierzen w odniesieniu do pewnej jakosci. Do tej doroslej i tej ogolnie uznawanej...chce byc jak inni:) a wciaz jednak nie spelniam wymagan...mozna sie usmiac...ale chyba to cos takiego. 

Rozwiazaniem tematu byloby faktycznie dopelnienie tej czynnosci...bo jakos wyglada na to, ze cos to oznacza. Obojetnie jak mi to nie pasuje. Moze wlasnie dlatego. 

 

Szaro jest dzis i cicho. Nic sie nie rusza. Ani listek ani dymek. 

Wszystko zamarlo jakby. Ludzie nie ruszaja sie za oknami widocznego, malego domu. Wybiegli gdzies. 

Moze robia prawa jazdy, jakies tam swoje. Moze kupuja nastepne choinki. 

A ja?

Ide zaraz myc wlosy, szukac pasujacej skarpetki do pary, chowac niepotrzebnie lezace na wierzchu jakies przerozne przedmioty. 

23 w bardzo pracowitym dniu udalo mi sie dostac termin u mlodej fryzjerki, ktora pracuje z farbami na bazie biologicznej. 

Nie zeby byly calkiem super ale przynajmniej troche. 

Poza tym nie ma szalu, przesuwaja sie bezszelestnie kolejne dni. Dynamika znana na tej planecie. Wszystko w scisle okreslonym czasie. Bo ona sie kreci wokol swojej osi i wokol slonca. Tyle i tyle dni, tyle i tyle godzin. Pedzimy 1600 km/h jak mowia...tak, tak.

A ze sie kreci jeszcze w ruchu intergalaktycznym to juz inna sprawa. Wykracza troche poza moje...hmm...potrzeby okreslania tego ruchu. Wiec juz pozostane przy tych tutaj . 

A potem zobaczymy. 

 

Radosnych Swiat!

 

tutaj inspiracja

13:55, buffalo66
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 października 2016
Zawsze wszystko w jednym

Myslenie to nieodlaczna czesc naszego zycia. Wciaz cos sie tam sie wymysla.  Jasne, ze chce miec kontrole nad tym, chce, chce. Ale ostatnio lapie sie - szczegolnie przed zasnieciem - na tym, ze cos we mnie czasem wypowiada zdanka jakies. O ile jestem w modusie obserwatora, co nawet mi niezle idzie, w modusie nie-identyfikujacego sie, lapie takie rzeczy nawet dosc dobrze. Nie wszystko jest calkiem jasne...ale zdaje sie, ze przestalam ludzic sie powoli, ze kiedykolwiek to wszystko pojme. Nawet chyba jest tak, ze im starsza jestem, tym bardziej przestaje sie starac. Nie zebym sie nie starala wcale---ale pewne rzeczy odpusicilam. Nie jestem chyba juz taka szczegolowa. Dociekliwa tak. Ale pomijam czasem pewne kwestie. 

To samoobrona przed mysleniem pewna, tez;)

W drodze miedzy toaleta a swoim lozkiem, nocna pora przyszla mi do glowy taka mysl. Moze i nic az tak nowego ale nie wiem czy sie cieszyc czy przeciwnie. A moze po prostu przyjac jako stwierdzenie faktu. 

Bo jesli szczescie jest to w tym juz jest ta implikacja...nie-szczescia. Na odwrot tez. Bo jak dualnosc to jedna tak. To ta dymensja. Wiec cieszac sie ze szczescia - jakie by nie bylo - jest w tym juz druga strona medalu. I moze droga jest faktycznie ten caly stan stoicki i pewien "Gleichmut", jeden jakis stan podstawowo nie grozny....bez konsekwecji. Uklony w strone Buddyzmu wciaz i wciaz. Oni to pojeli. 

Cos we mnie ma wrazenie jakby wiedzialo. A ja to cos wychwytuje, wylapuje, wyczuwam. 

Jesli jest cos, co moze pomagac tutaj ludziom to jest to jedynie wlasny rodzaj mocy. Ciagle odwolywanie sie do tego, do tego niewypowiedzianego wrecz. To jest droga do sedna. 

Nie ma innej.

My mamy tylko siebie jako fundament. Mamy w sobie diament mocy. Spogladajac tam w ciszy i bez wszystkich tych mysli dotrzemy tam. Trzeba obrac tylko kierunek. 

Ja sie zawsze ciesze w tych momentach docierania. To jest szczesliwosc i cos jakby bezwzglednego. Cos kapletnie bez zwiazku z czymkolwiek tutejszym. Docierajac dotykam tej swojej wymarzonej istoty. Tam jest rodzaj spokoju, ktorego tutaj brakuje. Miedzy innymi. 

Istota ta ma czasem twarz a czasem jest tylko doznaniem. 

To moze byc czesto za malo zeby uzyskac tu harmonie....ale moze tez i pewna regularnosc spotkan z ta wlasna istota, regularnosc dajaca wieksza wiez - to moze byc tez klucz i droga. Chyba zawsze tak myslalam i wiedzialam. 

Teraz piszac to zastanawiam ile razy ja juz tu cos podobnego pisalam. Chyba wciaz. 

Ale mysle, ze biorac pod uwage jak zyjemy wciaz potrzebujemy powtorzen, istotnych przypomnien. 

I jeszcze jedno. 

Mysle, ze bardzo sie "przyda" izolowanie dla siebie tego stanu. Czuje  - a w tym niezmiennie sie nie myle i zdaje sie kapletnie na to, co czuje - ze to jest najbardziej efektywna czesc naszego isnienia. Efektywna w znaczeniu najbardziej i przydatna - nazwe to tak praktycznie - ale i najbardziej mistyczna. Mistyka jest sprawa praktyczna. Mistyka jest tez sprawa praktyki:) Bo odnajdujemy ja czesto w praktykach....mistycznych haha. 

Czy mozna cos z tego zrozumiec? Mam nadzieje. Dla siebie czytajacej to kiedys. Na przyklad...

W tym wszystkim liczy sie dla mnie tez pewna spojnosc, w tym slowie. 

piątek, 07 października 2016
Wiec jednak mistyka

Piszac o pogodzie i tym jak jest aktualnie tutaj wydaje mi sie, ze dotykam jakiejs czesci rzeczywistosci zblizonej do absolutu.

To brzmi nawet zabawnie. 

Kojarze pogode z natura, nature z ziemia a ziemie z kosmosem. 

Kosmos z niewiadoma i czelusciami przestrzeni a to jest droga asocjacyjna do mnie samej. Podobna niewiadoma;\ i to bez przesaday. Przeciwnie wrecz.

Wieksze odniesienia, ktorych nie udaje sie zglebic. Tym jest czlowiek, tym jest i natura. Sa przypuszczenia, domysly, przeczucia. 

To jest! (jest tez meteorologia, kosmologia i wiedza o czlowieku wszelkiej masci)...

 

Czasem mysle, ze duzo daje sie wyspiewac i wytanczyc. Nie jako odreagowywanie, bynajmniej;) Chodzi o dawanie wyrazu sobie i wewnetrznej energii - nie jednej. 

Chociaz pewna jestem, ze pobyt na tej planecie bedzie wymagal dla wielu (moze i wszystkich) pewnych dzialan terapeutycznych. 

Jesli to bedzie mozliwe oczywiscie hehe. 

Tak to sie tutaj zawiklalo. Wojny, choroby, problemy w zwiazkach, problemy ze soba....kapletne zawiklanie, splatanie. Widac jak na dloni, ze sprawy maja sie kompleksowo. Oj tak. To jest natura naszej rzeczywistosci - tej tutaj a jak mniemam i TEJ WIEKSZEJ.

Mam wrazenie, ze mechanizmy (powody) tych zawiklan sa jak choroba chroniczna. Trudna do odkrecenia - ale nic nie jest niemozliwe....Tutaj  jak zwylke chodzi o stopien swiadomosci. A on jawi mi sie jak cos, w rodzaju perspektywy - im wyzej tym lepsza widocznosc i calosc mozna ogarnac. Tu jednak bliskosc tez jest wazna i szczegolowosc - wymagana perspektywa idealna, powiedziala bym. Taka, ktora widzi wszystko w makro-i- mikro. Tak. I mozna zyc!!! Tego chce...(rozmarzylam sie). 

Ale odbieglam sie zdaje sie od glownego nurtu mysli. 

Pogoda mowi dzis, ze jesien nadeszla juz na dobre.

Jest zimno, wrony kracza, drzewa wciaz sie zielenia, wciaz tez nosze rzeczy bez rekawow (w domu!!!) i takie tam. 

Wiatru za duzo nie widze, drzewa sa spokojne i nie ma kiwania sie - ale mowili, ze nad morzem ( a to blisko) sa jakies porzadne wietrzyska. Dzikie. 

Tutaj spokoj. 

Ide na ta pieprzona silownie. Ide, ide. 

 

 

 

15:00, buffalo66
Link Komentarze (2) »
Poza cialem - fruwanie nieco inaczej

 

To ze zmeczenia tymi nocami bez snu. Z pewnoscia to byl jeden z kluczowych faktorow. Wydarzylo sie...moj drugi raz.

Za pierwszym widzialam sie nad lozkiem i bylo to bardziej hm..dystyngowane wyjscie.

Tym razem to jakby na znak wyzwolenia czy jakos tak. Wiedzialam, ze szybuje po swoich pokojach albo gdzies, gdzie energia odpowiada tej tutaj. Bylo ciemno i nic nie potrafilam zobaczyc. Ciemnosc i moja swiadomosc. Te dwie rzeczy. 

Latalam z przyjemnoscia i lekkim moze i zdziwieniem. Ale i z pewnym zadoscuczynieniem. Dlaczego uzylam tego slowa...

To slowo samo sie uzylo. Moze to jest rodzaj nagrody dla mnie. Za te zmagania z zyciem. Zmagania z jego tematami. Zmagania ze zmaganiami...chyba dlatego. To slowo. Fruwanie zadoscuczynne.

Fruwanie wyzwolonej swiadomosci - to brzmi niezle!

Szybowalam tak  i naturalnie nie wiem jak dlugo. Przypuszczalnie dosc krotko. 

Bedac na wysokosci sypialni - spekuluje - ( a spalam w duzych pokojach)  uslyszalam rozmowe. Rozpoznalam glos mojej mamy. Mowila spokojnym glosem do kogos? moze do mnie....ale jakby do kogos jednak bardziej. Drugiej osoby nie doslyszalam. To mogl byc kazdy. Ale ze zadziwily mnie te glosy probowalam lowic postacie w ciemosci, bo widocznosc byla zadna. Wyciagnelam parokrotnie rece w kierunku glosow, ale nie natrafilam na cokolwiek. Byla pustka. Co ciekawe, utwierdzilo mnie to w przekonaniu, ze to bardzo rzeczywiste. To wszystko. Bo nie bylo nic namacalnego. Bo to tak jest. Nic sie nie da dotknac. Mama odeszla a jesli jest, to ja jej stad chyba nie dotkne. Moze przeobrazajac sie kiedys w jej stan bedzie mozliwy kontakt. Jakis. A wiec latanie w tym stanie, w poblizu, czy bez oderwania sie od ciala jest jakby stanem przejsciowym. Daje wglad, pewien. Ciekawe jaki kawaleczek rzeczywistosci udaje nam sie zobaczyc. Moje postrzeganie tego wszystkiego co moglam zobaczyc bylo patrzac obiektywnie wyczuwalnie

o g r a n i c z o n e.  Tyle co do percepcji i tym podobnych odbiorow. 

 

Wszystko to spekulacje ale jednak fakt, ze wciaz draze ten temat daje mi pewna osobliwa nadzieje a nawet moze i wiecej. Znacznie wiecej. To jest na poziomie odczuwania. Nie mozna tego poprzec twardym faktem. Zreszta zalezy, co uznamy za fakt...

To, ze latalam w mieszkaniu jest na przyklad faktem. Dla mnie. 

Latajac tak w dosc szybkim tempie - a bylo to bardziej szybkim przesuwaniem sie -  zapragnelam wydostac sie zamknietego mieszkania. Zapragnelam tak, jakby nagle zaczelo mi brakowac powietrza, jakby zagarniecie wiekszej powierzchni do lotu bylo naturalna konsekwencja mojego przebywania w swiadomosci POZA. 

Kuriozalna byla natychmiastowa reakcja w odpowiedzi na to pragnienie, bo tym ono bylo...Dokladnie w tym samym momencie czulam, jak niesamowity ped, sila silniejsza od mojego pragnienia wyjscia poza obreb scian mieszkania wepchnela mnie spowrotem do mojego ciala.  Finalowo od razu odtworzylam oczy. 

Poczulam sie jak po podrozy rodem z ksiazek R.Monroe. 

Lezac tak, czulam wyjatkowo jasna potrzebe powtorzenia tego stanu. Moze to bedzie kluczem, droga w moich poszukiwaniach, miejscem uzupelniajacym rzeczywistosc. 

14:40, buffalo66 , Rytualy
Link Komentarze (2) »
sobota, 01 października 2016
Zimniej

Zimniej sie zrobilo. To moge stwierdzic. 

Jest sobota. Poniedzialek tu wolny, bo to ten dzien kiedy Zachod i Wschod sie polaczyly. Co za kraj. 

Teraz trzeba wiecej zakupic. Zaraz jade. 

Synek dostal samochod na tydzien, bo K. w Oslo a ja i tak nie jezdze. 

Rower jest na ogol niezawodny. Wiec skorzystam zaraz i smigne do sklepow a potem moze uda mi sie w koncu jakis trening. 

Taki troche udawany ale zawsze cos. Poce sie podczas a to juz ten znak...zdaje sie. 

Noce mam nie bardzo, nie umiem byc sama. Wszystkiego trzeba sie uczyc. Naprawde, to juz przesada z tymi naukami. 

 

 

 

13:56, buffalo66
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 września 2016
Niedlugo kolejne urodziny

Godne wspomnienia w tytule. Jak zwykle podwojne rocznice - synka i moje. 

Dzis jakos chlodnawo. Slonce juz bez sil, wiatr jest ale w tej konstelacji to nic upajajacego. Przypomina nadchodzaca jesien. 

Powtorzenia bez konca. 

Bylismy pare dni w Oslo. Nawet ciekawy klimat. Miasto troche jak Hamburg tylko mniejsze i z wyczuwalnym skandynawskim obliczem. Lubie to uporzadkowanie. Moze dlatego, bo sama mam z tym problem. Troche na pewno tak jest. 

Bliskie mojej naturze jednak sa inne klimaty. Mimo to doceniam ten skandynawski porzadek i  ta mase miejsca na tworzenie nowych, przestrzennych struktur. Przestrzeni jest tu pod dostatkiem. 

Lecac samolotem widac mase  lasow. Jak puszcze jakies. Jak w Kanadzie (tam nie bylam).  Fajnie to z gory ogladac. W ogole fajnie jest z gory na cos patrzyc. To chyba swiadomosc szerszej perspektywy tak mi sie w tym podoba. Patrze i ogarniam wzrokiem i czym tylko jawiaca mi sie calosc. Ta calosc, ktora zdolna jestem zobaczyc. 

Wiele nie moge powiedziec o Oslo i ludziach. Ludzie jak tutaj. Troche inne twarze. Widzialam podczas nie dlugiego czasu spedzonego w city co najmniej cztery osoby lekko skrzywione. Jedna mowila do siebie (i to nie byl telefon). Druga byla pijana w bialy dzien a wczesnie bylo. Trzecia wygladala z duszy jak Brevik. Szla i miala na twarzy bardzo niepokojacy wyraz. Pomyslalam od razu, ze to sie moze zle skonczyc....dla wielu. A czwarta....hmmm. byla -  ale nie pamietam. 

Poznalismy wnuczka K. moze i mojego tez troche...chociaz nie musze byc koniecznie "rodzona" babcia. 

Wnuczek bardzo uroczy. Wymaga wielu zachodow, jak to u malych dzieciow - az zapomnialam jak wielu...zachdow.

Tyle z tych bardziej rzeczowych spraw, ktore tutaj staralam sie jak najmniej rzeczowo ujac;) Wiadomo, daleko mi do rzeczowosci, Wiec.

Co do nie-rzeczowych spraw, ktore jak wiadomo najwiecej radosci sprawiaja:

jak wspominialam sny mi sie przymuliy a przynajmniej moje o nich wspomnienie. Ale akceptuje to Dolegliwosci sa i wstaje czasem rano i mysle niestety jak rzadko dotad, ze jakby cos nie tak. 

Pije zielona jasminowa jak dotad. W tym sie nic nie zmieni chyba. 

K. leci znowu do Oslo na tydzien, bo obiecal pomoc. Szkoda mi go, bo zmeczony jest a tam nie odpocznie z pewnoscia. Ale jak powiedziala moja siostra - dzieci sa bezwzgledne. Jak trzeba to trzeba. 

A mialo byc nierzeczowo. 

 

Teraz slysze o podrabianych paszportach. O zlapaniu jakichs potencjalnych zamachowcow. 

A wczoraj dlugo ogladalismy dokumentacje na zdfneo o tym, ze maly procent ludzi posiada fortune a reszta musi pracowac. 

Wyzysk, brak skrupulow, banki i ich mafijne systemy...ufff....to jest nasz swiat. To jest nasz swiat???!!! 

A mialo byc nie-rzeczowo. 

Szkoda, ze nie umiem sie od tego oderwac. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

18:51, buffalo66
Link Komentarze (4) »
środa, 03 sierpnia 2016
Oddalilam sie stad

No tak sie zlozylo jakos. Oddalenie nastapilo z jakis mi blizej nie znanych powodow. 

Nie ma moze naglej potrzeby jak to sie dzieje. Bo kiedy jest to wlasnie sie chce bardzo cos napisac. Ale jakos nie przyszla.

Teraz czytajac troche to i owo stad i stamtad pomyslalam, ze pisanie sprawia radosc. Czytanie tez. 

To jakis rodzaj dobrych reakcji wywolujacych jeszcze lepszy feedback.

Ciemno juz i glucho, ochlodzilo sie troche nawet. W ciagu dnia wciaz lato, dzis jezdzilam na rowerze - wciaz z zdeformowanym tylnim kolem po tamtym upadku - w pomaranczowej sukience. Bylam krotko w sklepie przywozac do domu skladniki na salatke z awokado tudziez avokado (brzmi jakby adekwatniej) bazylie (z drobnym bazyliszkiem siedzacym pod krzaczkiem) i pare innych osobliwych rzeczy. W sklepie spotkalam klnacego pod nosem kowboja (bo mial taki kapelusz) nie kontrolujacego swojego wyrazu twarzy. Grymas mu sie jakis do ust przykleil i szedl z nim tak mamroczac cos. Nie widomo niby o co tym ludziom chodzi. 

Potem stwierdzilam, ze wiem. Bo on byl taki jak wszyscy. Chcial byc zauwazony a nawet doceniony. Moze dlatego ten pomysl z kapeluszem. Zaobserwowalam potem takie zachowanie, ktore mi z cala pewnoscia dalo odpowiedz na tego dziwacznego osobnika. 

Pod sklepem jak zwykle moj znajomy Roman.  Z Romanem laczy mnie cicha, dobra znajomosc. On tam sprzedaje gazety dla bezdomych, chociaz jak sam mi powiedzial nigdy nie byl bezdomny. Roman. Ciekawy temat. Moze innym razem. Zabawne jest, ze nie rozmawiamy ze soba po polsku. On chyba nie wie a ja jakos nie mam ochoty pod sklepem z nim po polsku mowic. 

Czasem rozmawiamy o kosmosie, czasem o muzyce a czasem musze szybko sie oddalic, bo nie mam czasu na rozmowe. Dluzszy czas nie bylo miedzy nami kontaktu ale jakos sie to jednak rozwinelo w kierunku tych konwersacji. Moglabym dlugo o tym pisac, bo Roman ma w sobie cos, co mozna drazyc. To moze ma do czynienia z dusza. Dokladnie nie wiem. 

Dzis byl troche podpity i wygladal troche jak przeziebiony. Nie wiem jak on to picie swoje znosi. Roman opowiadal mi kiedys, ze mial jakies biuro podrozy. Cos nie wyszlo. I wiem cos o corce. Ale nic dokladnego. Roman moze miec jakies 55 lat. Tak w tym kierunku. 

Urlop na Krecie byl bardzo goracy. Tyle goraca juz dawno nie przezylam. Ratowala klima w aucie i w pomieszczeniach. No i oczywiscie masa kapieli w morzu. Srodziemnym. Mittelmeer. Moze Srodkowe. Tez smiesznie. 

Siedzenie w cieniu w towarzystwie wiatru tez pomagalo. Ten wiatr to ratunek w tych krajach. Wiatr. Wiatr. Pieknie wieje, Wciaz uwielbiam wiatr. Ale tylko w konstelacji ze sloncem. To idealna para. 

 

Smutkiem napawaja mnie te ciagle historie o zabijaniu sie, o zabijaniu w ogole. 

Podobno nie mozna o tym za duzo mylsec, bo to kierowanie sie na  niewlasciwy tor. Z pewoscia nie wlasciwy. Nic dobrego we mnie wywoluje ten tor. Tyle, ze wyc mi sie chce z rozpaczy. Bez zadnej przesady. 

Kierujmy swe mysli, energie zatem w teren pozbawiony agresji, W teren wolny i wyzwolony. 

Niech ziemia bedzie takim miejscem. Niech sie odrodzi. 

I tu przychodzi mi na mysl to slynne "przewartosciowanie wszystkich wartosci". Trzeba to wciaz robic. Aktualizowac, korygowyc. 

Zycie jest wyjatkowo krotkie, tylko my o tym nie pamietamy. Niektorzy w ogole o tym nie wiedza. Jakby. 

Ignorancja. 

Staram sie wciaz budowac swoj swiat i napelniac go odpowiednim dzialaniem. Obserwuje swoje mysli - wiadomo  - w celu nie identyfikowania sie z nimi ale i troche zeby sie sobie przygladac. Bo to zawsze mnie ciekawilo. To kim jestem. 

Mysli, uczucia, potrzeby, nawyki. To jest jakas powloczka, To jest ok. ale po tym nie moge sie zidentyfikowac. 

To tylko peryferia. 

Glebiej na razie nie draze bo za dlugo to robilam. Teraz przyszedl czas na wyrabianie pewnej dyscypliny. 

To rodzaj cwiczen. 

To konieczne. 

 

01:29, buffalo66
Link Komentarze (5) »
środa, 04 maja 2016
Pustka tak - bezmiar w procescie oswajania

W nocy mialam jakies maniakalne, powtarzajace sie motywy. To bylo cos zwiazane z inna mowa. Byl angielski i chyba arabski. Tak to brzmialo. Kapletna blokada i brak zainteresowania. Byl Andre i nie bylo z jego strony nic - kapletnie zakamuflowany osobnik. Moze tak jak tutaj. Nic nie wiadomo, nic sie o nim juz nie slyszy. Moze umarl. Nawet o tym tez juz myslalam. W koncu to sie tutaj wciaz zdarza...

Tam bylo tez cos wiecej, jakies miejsce na ciele czy cos...nie umiem dopowiedziec teraz, nie pamietam, nie odtworze. Musze z tym zyc - sama nie wiem jak mozna tak ignorowac ale nic innego mi nie pozostaje:) To zabawne wrecz. Tak sie z tym obchodzimy, bo nie umiemy inaczej. Sny, ktorych do konca nie pamietamy. Co z tym robic. Zapadaja sie gdzies tam...

Zasypiam jednak znacznie za pozno. 2.30 moze i trzecia. No nie umiem tego wykrzewic. Trzeba wczesniej wstawac. To jedyne wyjscie. 

A tutaj spokoj a jutro jakies swieto. Nie chce wiedziec jakie. Jakies. Ignoruje. Teraz slonce mnie ozywia. Inspiruje, mozna rzec. 

K. koniecznie chce do Rzymu jechac. Na tydzien, na 5 dni. Wynajac mieszkanie jakies. Albo jakos tak. Zobaczymy. W cieplote tam nie pojade. Nie znosze byc w miescie w cieplote. A tam to moze sie zdarzyc. To juz inny rejon. Tak blisko a inaczej.  Lubie cieple noce. Zbyt cieple dni raczej mnie tylko spowolniaja i mecza. Goracy dzien spedzony w miescie - nie! to nie to. A tam do tego te kupy ludzi. 

Uwielbiam ogladac puste miejsca. Ulica zupelnie pusta to dla mnie oblicze jakiejs niespodzianki. Od razu robi mi sie cudownie. Pustka jest dla mnie czyms pieknym. Moze nie pustka ciemnego kosmosu. Chociaz to moze tez ma cos w sobie. Jednak bezmiary sa jakby bez-miary...i to juz zaczyna byc zbyt...Choc probuje to oswajac. I na pewno tutejsze sfery przy samej ziemi sa juz oswojone, moze nawet i jakos tak przy tej drodze mlecznej...ale dalej...kto wie....bardzo zagadkowe to istnienie. Nie mozna inaczej sie o tym wyrazic. 

Zagadka! Misterium...Wciaz to. 

 

 

 

 

środa, 27 kwietnia 2016
Bez lotu

Ostatnio loty sa nie tak czeste. Nie pamietam nawet kiedy byl ostatni. To efekt tutejszych dzialan. Nastawionych na powinnosci, obowiazki i te sprawy. 

Wczoraj troche czytalam! To juz cos. I od dwoch dni troche cwicze. Bardzo delikatnie. Jednak mam ten caly muskelkater na drugi dzien. Wiec moze to nie tak delikatnie. Albo odzwyczaily sie te miesnie od tych ruchow i wysilku. Dysze przy tym jak babcia i serce mi wali (bo musi) i poce sie. A to moze 20 min. jak dobrze pojdzie. Ale to juz cos, to juz cos!

Egzema na dekoldzie. Okragle cos jak roza. Ale nie jest grozne, tak powiedzial moj jowialny dermatolog. Jakby mogl to by mi prychnal w nos. Grubasek jeden. Oni sa znieczuleni. Jednak pobral pare strzepow skory. Na zachodowanie kultury jakiejs...a to trwa. 

Dziadek nie wlozyl swoich zebow na powitanie. Brudne ciuchy, poplamione. Przerazic sie mozna. I ten szeroki usmiech. A ruina i prochnica widoczna. Cos przerazajacego. Ale coz. Siostra powiedziala " to dziadek pokazowke odstawil". To jest juz eksces. 

Przebralismy go w nowe ubranko i byl wyjazd do Miedzyzdrojow. Wzielismy wozek zeby nie bylo dreptania, bo zadreptal by sie kapletnie. A tak przynajmniej troche na molo bylismy, troche kawy wypilismy, troche ciastek do tego, potem lody. Bylo po obiedzie wiec pasowalo. Siedzial w tym wozku. Trudno teraz przeniknac i zinterpretowac jego stan - twarz troche stezala od choroby, troche nieruchoma. Tylko kiedy sie smieje zycie wydaje sie powracac. Glos ledwo mu sie wydobywal. Struny jakby nie chwytaly jego intencji. Nie wytwarzaly wibracji. Jak instrument, ktoremu czegos zabraklo. O dziwo potem przed tym domem glos jakby znowu powrocil do swojej funkcji, uwolni sie pokazal swoja barwe. Na krotko. 

Po wszystkim odwiezlizmy go do miejsca...tego miejsca gdzie teraz jest jego przystan. Nic fajnego. Ale tez nie tak zle, bo piekne otoczenie. Woda, lasy, pelno zieleni. Ogrod cudny. Jesli chodzi o to. A jednak to nie to. To nigdy nie bedzie to. 

Okazalo sie, ze "dobre" zeby byly caly czas w szufladzie, dziadek ich nie lubi. Cos mu w nich nie gra. Woli byc odrazajacy. Ale i to jest ok. W koncu...o co tu chodzi. Czy w ogole o cos...?

Machal nam na pozegnanie. 

Po drodze zlapal nas mocny, nieoczekiwany nalot gradu. Nagle stala sie zima. Biale kulki ulozyly sie dywanem na trawnikach i innych dostepnych im powierzchniach. Gradobicie o dach samochodu i szalona jazda zeby zdazyc na 20 na kolacje.

I przyszlismy piec minut przed koncem. Doskonala kolacja byla. Zjedlismy troche za szybko. K. nie chcial. 

Synek po drodze zdarzyl zrobic jeszcze zdjecie teczy - to bylo juz po gradzie i slonce sie pokazalo i wlasnie ta tecza. 

Dzien przedtem na plazy w pelni ksiezyca zobaczylismy wszyscy przechadzajacego sie truchtem brzegiem morza....lisa. Przeszedl kolo nas jakby nigdy i nic. To bylo zjawisko w pelni ksiezyca. A ksiezyc zaczal sie dopiero co wzosic nad horyzontem i wielki byl i kapletnie okragly, w calosci widoczny. Jak to bywa w pelnie. Calkowicie sie pokazal, nic go nie zaslonilo. 

Pomyslalam, ze taki obiekt jak ksiezyc potrafi niezle ozdobic horyzont, potrafi zrobic tez duzo wiecej. Wpatrywanie sie w taki ksiezyc moze tez okazac sie pewna terapia. Jak mniemam. 

 

Ciemnoskorzy

Urlopy. Pare osob z nami. Dwoje dzieci. Ale nie sa nasze. To ciemnoskorzy chlopcy. Probuje zalatwic im pobyt w tym hotelu, sa jakies problemy formalne. Prawdopodobnie cos przesiaka do mnie z tej energii wokolo. Teraz kazdy chce cos zalatwic, by moc zostac w kraju swoich marzen - Deutschland. 

Wiec moze dlatego. 

Wciaz chodzi o jakies malutkie kartoniki z kodem. One umozliwiaja ten pobyt. Jednak nie moge ich znalezc. Jak zwykle schowalam za dobrze. Szukam, staram sie. I wciaz jest ten motyw lekkiego zmeczenia sprawa, wciaz jest staranie i zamieszanie. To, czego bardzo chce uniknac. Ale jak widac nie mozna. Ani tam ani...tu. Wciaz ten efekt zmeczenia. 

 

 

środa, 06 kwietnia 2016
Dwa biale psy

Dwa biale psy jeden bardzo duzy. Drugi bardzo maly. Musza sie bawic w jednym pomieszczeniu. Maly pies jest widocznie przerazony ale co ma poczac. Duzy trzyma w zebach zabawke koloru jasno niebieskiego, jakies takie cos z aksamitu. 

Maly probuje mu odebrac zabawke. Skacze przy tym rozpaczliwie ale duzy nie daje mu zadnych szans. To jest po prostu nie mozliwe. 

Maly probuje uciekac ale pomieszczenie nie daje zadnej mozliwosci ucieczki, probuje wdrapac sie na sciane - tez biala - i robi to nadzwyczaj  dobrze;) jednak grawitacja sciaga go na dol. Duzy pies chwyta malego za szyje, tak jak matki psie czy kocie biora swoje male dzieci, zeby je przeniesc w inne miejsce. Ten duzy moze nie jest wcale patnerem do zabaw...moze to jakas terapia. 

 

Obserwuje ta scene z K. i probuje namowic go by ja przerwal, mowie mu, ze to bez sensu, ze maly sie zameczy.. Ale K. mowi nie, nie zostaw. 

11:20, buffalo66
Link Komentarze (3) »
niedziela, 24 stycznia 2016
Lekkosc zycia wobec absolutu istnienia:) projekt nieskonczony...

Zycie wymyka sie kazdej definicji. 

Rzeczywistosc rozbuchana, bucha we wszystkie strony. Rozbuchane uniwersum!:)

Trudno sie dobrac do czegokolwiek, jesli kompleksowosc zjawisk staje sie czescia swiadomosci. Mojej swiadomosci. Choc przypisuje swiadomosci uniwersalnosc. Interpersonalnosc. 

No to moze bez tej mojej. 

Dlatego slowa staja sie za male. Adekwatnosc niedostepna. Mozna sie troche slizgac, mozna sie tym bawic. 

 

Znalazlam jezynowe perfumy. Lalique Amethyst. Piekna, piekna butelka. W kolorze fioletu. Z wzorkiem skadinad znanym, znanym z okresu art deco, znanym z tych pieknych ozdobnikow o niezapomnianej, romantycznej, mistycznej urodzie. To jest cos! Czar piekna. 

 

Pomijajac trudnosc w okresleniu siebie tutaj, roli jaka kazdy ma do spelnienia...dluuugi temat...pomijajac te trudnosci lapie sie, ze biore po prostu piekno jako moje. Piekno jest czyms (moze i skonczonym, niczym wiecznym...a ja w tych kategoriach jednak sie poruszam, czy chce czy nie) co do glebi mnie porusza. Widze i czuje, ze tam jest cos dla mnie...

Zapachy naleza do tego jak najbardziej. Lekko-myslnosc nabiera innego znaczenia. Lekko-duch. Eterycznosc. 

wtorek, 12 stycznia 2016
Loty z polotem...na nowo

Otworzylam ten blog na nowo, wlasciwie tylko po to, by zaspokoic swoja potrzebe. Mysle o momencie, kiedy mysle, ze moze dobrze jest zapisac. To jest w sumie moze - moze - i bez znaczenia ale na dzien dzisiejszy znowu cos tam mi mowi, ze to moze sie przydac. Do czego, komu i kiedy? Nie wiadomo. Moze mnie samej za 10 lat;) Zreszta. Czasem i teraz ucze sie przypominania i cos tam ogladam z tylu. 

Glownie szkoda mi motywu snu jako bajki nieskonczonej. Sen. Fenomenalny wytwor i kreacja jak na te warunki tutaj bardzo progresywna. Bezgraniczna wolnosc. Teoretycznie;) W praktyce jest tak, ze TAM panuja te same bariery...prawie. Bo jesli chodzi o moje loty to faktycznie TAM moge. Ale nie bralabym tego tak doslownie. Bo latnie tam to moze byc odpowiednik...hm...polotu? Tak, chyba mam ten polot! Selbstlob. Samo-pochwala. O ile polot to COS:))

No tak. 

Nie ma co sie czarowac. Rzeczywistosc wymaga ciaglego odnawiania koncepcji kreacji. Kreacji samej w sobie i czego tam jeszcze...odnawianie, przemijanie, korygowanie, walka o lepsze (figury, miesnie! twarze, odzywianie...mowiac jezykiem w zwyklosci pograzonym)...i w ogole wciaz cos. 

I piszac to wciaz dotykam tylko jednej z masy rzeczy, ktora moglaby byc dotknieta a moze nigdy nie bedzie. Nie tylko przeze mnie. Jest po prostu za duzo rzeczy do uwzgledniania. I to czasem mnie przerasta!

Glownie mnie przerasta przed zasnieciem. Tak jakby to byl najwlasciwszy moment do tego przerastania. Wyglada na to...Bo niby ma byc spokoj przed pograzeniem sie w zbawiennym stanie przedsennym a niechcacy otwiera sie przestrzen, w ktorej jest wszystko! IS, ewentualne choroby, braki wszelkiego rodzaju i widmo smierci z niewiadoma i zimna ziemia i perspektywa widoku koron drzew...to oczywiscie zart - z ta perspektywa;)) Ale. Ale. Ale tak mniej wiecej to idzie w tym kierunku. Nie zawsze. I zanim dojde do widma smierci - ktore chyba po to tylko egzystuje zeby wszystkie inne problemy staly sie smieszne - moja rozbuchana filozoficzna jazn przesuwa sie, nie! ona skacze z szybkoscia znacznie szybsza, niz ta swiatla...wiec skacze i przyprawia mnie - czyli to co tutaj egzystuje w cielesnej formie...ach znowu upraszczam...nie dam rady...- przyprawia w kazdym razie o poty i dreszcze na przemian. I nie ma w tym przesady - przeciwnie. 

Tylko to znowu jest tylko wycinek. 

Bo po drugiej stronie sa loty:)

I stany blogiej wdziecznosci za to, ze doswiadczam milosci, uwielbienia (taak!) i sama umiem tez kochac i wielbic. To jest COS. To jest cos, co tutaj cenimy. A moze nawet i TAM. Sen i jawa. Za wiele spraw. Jestem wdzieczna. Chocby i malych. To jest niezla przeciwwaga. Mimo wszystko.  Rozciagnieta w czasie. O przestrzeni nie wspomne;) Tego sie troche nazbiera, jakby sie przylozyc. 

Bardzo dziwne to zycie...wciaz sie dziwie. Chyba od lat to robie. I zdaje sie, ze nie pisze tego tutaj po raz pierwszy. Ten blog jest niczym innym, jak wielkim powtorzeniem. Nie pisze tego z wielkim przekonaniem, bo nie lubie powtorzen. Ale to wrazenie jednak mam. To cos w rodzaju blogowego deja vu. Moze to nie szkodzi. Bo skoro wciaz tutaj sie cos powtarza...cykle sa nasza druga natura. Tyle tego. Az mi sie nie chce na nie wskazywac. No chocby i dzien i noc. Cyklicznosc wiec. Jako mozliwosc do poprawienia bledu...tak. I podobno regularnosc jest w tym tez jakby dobra. O ile sie poddamy tej cyklicznosci. I  wtedy niby jest tak, ze dzialamy reka w reke z tym calym wewnetrznym zegarem i to ma byc dla nas dobre. Wiec. Cyklicznosc i my w tym - o ile umiemy sie dopasowac - to ma byc cos dobrego, jednak. Natura pomaga. 

 

Tutaj od razu mysle jakimi baranami sa ludzie, bo nie ucza sie, ze zabijanie i wojny sa tylko destrukcja i przeciwienstwem naszej natury. Tej prawdziwej. No moze i jestem naiwna. Ale wlasnie to naiwnosc trzyma mnie jeszcze przy zyciu i w miare zdrowych zmyslach. 

 

Tutaj wlasciwie narzuca mi sie wrecz zakonczenie tego improwizowanego wywodu. 

Wspomne tylko w zwiazku z cyklami, ze i ja nie potrafie sie dopasowac do rytmu dnia i nocy i jak zwykle i to od lat przesuwam swoj rytm i aktywnosc w godziny nocne. To jakby nie do przezwyciezenia. To taka dygresja. 

 

 

 

 

niedziela, 15 listopada 2015
Wycinki z ekstazy. Natura lotu

Bardzo duzo spektakularnych wybrykow. Robienia rzeczy niesamowitych w powietrzu. Afiszowania sie umiejetnoscia lotu. 

To wyplywa z glebi potrzeb. Musi byc ten eksces bo ekscesem jestem sama ja! 

Zabawa, zabawa i jeszcze raz zabawa. Oto moja natura. Tak dlugo jak jestem. Wiecznie byc moze - jest szansa. 

Byla scena lotu jakiegos wielkiego w sali z balustrada pod niebiosami, tam stanelam i dopuscilam sie tego skoku w dol, tego morderczego moze lotu  - ale byl zbawienny. One mnie lecza, wyrownuja potrzeby, ktore tutaj nie do konca udaje sie zaspakajac. W kazdym razie wyobrazenie o zaspakajaniu ich owocuje tymi wlasnie lotami, skokami i wyjatkowymi figurami w powietrzu. Tam zahaczam o powierzchnie i materialne rzeczy sa tam tez namacalne ale lot jest sednem i celem. Zaspakajanie uczuc ekstatycznych, ktore sa moimi podstawowymi, ktore pra na powierzchnie spelnienia. Esktazy w uniesieniach. Uniesienia w ekstazach. Radosne branie udzialu w zywiole zycia. To jest moje wyobrazenie o prawdzie - i nawet jesli wokol mnie dzieja sie rzeczy straszne - nie zaklocaja w glebszy sposob tego, co rzeczywiste. Moga znaczyc najwyzej peryferie odczuwania. Nie maja prawa egzystencji. Wiem, ze tak jest. W srodku jestesmy nowiutcy i nienaruszeni. 

To nie sa zyczenia czy proby. To sie dzieje. To sie w kolko dzieje. Dotykam tego wciaz i wciaz. Tutaj i tam. Sen, jawa. 

To jest moja osobista rzeczywistosc i energia jaka generuje. To jest w koncu cos, z czym moge sie spokojnie identyfikowac bez niebezpieczenstwa wpadania w pulapke. 

Jesli jestem smutna, strapiona, zastraszona - odczuwam to peryferyjnie, odczuwam to powierzchownie, odczuwam to nie-realnie w glebokim tego slowa pojeciu. Rzeczywistosc smutku, utrapien, strachu jest oparta na projekcji, falszywym kodzie zachowan, jest oparta na rzeczywistosci dymnej, nie prawdziwej. To klamstwo odczuwane czasem -  przyznaje - jak istniejaca rzeczywistosc z prawem bytu. Jednak to iluzja. Odczuwanie tego jest oparte na niewiedzy i braku glebszych refleksji. Tutaj pomaga buddyzm, ktory zglebil nature rzeczywistosci jak zadna inna filozofia. Buddyzm powinien byc wciagniety w rejestr osiagniec ludzkosci, objety powinien byc ochrona jakas szczegolna. Bo to skarb. A skarby powinny byc strzezone i przekazywane...z rak do rak, zeby kazdy mial okazje zaznac ich mocy. Zeby skonczyly sie wariacje z identyfikacjami, w ktorych sie zatracamy. 

niedziela, 20 września 2015
Eingebung bevor alles kommt

Immer bevor ich hier ankomme. Bevor das Denken wieder einkehrt. Es ereignet sich etwas und manchmal fange ich etwas auf. Brüche von Wörtern, Bilder und Eingebungen. 

Es war diesmal so: "es gibt unzählig viele Welten. Und Kosmos ist hier die Analogie. Aber es geht eher in die Tiefe. Tiefere Schichten. Dort ist das Leben angesiedelt. Viele, viele unzählige Welten. Mit eigenen Gesetzen und anderen Chemien. Es gibt dort das Leben - genauso wie hier."

wtorek, 15 września 2015
Slowo

Slowo stalo sie cialem...slowo.  Cos takiego...moze trzeba tam wrocic.


Musze tu cos dopisac - bo zapomne. 

Slowo jest czyms wiecej. Slowo ma wiekszy potencjal, niz to, co sie z nim robi na codzien. Teraz pomyslalam z cala pewnoscia, ze tak jest. Mysli sa jakby produktem ubocznym - tak sie to rozwinelo, nie musialo ale tak sie rozwinelo. Bo ludzie moze zaczeli uzywac zbyt wielu slow stad pojawilo sie zbyt wiele mysli - z czasem mysli zaczely wydawac sie najwazniejsze - a jednak tak nie jest. Znalzc kontakt ze swoim slowem to jest zdaje sie teraz troche tak, jak trafic w jakis ton z przeszlosci, jak dotrzec do czegos z gatunku sendo. 

Jesli stworzenie boze jakim zakladam jestesmy, stworzenie boskie - brzmi jeszcze lepiej - dostalo dar mowy, to z pewnoscia nie tylko z praktycznych powodow. Mowa powinna sluzyc wyrazaniu boskosci. Ale tak jak cala reszta wszystko poszlo w roznych kierunkach - moze po to zeby powrocic w koncu do punktu wyjscia. 

Mowa laczaca swiaty. Mowa jak oddech - tylko znacznie pelniejsza. Mowa jak cos, co daje szanse na....zrozumienie:) 
Mozemy to zlapac. 

poniedziałek, 14 września 2015
O slowie ktore stalo sie cialem

Snujace watek docierania do slowa - ktore ma byc sednem i polaczeniem.

 

 

Ewangelia według św. Jana 1Słowo Życia 

Słowo stało się ciałem
1 Na początku było Słowo.
Było ono u Boga i było Bogiem.
2 Od samego początku było razem z Bogiem.
3 Ono powołało wszystko do istnienia.
I nic, co zostało stworzone, nie zaistniało bez Niego.
4 W Nim było życie, a życie jest dla ludzi światłem.
5 To Światło świeci w ciemnościach,
a mrok nie był w stanie Go pochłonąć.
6 Bóg posłał swojego człowieka, imieniem Jan,
7 aby powiedział ludziom o prawdziwym Świetle
i aby dzięki niemu wszyscy uwierzyli.
8 Sam Jan nie był Światłem,
lecz miał o Nim opowiedzieć.
9 I nadeszło prawdziwe Światło,
które oświeca każdego człowieka,
przychodzącego na świat.
10 Pojawiło się na świecie,
który dzięki Niemu powstał,
ale świat Go nie rozpoznał.
11 Przyszło do swojej własności,
ale swoi Go nie przyjęli.
12 Tym jednak, którzy Je przyjęli, i uwierzyli Mu
dało prawo stać się dziećmi Bożymi,
13 które narodziły się nie fizycznie
– w wyniku namiętności
czy ludzkich planów – ale z Boga.
14 Słowo stało się ciałem i jako człowiek
zamieszkało wśród nas.
Ujrzeliśmy więc Jego chwałę – chwałę,
jaką Ojciec obdarzył swojego jedynego Syna,
pełnego łaski i prawdy. 

niedziela, 13 września 2015
Dyskomfort

Niestety naszedl mnie dzis w nocy dziwny stan - pod wplywem pewnej mysli. One moga stac sie poczatkiem czegos...

Obudziam sie po paru godzinach spania i poczulam wyjatkowy dyskomfort. Tak jakby koldra byla za cienka czy za ktrotka, poduszka za plaska a w pokoju jakos duszno. Do tego poczulam tykanie na dziasle zeba - jakis zab tyka jak bomba zegarowa. To jest symptom, ze cos nie tak. Staralam sie to z lekka zignorowac. Potem zaczal sie katar. To dla mnie znak dyskomfotu polegajacego na mowie ciala...jakby juz za malo mowilo. Trudno to ignorowac. 

Troche sie przerazilam. Tym, ze nic nie robie jakby. Policzylam ile lat minelo odkad nie pracuje w wydawnictwie...to juz szosty rok leci a ja myslalam, ze moze...trzeci...to zabawne. To w koncu nic nie znaczy. A jednak efekt mnie troche zbil z tropu! Wciaz sie dziwie. 

Teraz caly czas robie takie podchody - moglam na przyklad perfekcyjnie wyuczyc sie jakiegos jezyka -  a jesli nie jakiegos to przynajmniej angielskiego tak naprawde. 

Teraz wiem jak to jest poczuc sie tak...nie uzyje tego brzydkiego slowa. Ale tak sie czuje. 

Jest taki fajny rymik po niemiecku w trybie przypuszczajacym "hätte, hätte - Fahrradkette" pokazuje smiesznosc takich mysli...

 A jednak. 


Byc moze jest tak, ze stoje w miejscu. Na dzien dzisiejszy mam z tego powodu pewien smutek w sobie. Moze to nie jest zle. 

piątek, 11 września 2015
Nocne sprawy - mowa w dialogu z dusza

PONIEDZIAŁEK, 18 STYCZNIA 2010, BUFFALO66

W tym paroletnim tekscie jest prawda uniwersalna o zblizaniu sie do natury swojej rzeczywistosci. Wszystko, co sluzy temu zblizaniu sie jest dla nas dobre. Tekst jest pisany tak, jak wiele tutaj - naiwnie i troche dziecinnie. Tak odbieram swoje teksty czesto - czytajac je po latach. 

NAIWNOSC I DZIECINNOSC JEST MOIM KLUCZOWYM ASPEKTEM. 

__________________

Wczorajszej nocy rozmawialam ze soba. W trakcie odkrylam cos zupelnie nowego. Podczas tej rozmowy nie uzywalam mysli  - tak jak to sie na ogol robi, lecz zaczelam mowic. Mowiac stwierdzilam cos, co mnie do glebi poruszylo.

 

Omawialam w nocnej ciszy to, co mam do tzw. zrobienia, jaka jest motywacja, dlaczego jest tu a tam jej nie ma. Tak sobie rozmawialam na glos. Wsluchiwalam sie w cisze i glos. Powstal jakby zupelnie inny rodzaj percepcji.

 

 

 

Nie myslalam, nie zdazylam myslec a juz mowilam.

 

 

 

Mowilam i te slowa byly szybsze niz to, co moglabym w tym czasie pomyslec. Mowilam wbrew zasadzie – najpierw pomysl potem powiedz;)

 

To trwalo moze 10, moze 15 minut. W trakcie mowienia czulam sie miejscami dosc dziwnie. Mialam wrazenie, ze moje centrum mowienia jakos sie usamodzielnilo i slowa wydobywaja sie bez udzialu czegos, co do tej pory panowalo nad myslami.

 

Odkrylam cos, co byc moze jest juz w nauce odkryte i nazwane. A moze to jest moje odkrycie? A moze to tylko ja tak mowie…?

 

 

 

Stwierdzilam z cala pewnoscia, ze jest tak:  centrum mowy nie jest polaczone tak bezposrednio z ego,  i czym tam jeszcze, jak nasze myslenie. Swiat mysli i prawa jakie nimi steruja okresliabym jako cos na ksztalt mechanizmu, automatyzmu. Jedna mysl pociaga za soba wrecz automatyzcznie jakis tok, za ktorym pojawiaja sie nastepne, asocjacyjnie lub jakos tam na zasadzie polaczen nerwowych, tak jakby jedna mysl poruszala jakis plik, zwoj pokrewnych i czesto proces ten sie usamodzielnia. Nie rzadko zauwazamy po jakiejs chwili, ze mysli sie usamodzielniaja a my wrecz nie wiemy kiedy i jak zaszlismy tak daleko zaczynajac o czyms myslec.

U mnie czesto jest tak, ze wylaczam sie z tego procesu i nie zauwazam juz wrecz poszczegolnych krokow prowadzacych mnie gdzies w swiat rozbuchanych mysli.  Nie kontroluje tego czasem. Moze powoli nie przywiazuje do nich/mysli takiej wagi, nie jestem w nich scentrowana. Zauwazam z zadowoleniem, ze nie zawsze biore w tym czynny udzial. To tak, jak podczas jakiejs nudnej rozmowy – czesto slucham tylko polowy tego, co sie mowi. Mysli sa ale ja nie jestem ich udzialem. Ja jestem poza tym obszarem. nie identyfikuje sie.

 

 

Inaczej podczas mowienia. Mowiac wczoraj noca mialam wrazenie, ze zaczynam aktywowac cos innego. Odebralam to tak, jakby moje centrum mowienia zespolone bylo z moja dusza, sercem.

 

Moze tak jest tylko  u mnie, nie wiem. Czesto juz odnosilam takie wrazenie podczas rozmow z przyjaciolmi. Kiedys to samo powiedziala mi nowo poznana kobieta „Twoja mowa jest mowa serca“  - moze to byl juz wtedy taki sygnal…

 

 

 

Przyszla mi do glowy jeszcze inna mysl na temat mowy i mysli – mowa byla pierwsza…zaczelismy mowic, wydawac dzwieki, na poczatku naszej dzialalnosci na tej ziemi – dopiero pozniej zaczely sie ksztaltowac mysli, nasz mozg zaczynal nabierac kompleksowosci. Mysli sa konsekwencja a nie podstawa. Moze nasze mysli bylyby bardziej zespolone z nami gdyby nasz rozwoj na przestrzeni wiekow postepowalby w kierunku duchowym…Moze.

 

 

 

Tak czy siak - mowa jest czyms bardziej ursprünglich/pierwotnym – mowa jest kluczem a slowo zawiera Botschaft/informacje, przekaz. Sam fakt, ze slowu dalo sie dzwiek a dzwiek jest czyms hipnotycznym!

 

 

W nocy – a bylo juz kolo trzeciej – zapisalam sobie to swoje spostrzezenie i postanowilam sie tym troche zajac.

 

Moze zaczne pracowac jako medium! Uwielbiam komunikowac!

 

Mowiac wczoraj do siebie i od siebie mialam wrazenie, ze znajduje sie w centrum czegos wielkiego, ze jestem tym centrum. Mowilam o mocy i o koncentracji na niej, o mozliwosciach nieograniczonego dostepu do niej.

 

Czulam sie tak, jak czesto wyjatkowo bosko – doslownie.

 

Podczase tych rozmow dowiedzialam sie, ze ostatnim stopniem identyfikacji z czyms jest dzialanie w jej duchu. Oznacza to, ze uczynek jest ostatnim stadium tego, co mozemy zrobic wierzac w cos, identyfikujac sie z czyms. Jesli wierzysz, ze masz w sobie poklady talentu takiego a takiego – musisz zaczac byc swoim mecenasem, musisz dzialac dla talentu a nie robic rzeczy nie majace z nim nic wspolnego. To stalo sie dla mnie jasne i koniecznosc dzialan w tym kierunku niezbedna. Trzeba dzialac jesli wierzysz!

 

 

Z drugiej strony bylo duzo filozofii na temat daremnosci staran – w pewnym stopniu – chodzilo o ulotnosc, wiadomo. Jednak gdy wszystko zmienia formy – my po smierci tez –wazne jest zeby pracowac nad udoskonaleniem formy i wnetrza, tak jak to sobie wyobrazam, ja, ta, ktora decyduje – w ramach tego szerokiego, boskiego kontekstu, ktorego koniec wydaje sie bez konca a moze nawet i bez poczatku;)

 

Jednak ta Vergänglichkeit/przemijanie jest tez aspektem lagodzacym nasze starania i ich mozliwe niepowodzenia. To w sumie nie wazne czy cos nam sie uda, czy nie. Wazne jest w jakim duchu dzialamy, z jaka intencja. I jaka energia nam przy tym towarzyszy.

 

 

 

Ja i wielu innych mi podobnych – czy to artystow, czy mistykow, czy innych ktorzy po prostu nie poddaja sie panujacemu ogolnie otepieniu duchowemu - jestesmy tym, co wyrownuje bilans spirytualny naszych czasow;) Tak jest. Tak to odbieram. Czuje, ze to wazne.

 

 

 

czwartek, 10 września 2015
Przybywaja

Na zewnatrz ludzie rozpoczynaja swoja droge w nowym kraju. Inni wedruja do starej Europy w nadzieji na lepsze.Widzialam tlok i scisk podczas wsiadania do autobusu, ktory mial ich gdzies przemiescic. Matka w chustce - obowiazkowo - z dzieckiem na rekach, na twarzach panika i kto wie co jeszcze...Droga do lepszego zycia nie jest latwa. 

Tutejszy publicysta, pisarz pan Henryk Broder piszacy kolumne w Die Welt twierdzi w niej, ze z tych ludzi, ktorym pani Merkel chce pomoc nie kazdy zdobedzie prace (wyraza sie ostroznie)...mowa jest o fachowcach - ale malo kto z tych pytanych ludzi mowi po angielsku...nie wygladaja oni jak fachowcy...Broder wrozy, ze zrobi sie z nich tzw. Lumpenproletariat. Tutaj tak trudno o prace...europejska mlodziez juz nie ma latwo. Nie wiem jak to sie skonczy. To znaczy wiem. Na koncu wszyscy bogaci beda bogatsi a biedni stana sie biedniejsi. W koncu ktos musi zaplacic. O innych aspektach nie chce mi sie mowic. Nie, zebym bala sie OBCYCH...nie wydaje mi sie po prostu, ze oni respektuja naszej wartosci. Rozmawialam z wieloma z nich. To jest tak, ze oni faktycznie czuja wyzszosc swojej ideologii religijniej, tej archaicznej konstrukcji. Mysle, ze to jest zbyt hermetyczna konstrukcja. Poza tym to wszystko wymyka sie spod kontroli. Merkel stala sie matka uchodzcow! 

Kazdy Niemiec, ktory ma cos przeciwko tej polityce okreslany jest mianem faszysty...takie mam wrazenie;) Tutaj sie robi dosc radykalnie. Oni sa strasznie przewrazliwieni. Powoli sprawa zaczyna dla mnie wygladac jak dyktatura, demokracja wyglada inaczej. Jestem pewna, ze gdyby zrobili referendum w tej spawie...

 

Rozmawialam z Ilona, ktora idzie w tym jeszcze dalej. Wszedzie maczaja palce Amerykanie...jasne...i to jest odgornie ustalane tak czy siak. Raczka raczke .. Ale jakby nie bylo wyjdzie na to, ze konsekwencja tej polityki beda przeciazone systemy socialne, ukrocone swiadczenia i wiadomo, ze straca na tym najbiedniejsi. Panowie i panie politycy maja to jednak gleboko gdzies, bo w koncu ich swiadczenia sa gwarantowane i dozywotnie. Ich osobiste zasoby pozostana nie naruszone. W takiej systuacji latwo jest mowic o pomocy i dzieleniu sie;) to jest farsa. 

To jest troche tak, jakby rozsadek o ktorym mowa, ze zdrowy musi byc...zawiodl. 

Poza tym nie mamy czegos takiego, jak bezpieczne granice zewnetrzne w Europie. Nie ma czegos takiego. Europa stoi otworem. System zawiodl. 

Zdjecie tego malego chlopca na brzegu morza...chcialabym dodac, ze jego rodzice chcieli sie zatrzymac w Kanadzie ale tam niestety nie bylo mozliwosci. Kanada nie przyjmuje uchodzcow. 

środa, 09 września 2015
Male rowerki

Jezdzilam na miniaturowym rowerku. Chyba mniejszy niz jakis dla bejbikow. Zabawne? Tam to bylo dla mnie normalne. Bylam do tego stopnia samowystarczalna, ze dmuchalam sobie w oponke - bo nie bylo pompki:) Dwa takie dmuchy i oponka znowu pelna! Coz za niesamowitosc. Ale tam wszystko normalne, jechalam jak by nigdy nic. To moze mialo mi pokazac groteskowosc mojej sytuacji - a ja wciaz tej groteski nie moge chwycic. Bo co? To, ze wciaz jezdze na rowerze tutaj i teraz...to ma byc takie groteskowe. Moze i moje ego cos tam sobie ubzduralo, ze niby to dlaczego wciaz na rowerze...i robi mi z tego roweru jakiegos karzelka...nie wiem. Mimo roznorakich przemyslen - zabawne. 

Moze chodzi o to, ze dawno wyroslam z tego "modelu" przemieszczania sie...w swiecie. Tak...jakos tak. A wciaz uzywam. Dosc dobitna wizja skad inand. A ja wciaz nie chce zobaczyc tego jakos tak, zeby to zrozumiec. Cos nie dociera. Moze juz nie dotrze. 

wtorek, 01 września 2015
Noc mowi

I powiedziala mi wlasnie.

"Ciesz sie z kazdego doswiadczenia" z podkreslonym kazdym. To wazne. Ciesz sie. Nawet jesli nie mozesz zrobic tego od razu...to jednak docen to, co sie przytrafia, docen energie doswiadczenia. Uroda doswiadczenia nie jest niczym subiektywnym...uroda doswiadczenia polega na nim samym. Uroda doswiadczenia to TEN SWIAT w calosci i to, co stwarza. Ty i ten swiat - to jest wydarzenie - ty i doswiadczenie to jest TO!. To jest TO, bo wlasnie stala sie interakcja ze Swiatem. To jest to, bo walsnie dzieje sie cos na Twojej drodze, cos, co pozwala Ci wchodzic w kontakt ze Swiatem. 

I w kazdym z nich jest piekno. Nakrec film o Twoim doswiadczeniu. W kazdym filmie mozna pokazac piekno - nawet jesli sa to filmy o cierpieniu. Kazde doswiadczenie zawiera w sobie czar. Tworzy go energia - a ona jest wytworem tego swiata. 

napisalam to jednym tchem i nie poprawie nic. 

 

 

....

Akceptacja doswiadczenia bedzie transformowala twoje zycie. To jedyna droga. 

 

Pokochaj Swiat, w ktorym zyjesz - zauwazaj wciaz jego piekno, wdychaj jego uroki, delektuj sie swoim cialem i ludzmi wokol ciebie - pokochaj Swiat...zakochaj sie w nim. To najpiekniejsza droga...Swiat jako kochanek-kochanka. 

Bo Swiat to Ty. I nie tylko w przenosni.

To prawda bardziej namacalna. Zrob cos z ta mantra. Daj jej zadzialac. 

Jesli Swiat to Ty a TY kochasz ten Swiat...kolo sie zamyka. Sedno zawarte w tym kole. 

To trzeba poczuc. 

Moze noc pomoze to odkryc. Moze noca latwiej pokochac Swiat?:)

Ta milosc trzeba pielegnowac. 

Noc jest Stworzeniem

Napisac o czyms, co pozostaje, do czego mozna wrocic w kazdej fazie zycia. Wrocic i ucieszyc sie chocby wspomnienem - albo pomyslem, czy energia. 

Jest ciepla, pogodna noc. Jak wspomnialam gdzies:) ostatnia noc sierpnia 2015.

Takie noce zyja swoim zyciem. To sie czuje. Noc oddycha a swiat podaza za tym jak w transie, jak we snie. Zakleta noc. Trzymajaca w napieciu az do pierwszych rozblyskow swiatla. 

Ale poki co... jest tu noc pelna zapachow - jak zwykle one! chwala zapachom! czym bylaby noc bez nich. Wiec sa i zapachy...wszystkie razem to zapach nocy. Noca zapachy sa mocniejsze? Albo po prostu mamy dla nich wiecej uwagi. Tak chyba. Trzeba sprawdzic. Nasza percepcja noca..pisalam o tym niezliczone razy. Jest inna. Na zasadzie yin-yang. Jest yin. Energia podaza za percepcja a percepcja z nia:) To taniec. Taniec molekul i innych drobiazgow. Sen, trans, taniec. Porobuje znalezc definicje swiata, w ktorym moglabym sie poruszac plynniej, bez kolizyniej, z radoscia, z lekkoscia. Taki mi sie marzy. Szukam drogi do tego swiata...szukam bardzo...szukam we wszysktich Swiatach. Szukam po kosmosach niezliczonych. Snie o lotach w innych galaktykach, w przestrzeniach miedzyplanetarnych...szukam w sobie - bo to wlasciwie jedno i to samo...

Noc. Noc chodzi jak kot swoimi sciezkami. Dzieja sie rzeczy. Spotykaja energie. Mysli w koncu kapituluja. Oddalaja sie gdzies, w jakies wlasciwsze dla nich miejsce. Sny wylaniaja sie zza mgiel. Snuja swoje snieniowe opowiesci, biora nas za aktorow, tworza nam scenariusze. Czy to my sami..My sami jestesmy snami. Zmieniamy swoje tozsamosci, nadajemy rzeczom inne nazwy, przywracamy im pierwotne znaczenia. 

Noc opanowuje swiat. Noc inspiruje ciemnoscia. Noc pozwala nam snic. Zawdzieczamy jej wiele...

Motyw nocy w naszym zyciu jest bardzo istotny. Czuje zawarta w nim tajemnice. Trzeba do tego wracac i starac sie znajdowac slowa, by wyrazic o co chodzi Swiatu i Nocy. Nie moze byc w tym zbyt wiele racjonalnosci. Trzeba wedrowac swoimi sciezkami, nawet jesli wydaja sie na poczatku zbyt utarte. Zauwazam, ze zboczenie z nich przynosi mi niezwykle rozwiazania. To jest ledwo dostrzegalnie moze...ale we mnie dokonuje sie wtedy wiele. 

I patrze na nia i czuje jej obecnosc. Bo to jest Stworzenie. Bo to jest Stworzenie zywe, organiczne, posiadajace zmysly - tak jak my je posiadamy. Jesli mozemy caly ten swiat odebrac w jednej sekundzie jako Stworzenie...jesli to sie uda - zdobedziemy wiedze glebsza, niz kazda inna. Tak to sie teraz tutaj napisalo. Jest taka mozliwosc. Trzeba probowac. 

Swiat jako Stworzenie. Znowu wracam do mantry Swiat to TY a TY to Swiat. Fascynowala mnie dlugi czas. Wciaz w nia wchodzilam. Szukalam. Bylo wiele olsnien. Moze przeoczylam cos. Teraz ta noc inspiruje mnie na wchodzenie bardziej zmyslowe. Mam je w koncu! Jesli ja je mam to Swiat tez...a Noc to na pewno. Ona jest mi bliska. Pod jej postacia moze latwiej znalezc. Rozmawiac, zaklinac, starac sie docierac do sedna. Jak zawsze. Jak zawsze o nie chodzi. Wiem, ze sposob, w jaki to najlepiej moge zrobic musi byc moj. Tylko moj.  

Pisze to dla siebie - z nadzieja, ze moze gdzies podobienstwa mojej drogi moga dac ulge szukajacemu. 

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

I nic nie jest oczywiste. Nic nie jest oczywiste. To stwierdzenie jak mantra ostatnio chodzi mi po glowie i sprawia, ze kazda chwila jest latwo radosna. Jesli nic nie jest oczywistoscia to radosc jest jakby naturalna konsekwecja. Czuje to jak jakis zawilany i byc moze malo logiczny paradoks - jednak to daje mi pewnosc, ze swiadomoc "braku oczywistosci" i radosc z tego wyplywajaca jest wlasnie ta naturalna konsekwencja. Chodz w tym jasna rzecz o docenianie. 

To proste. Ale bardzo glebokie. Dotyka swiatow tych i tamtych. Wszystkiego, co mamy pod reka ale i tego, czego nie mozemy dotykac. Docenianie ma wielka moc. Docenianie jest sila kazdej transformacji. Docenianie jest zaplonem transformacji. To przyspieszacz i spirit. Teraz tego doswiadczylam. Noc mi powiedziala. 

Nic nie jest oczywiste. 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Noc jest fenomenem. Noc jest podpowiadaczka. Noc jest szeptunka. Noc jest moja matka. 

Noc jest wizjonerka, noc jest uzdrowicielka. 

Nocy, uzdrowicielko nasza! 

Noc jest medium najwiekszym. 

Noc jest laczniczka. Noc jest laczniczka nieba i ziemi. 

Noc ma potencjal. 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Za dnia spiewam piesni pochwalne na temat Slonca i wiatru. Najlepiej razem. W tym duecie. 

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 63