sen i jawa
wtorek, 15 maja 2012
Dluga, dluga noc

Cala poprzednia noc nie spalam. Nie moglam. Nie bede szczegolow opisywac, bo po co. Czasem zadaje sobie pytanie po co pisze tu o sobie. Moglabym ograniczyc sie do snow - to i tak dosc osobiste. Jednak zwazywszy, ze pisze w sumie prawie tylko dla siebie...Wszystko to dzieki bogu nie ma takiego znaczenia.

Dzis noc byla lepsza. Wstalam tak dla zabawy juz o 7.30, co w moim przypadku jest duza osobliwoscia. Wczoraj bylo popoludnie nad morzem i bardzo mnie to znuzylo - poszlam szybko spac - i udalo sie po tej nie przespanej nocy nie bylo to wielka sztuka. Tak wiec dzis w zupelnie nowym szyku, z nowym uczuciem. Wstawanie rano ma swoje zalety. Z pewnoscia.

Sluchalam dzis w polskiej tv wywiadu z jakims rezyserem, ktory zachorowal na raka i jak na razie wyleczyl sie, mimo przerzutow. Starszy gosc, robil wyjatkowo dlugie przerwy miedzy zdaniami. Duzo refleksji, chyba. Pomyslalam o Cynthi. Mowil o tym, ze potraktowal go jak przyjaciela, tego swojego raka. A mama Cynthi powiedziala na tego jej raka w glowie "suka"...ciekawe dlaczego to slowo.

Wczoraj nad tym morzem bardzo sennie bylo. Wszedzie. Na kawie. Podczas siedzenia na lezaku. Obserwowalam psa, ktory byl wyjatkowym nurkiem. Jego wigor byl niewyczerpany. Cos niezwyklego. Inne pieski baly sie zanurzyc glowy w slonej wodzie. To byla specjalna plaza dla psow, zdaje sie. Zrobilam mu zdjecia.

Pogoda dzis lekko deszczowa. Slonca nie ma. Troche buro.

 

 

 

 

 

czwartek, 10 maja 2012
Schanzenviertel

Powrocilam do muzyki, bardzo dobrze mi to robi. Czuje to tak, jakby otwieral sie ten caly zugang, dostep do tego swiata a to w moim odczuciu wlasnie cos wielkiego. Kreatywnosc ozywa na nowy sposob. Jak to dobrze.

Bylam dzis(wczoraj)  odwiedzic przyjaciolke w Schanze. To dosc kolorowa dzielnica. Wychodzac z S-bahnu od razu czuje powiew czegos zupelnie innego. Innego, bo sama mieszkam w dosc spokojnej, wywazonej okolicy - pieknej tez, lecz w porownaniu z Schanze to prowincja w pewnym stopniu. Na Schanze czuje sie powiew awangardy ha, ha...troche jak w Berlinie tu i owdzie. Scena w Hamburgu chyba najbardziej aternatywna, wrecz anarchistyczna, powiedzialabym. 1-majowe demonstracje, eskalacje z policja...znane obrazki z Schanzenviertel.  Duzo obcokrajowcow, mlodziezy ( a ja wiadomo, tylko z mlodzieza...). Twarze starych ludzi z charakterem i charyzma.  W lokalach na ulicach masa ludzi. Poczulam sie jak gdzies na poludniu Europy.

 A. przyjechala z Berlina na dwa tygodnie, mieszkala u nas i prowadzila maly sklepik w tej dzielnicy. Pasuje tu jak najbardziej ale stwierdzam, ze pobliskie sklepiki bardzo bezczelnie winduja swoje ceny a design i wykonanie...nic wielkiego. Mam wrazenie, ze kazdy chce tanim kosztem zarabiac. Kawalek materialu bez jaja, bez widocznej koncepcji 89 €, bzdura!

Nowa muzyka Messer Chups i Surf Riders fromthe swam lagoon. Okazalo sie, ze to Rosjanie. Hawajska gitara dominuje w kazdym kawalku, dzwieki jakby wyjete z filmu Tarantino. Lubie cos takiego. Dziewczyna w sklepie zapisala mi nazwy i tytuly.

Kupilam bardzo dojrzale mango u Turka. Mialam watpliwosci czy nie bedzie moze zbyt dojrzale. Bylo doskonale. Dobrze, ze tam pojechalam. Przypomnialam sobie o ciekawym kinie 3001 w podworku, swietny program, podobnie jak w Abaton, moze jeszcze bardziej underground.

Trzeba tu czesciej zagladac. Dobrze sie tu czuje! Moze dzis wieczorem...

 

 

12:28, buffalo66
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 maja 2012
Feela - Lamb

Widziałeś mnie płaczącą lecz nie chciałeś patrzeć
słyszałeś mnie raniącą lecz nie chciałeś mnie słuchać

to mogło być coś
to mogło być naprawdę coś
powiedz
mi coś jeszcze
powiedz mi coś dla czego warto żyć

czułeś że pragnę lecz nie chciałeś
dać
poczułeś że tonę lecz nie zdołałeś mnie uratować

to mogło być coś
to mogło być naprawdę coś
powiedz
mi coś jeszcze
powiedz mi coś dla czego warto żyć

ludzie przychodzą i odchodzą tak
to już jest
miłość rośnie i słabnie i tego zostaje nam
się trzymać

to mogło być coś
to mogło być naprawdę coś
powiedz
mi coś jeszcze
powiedz mi coś dla czego warto żyć

 

 

Glos tutaj.

Dodam, ze identyfikuje sie z tymi dzwiekami. Sa kawalki od Lamb...bajkowej natury, moje moglyby byc, takze. Mam swoje kawalki, lecz sa bardziej w stylu sakralnym, tak mi sie wyrywa z siebie glosowo i pod wzgledem melodii:) a czasem jakos w stylu beuena vista social...pomieszanie istnieje i chce zeby tak bylo. Ono chce. A ja, coz...


 

Tagi: Ton
01:15, buffalo66
Link Dodaj komentarz »
Duchy i zjawy

Duchy jesli sa anonimowe nie sa zbyt mile widziane. Bo nie dosc, ze kraina, z ktorej przychodza jest nieznana, to jesli nie mamy pojecia kim sa jej mieszkancy - wszystko to, staje sie niesamowite i lekko wrecz przerazajace.

Tak jak w tym snie. Jednak nie bylo az tak przerazajaco, nie bylo.

Duza przestrzen, jakby nie tu ani nigdzie, gdzie mozna by ja umiejscowic. Zawieszona kraina, wiele miejsca, powietrza az do przesady. I ja tam. Jakbym miala towarzystwo kogos znajomego ale nie moglabym przysiac.

Jestem tam i widze dwie starsze kobiety rozmawiajace ze soba. Podchodze do jednej z nich a ona dziwi sie, ze ja dostrzegam i mowi do swojej towarzyszki "popatrz, ona nas widzi, co za cwaniara" mowi to troche tak, jakbym nie miala wlasciwie do tego prawa. Ale skoro tu jestem...zada odemnie  - sumy 500 - czegos tam, nie wiem jakiej waluty a ja dziwie sie i podaje jej w symbolicznym gescie te "niby pieniadze". To wywoluje u niej reakcje zlosci. Kobieta oddala sie odemnie i unosi w powietrze zmieniajac swoje rysy twarzy na znacznie bardziej grozne. Poczatkowo wznosi sie w pionie a potem zmienia swoja pozycje n a  r o w n o l e gl a  do powierzchni na ktorej stalismy. W momencie jej wznoszenia sie do gory ja dziwynym sposobem jakbym znala juz ta cala procedure takze wznosze sie do gory i zaczyna sie dzika latanina w powietrzu - ona leci dokladnie we mnie - i  nie wiem naprawde, czy przelatuje przezemnie wskros, czy jak to sie odbylo. Pamietem tylko dzikosc tej sytuacji, nie czuje strachu to raczej jak normalna historia, ktorej stawiam czolo. Jednak budze sie nieco przetrzepana ta akcja, kreci mi sie z lekka w glowie.

 

 

Wir z Bialym

Bieglam mostem w nieznanej okolicy. Wszystko naokolo jak zwykle nie wazne, byl most, bylam ja - na poczatek wystarcza. Nagle zauwazam, ze w odleglosci ok. 10 metrow odemnie stoi jakis mezczyzna. Przyodziany w biale szaty. Troche archaicznie wygladajacy. Chudy. Stoi i nagle biegnie w moim kierunku. Bez slowa laczy sie ze mna i zaczynamy wirowac, biec po tym moscie. Nie unosimy sie jednak nad nim. Potem jednak to nastepuje, jego sila dominuje moja swiadomosc, ze przeciez mam opanowana sztuke lotu. Z nim razem nie udaje mi sie jej zastosowac. Zostajemy wyrzuceni jakims nie kontrolowanym pedem poza most stanowiacym jakas linie orientacyjna. Jestesmy razem troche bezsilni, nie umiem-y tym sterowac. To, co zaczelo sie jak zabawa wydaje sie wymykac spod kontroli, staje sie Czyms Samoczynnym. I nie mozna wiele zdzialac. Akceptuje to. Staram sie jeszcze znalzc jakis punkt to wyladowania na "suchym" ale laduje z nim w wodzie, co okazuje sie jakims ostatnim aktem. I w sumie nie jest tak strasznie. Nie czuje juz tej wody jako cos wielce niestosownego do ladowania, jestesmy w niej w bezruchu (nie wiem jak dlugo) zanuzeni po szyje. Nie czuje zima, nie czuje dotyku wody.

Tak mogloby byc

Ulica ktora jada zawsze uparcie samochody stala sie calkowicie pusta. Umilklo wszystko naokolo. Stanelam na tej opuszczonej ruchliwej dotad ulicy i zadziwilam sie ta przemiana. To taka pora, ze one dojechaly tam, gdzie sie spieszyly. Ok. 20.20 albo kolo tego. Cudowne uczucie isc spokojnie po takiej ulicy, gdzie normalnie przemykam sie patrzac na boki, oceniajac odlegolosc i niebezbieczenstwo. Slonce zaswiecilo. Perfekcyjnie sie stalo. Oddycham gleboko z ulga.

Czesto ogarniaja mnie irracjonalne uczucia szczescia w miejscach nie dajacych ku temu wiele powodow. Albo moze dajace. Bo skoro. To zdarzylo sie na jakims duzym opustoszalym parkingu, na rowerze, wczesny wieczor, lekki wiatr. I to uczucie bezpieczenstwa i ciszy wokolo, we mnie. Kola roweru poddaja sie mojej woli. Sune jak sila wyzsza, jak los, jak samo przeznaczenie. Jestem w jego srodku i dodaje mu zycia. Soba. Swoimi posunieciami. Obojetenie czym one sa - teraz tym, potem tamtym. Tworze to wszystko bez wysilku.

Nie staram sie odnajdywac sensu w dobrym, w leczacym, w tym, co wspiera. O nie! Bo przeciez po co.

Ja szukam  - jesli to robie - sensu w tym, co niezrozumiale bo okrutne lub nie do zniesienia.

Jesli cos mi sie tak bardzo podoba jak te zwykle momenty nie ma potrzeby by pytac czy mylsec. Plawic sie, rozkoszowac i rozmarzac. Takie mogloby byc cale zycie.

 

 

 

 

piątek, 04 maja 2012
Szalone dni

Wyjatkowo pracowity dzien. Nie wiem jak to mozliwe, zeby caly czas cos robic. A jednak. Nie moge tego zatrzymac, nie moge. Z jednej czynnosci wynika druga. Jesli mysle, ze to wszystko zaczyna sie nastepna powinnosc, nastepny obowiazek. To jak kolowrotek, ktory nie moze sie zatrzymac. Pytanie - czym zostaje napedzany. ???? Moze to nawet i kluczowe pytanie. Ale nie ma nawet czasu, zeby tak za duzo pytac, ha, ha.

 

Metafizyka miesza sie z gotowaniem i porownywaniem cen za ubezpieczenia na auto. Czytam, smaruje swoja mala blizne na kolanie, bo moze stac sie ciemna pod wplywem slonca. Gole sie pod pachami, podlewam kwiaty, obieram ziemniaki ze skorek po uprzednim ugotowaniu - to koniecznosc jesli reagujesz tak jak ja na surowe ziemniaki podczas obierania...zauwazam, ze zamrazarka w lodowce zostala lekkomyslenie nie domknieta - teraz czeka mnie usuwanie narosli lodu, robie to z zapalem, biore do reki srubokret (tak!) i podwazam nim zwaly zbednego lodu. Odpadaja z hukiem, leca na podloge, leca do jakiejs miski...praca przypomnia mi jakies roboty w kamieniolomach. Czy to nie jest szalenstwo! Te wszystkie czynnosci zlozone w jedno to przeciez istne zwariowanie. I to nie jest wyjatkowe. Co jakis czas wszystko sie powtarza. W innej kolejnosci moze ale z podobnym szalem. Z poczuciem koniecznosci, bo w koncu jak mozna zyc inaczej??? Ktos to musi robic. Ktos musi. Wypadlo na mnie tutaj i teraz. Moze jutro uda mi sie uciec. Stad.

środa, 02 maja 2012
Aktualne poszukiwania odpowiedzi na temat wiecznosci

Wciaz robie sobie jakies zludne moze nadzieje...wciaz ten temat. Moje patrzenie w ciemnosc stalo sie wprawdzie mniej rozpaczliwe, mniej w tym naporu mojej znekanej cierpieniami duszy...;) ale to zabrzmialo...ale nie ustaje. Moze to bez znaczenia.

Nic nie dzieje sie aktualnie w sennym universum. Naprawde nie wiem. Troche dziwne.

Odkad fruwalam z kartka "Kim jestem?" (cud, ze wiem, co na niej bylo!!!), bo byla to kartka zawieszona na mojej piersi, jak naszynik. A teraz przyszla mi do glowy taka mysl. Jesli trzymam ta kartke tak a nie inaczej to troche jakby znak, ze odpowiedz moglaby przyjsc "z zewnatrz"...od kogos, kto mnie spostrzega. To jedno. A potem przekrecilam to na tej kartce i mowie...no, no, w koncu wiadomo, ze jestem...to juz duzo. Dla niektorych to juz afirmacja;) Ja jestem! I do tego kims...

Troche sie czepiam. I widze obraz psa latajacego za wlasnym ogonem. Niestety tak troche to widze:)))))

 

 

Pielegnowanie energii nerek

Cyly dzien swiecilo slonce. Wyjatkowo duzo go bylo, bez chmur, bez zadnych przerw.

Posiedzialam troche na lezaku czytajac bez przekonania. Jakos sie mecze czytajac w sloncu. Chowam glowe w cien, zmieniam polozenie, cuduje. Przynosze cos do picia, slucham spiewu ptakow, ktore tez byly dzis bardzo aktywne. Slyszalam ich czyste glosy zespolone w nieskoordynowanych improwizacjach. Raz po raz zaskakiwala mnie intensywnosc tych spiewow. Chocicaz przyznaje, ze czesto piszac o jakims "wydarzeniu" zaczynam dopiero odkrywac jego smak w sobie, dochodzi do tego, ze w ogole formuluje...Przychodzi refleksja i ona sprawia, ze wogole moze zapamietuje lub inerpretuje - gdyby nie to, byloby to jak w snach - albo pamietam albo sa to tylko jakies strzepy.

Ogladalam stare, nostalgicznie na mnie jak zwykle dzialajace obrazki w tv na temat Hesse. Przeczytalam moze jedna ksiazke, Siddartha, wrecz dlatego bo synek przerabial tutaj w szkole, kiedys. Zachwycila mnie. Podobno w Indiach wierza, ze to prawdziwa historia. Nie tylko w Indiach, bo ja tez tak myslalam. Do dzis. Co wiec w niej nie jest prawda, co jest fantazja?

Nie wiedzialam, ze tworczosc Hesse inspirowala duzo pozniej ruch Flower-Power. W USA jego ksiazki sprzedawaly sie jak swierze bulki. Powstal nawet band Steppenwolf...wszystko to ale przede wszystkim te stare obrazki, jego twarz koscista. Chlone takie historie, slucham tekstow, ktore pisal. Zapsialam sobie tego wilka stepowego, zobacze moze.

Barzo trudno mi zmuszac sie do jakichs sportowych aktywnosci. Nie daje rady. Moze to jeszcze reszta choroby. Rano mialam dreszcze i musialam dlugo sie ogrzewac pod koldra;) tak, ale udalo sie. Wspomne jeszcze, ze w koncu udalo mi sie wyjascnic z hotline o co chodzilo w tym zas... faksie, dlaczego nie drukowal. Kabel byl jakis lewy....matko co za zycie, nawet kable zawodza. Czy ktos o tym slyszal??? Prawie dostalam szalu...i dlatego nie dochodze do siebie - w kolko mam jakies zadania bojowe do rozwiazywania. Rzadko jest naprawde tak, ze nic nie musze. Nigdy tak nie jest...moze to ok. bo jednak kazdy cos musi...Jednak odczuwam to aktualnie jako last, obciazenie. Moze niedlugo sie poprawi.

Zaczelam wczoraj tu pisac o pielegnacji energii nerek - znalazlam dwa dobre zrodla z tekstem na ten temat, sprawy okazuja sie miec wplyw na kolana, miesnie, sciegna...cos sie zaczelo nagle ukladac w calosc. Moxa tez wydala mi sie piekna, kiedys sprzedawalam takie zdjecia z tym palacym sie 'cygaren'. Moxa mozna robic samemu, musze sie tym zainteresowac, bo potrzebuje ciepla i stymulacji jakiejs szczegolnej z tym zwiazanej, Znalazlam babke w HH, ktora wydaje sie miec pojecie na ten temat, bede sie starac dostac u niej termin. I jakies dobre ziola - bez pestycydow, pfuj...

 

 

 

 

sobota, 28 kwietnia 2012
Strachliwosc, wrazliwosc

Rozmawialam dzis z dziewczyna mojego synka o tym, jakie jestesmy. O snach. Koszmarach. Strachliwosci i skad sie bierze. I o tym, ze kazdy jest jednorazowy, unikatowy i nie porownywalny. Tak wiec nie ma definicji innych, niz wlasne na ten czy inny temat. Kazdy powinien tworzyc wlasne swiaty i definiowac swoj teren jak najbardziej odwaznie. I bylo tez o irracjonalnosci. Wazne, bo to ona stanowi o kreatywnosci.

Bede o tym pisac. Teraz tylko ta notatka. I musze isc porobic jakies cwiczenia, zatanczyc, wypic w koncu to piwo imbrowo-gruszkowe, ktore  mi sie chlodzi (2,5%), by w koncu odejsc od tego czytania.

Milosc, milosc, milosc!!!!  - to glownie - tyyyylko z mlodzieza panie i panowie!!!!

wtorek, 24 kwietnia 2012
Milosc i dziwne pojazdy w Chinach

Zlapalam gdzies bakterie albo one mnie. Zapalenie pecherza, niesamowity bol...ale nie bede wchodzic w krwawe szczegoly. Antybiotyk mam nadzieje dziala. Dzis jest lepiej

To wszystko na pewno zlozylo sie na krajobraz dzisiejszych snow. Inne miejsce spania tez.

Duzo przemieszczania sie. Byla jazda na dziwnym pojezdzie, gdzies w Chinach, tak, tak. Ktos to powiedzial. Pojazd jak statek ale z wciaz zmieniajaca sie platforma, na ktorej stoisz. I wybrzuszone te platformy. Calosci nie moglam zobaczyc, tylko ten wycinek, w jakim sie znajdowalam ja i jeszcze ktos.

Bylo malutkie dziecko, bejbik. Wlozylam go to torebki, zeby bylo wygodniej, inaczej nie moglam jakby. Jade z nim w torbie taksowka i zauwazam, ze jestem w tak obcym mi miejscu, ze nie wiem dokad chce jechac. Zaczynam cos kombinowac a taksowkarz (kapletnie nie widze jego twarzy, anonim i fantomas) coraz bardziej sie niecierpliwi. Na domiar zlego zauwazam, ze nie zabralam pieniedzy. Dziecko spi w torebce - otwartej.

Potem staje sie cos przedziwnego. Ja na krotko sie gdzies przemieszczam (moze chce zalatwic pieniadze) a taksowkarz widzac, ze nagle mnie nie ma w aucie wyrzuca torebke na zewnatrz i demonstrue tym, ze ma dosc. Nieporozumienie jakies. A torebka z dzieckiem laduje z impetem na ziemi. Powoli rozwijam w sobie niepokoj o dziecko, czy jest ok. Nie wiadomo.

A byla tez ciekawa scenka z tym dzieckiem i Kims innej Natury. Ten Ktos, o wielkiej, dosc grubej twarzy zbliza ja do dziecka (wtedy trzymalam je na rekach) i robi takie przymilne grymasy. Dziecko zdaje sie smialo. Grubasek moze byc postacia (teraz skojarzylam) z ksiazki, ktora wlasnie czytam. Dr. Irabu z ksiazki przelozonej z japonskiego i opatrzonej niemieckim tytulem (a moze to przeklad?) Dziwne metody dr. Irabu autorstwa H.Okuda.

Genialne, nawet postaci-e? z ksiazek ozywaja w sennym universum.

Potem byla Milosc.

Tak mocna, tak goraca jaka znam. Obiektem byl ktos kogo nie znalam. Pamietam glebokie spojrzenie i tesknote. Pamietam starania o to, zeby bylo zapamietane. Byly tez sily przeciwne temu? Jakis rodzaj stowarzyszenia, mafii. Gonitwy, proby przeciwdzialan. Moze to tylko zabawy...zeby ubarwic. A moze wielkie historie i ich powtorzenia  w jezyku snu...

Nie moge oprzec sie nawet wspominajac ta Milosc uczuciu wielkiemu, tak mocnemu. To jest bardzo zywe we mnie. Wciaz wychodzi, wciaz sie manifestuje.

Jacy wspaniali sa moi senni kochankowie!

 Jesli pomysle, ze to wszystko ja? aspekt kochajacej transcendencji..albo jakby to nie ponazywac. Raczej nie trzeba chyba az tak dokladnie. Ale jest duza pokusa, by chociaz zlapac to w slowa i cieszyc sie ich mdlym juz wyrazem.

 

 

 

poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Zmiany

Wszystko sie uspokoilo, cisza nastala. Harmonia sie rozprzestrzenila. A wczoraj wszystko bylo na odwrot. Tak szybko wszystko moze sie pozmieniac.

 

 

Informacje

W miejscu, ktore nie jest mi dostepne notuje jakies ruchy, jakies wydarzenia. A glownie tlumaczenie mi czegos. Jest tak duzo wyjasniania. I cos we mnie pelne uwagi i koncentracji slucha i slucha. Jest lagodny dialog, nic aktywnego, raczej refleksyjno-percepcyjnie. Spokojnie i jakby ktos mi dawal wiecej informacji. Na uspokojenie. Po to, zebym troche dala spokoj. I zebym wiedziala, tak jak chcialam.

Co ciekawe w momencie przebudzania sie slysze i widze jakis numer, dluzszy, moze piecio cyfrowy.

Konspiracje

Jestem w jakims angielskim miescie. Czasy okupacji. Konspiracja. Ruch oporu. Taki klimat.

Trudno to umiejscowic. A angielskie miasto, to tez tylko przypuszczenie. Jednak atmosfera jakos zblizone. Moze angielska kolonia. Trudno to okreslic, nie ma w tym zdaje sie wiekszego sensu.

Jest malutki sklep w lekim podziemiu. Ludzie kupuja tu artykuly spozywcze. Ja chce kupic chleb. Dostaje do reki dwie-trzy kromki ladnie zapakowane w jakas folie. To wszystko. Patrze troche zdziwiona na ta mala ilosc. Ale akceptuje, bo widocznie tak jest.

Potem wybucha jakas bomba na zewnatrz. Wszycy wyskakuja ze sklepiku w lekkiej suterynie.

Wiem, ze pod tym sklepikiem znajdowal sie jeszcze drugi a pod nim nastepny. Skads to wiedzialam.

 

 

czwartek, 19 kwietnia 2012
Mantra Joga

Znalazlam cos bardzo ciekawego, cos, co o czym wielkrotnie tu juz pisalam. Glos, mowa, dzwiek, rozmowy na glos ze soba - koniecznie na glos - musze znalezc zaraz te teksty. A poki co pozwole sobie skopiowac urywek ze strony, gdzie jest tego znacznie wiecej. Tutaj w kontekscie praktyki Mantra Joga.

 "Mantra, zgodnie z nauką o słowie mówionym, oddziaływuje na istotę ludzką poprzez bramę MOWY, czyli tzw. VAK. Sfera czy plan wibracji, dźwięku, a także SŁOWA nosi miano Vakum. Jest to plan atrybutów Najwyższego. Mantra jako mowa, fraza czy dźwięk ma moc synchronizowania ze sobą dwóch innych planów ludzkiej świadomości, a mianowicie: Kayam - zewnętrzną powłokę, ciało, plan materialny oraz Cittam - wewnętrzną powłokę, świadomość, plan psychiczny. W ten sposób mantra (mowa) posiada moc oddziaływania na ciało i na psychikę, na materię i na świadomość.

Powiedzmy więcej, bez elementu VAK nie jest możliwy synchroniczny rozwój i unifikacja planów Kayam i Cittam! Praca z mantrą służy adeptom pomocą w opanowaniu i kontrolowaniu zarówno ciała jak i świadomości (psychiki) Sfera VAK (mowa) jest SERCEM pomiędzy tym, co zewnętrzne, a tym co wewnętrzne. Sfera Kayam odnosi się do brzucha, sfera Cittam do głowy zaś Vakam do serca. Mowa posiada więc szeroki zakres oddziaływania na ludzką istotę. W głębokich praktykach Laja Jogi, technika pracy z mantrą jest objaśniona jako Mahamudra i Mahasandhi."

i jeszcze, bo mowa o sercu i podobnie to czulam - teraz ubrane w nieco inne slowa, ale jakie ladnei:

 "Upanśu - technika półwerbalnego, bezgłośnego powtarzania, które jest cichsze niż szept, służy w Mantra yanie do specyficznej pracy z organami mowy. Język nie mieści się tylko w ustach. Korzeń, sam początek tego organu znajduje się w miejscu, gdzie oddech wychodzi z płuc, czyli na wysokości mostka i splotu kardialnego. Dlatego mówi się, że dźwięk pochodzi z serca i jest techniką pracy z ośrodkiem serca. Dzięki Upanszu, wytworzona fizykalnie przez organa mowy wibracja, może głębiej oddziaływać na wnętrze ciała oraz głębiej sięgnąć w obszar psychiki i ducha. Jest to sposób pośredni pomiędzy powtarzaniem a pamiętaniem"

 

Jutro ide na medytacje z klang-schalen/singing bowls, nie udalo mi sie jeszcze znalezc polskiego slowka ale wygladaja tak.

Ciekawa jestem jak to przebiegnie.

Moze tak...

 

 

 

 

środa, 18 kwietnia 2012
Podroze w czasach

Jesli mowa o perspektywach to przyznaje, ze lubie zabawe polegajaca na zmianie. Perspektywy.

A podroze w czasie sa tak czy owak moja specjalnoscia. Wiec ide w tym czasie do przodu - albo jakos tak - i widze, ze...mnie juz nie ma.

Jest tylko slad po mnie, jest dziecko. Bo mlodsze odemnie i siedzi jeszcze tam, gdzie mnie nie ma. Juz.

Widze to i zaczynam czuc doklanie to samo, co czuje, gdy patrze na czas przeszly mojego dziecinstwa, ktore jak prawie kazde dziedzinstwo nie pozbawione bylo uroku i lekkosci. Widze te czasy, ogladam sceny, ktore pozostaly mi jak obrazek w pamieci, przesuwam na digitalnym i reagujacym na dotyk mysli ekranie obrazki i ogladam caly ten przebieg wydarzen, ktore tutaj sa zapisane...patrze i wiem, ze jak to ja...ze jest ta nostalgia znowu, ze tesknie za tymi czasami. One sa juz niedostepne - sa faktycznie jak te obrazki do ogladania, jak filmy z przeszlosci - ale patrze na nie i budza sie te wielkie uczucia, placze, smieje sie, zaluje, cos tam jeszcze raz przebaczam, stukam sie glowe...reaguje ale nie sa to te same reakcje. To juz bardziej refleksje. I im dluzej ogladam ten film o swoim zyciu, tym mniej tych reakcji, tym wiecej zrozumienia i jakas jedna Wielka Refleksja zajmuje miejsce w tym calym kompleksowym odbieraniu mojego zyciowego dziela.

Zaczyna sie odchodzenie, zaczyna sie patrzenie z wiekszego dystansu, zaczyna sie integracja...moze to tak wyglada. Jesli chcesz. Jesli tak to sobie wyobrazisz.

Jest na pewno masa sposobow patrzenia na to, co nazywamy Zyciem.

Juz tutaj to robimy. Wprawdzie perspektywa nie jest czasem az tak odlegla...czasem patrzymy tylko na ubiegly dzien...na jakis okres w zyciu albo na aspekt tego zycia.

Wciaz to robimy.

 

 

wtorek, 17 kwietnia 2012
Pare glupot i troche o introwersjach

Oswoic sie z ciemnoscia to i tak dla mnie nie takie znowu latwe. Fakt, ze zalezy to od mojego nastroju. A z nim moze byc roznie. Na ogol uprawiam introwersje - jak ostatnio zaslyszalam a uprawianie jej sprawia, ze draze tematy jak mistrz swiata´(w drazeniu). Nazwalam to przenikaniem;) I przenikam.  A uprawianie dyscypliny zwanej introwersja nie oznacza, ze jestm koniecznie introwertykiem. Bo jak nazwac kogos (nie mowie, ze nim jestem, nie) ktory przykladowo mocno uprawia jedno i drugie - ha! bo moze to taka odpowiedz na pewnego rodzaju intensywnosc we Wnetrzu. A na Zewnatrz tez jest ok. wszystko tam jak i wewnatrz. Wiec o co chodzi?

O co chodzi, to na marginesie zwrot, ktorym wciaz sie posluguje-my tutaj woklolo mnie - bo byl bardzo brzydki kawal (dosc prosty i prymitywny, wiec nie przytocze) w ktorym gosc zapytany, czy zrobil cos brzydkiego/prostego/prymitywnego w miejscu publicznym (kino) potwierdza to ze stoickim spokojem a nastepnie jeszcze bardziej spokojnie pyta " Ale o co chodzi?"...bardzo to nas tutaj rozbawia, i moze nawet troche i oznacza, ze jestesmy wszyscy prosci/prymitywni a nawet i brzydcy...zartuje nieco. Ale zart bawi mnie wciaz, bo wciaz moge pytac z niewinnosca w oczach "Ale o co chodzi?" To naprawde zabawne. Trzeba to poczuc. Moze.

Wiec o co chodzi...hmmm....Jesli introwersja to intensywna, taka, ze az w piety idzie. Jesli cos innego to prosze bardzo. Jestem ekstremalna. Chyba. Jakis czas szaleje jakis czas potem jestem mniechem, eremitem...z ambicjami na ucznia Merlina. I latam jak szalona po tych sennych uniwersach z przyklejona kartka "Kim jestem". Dobrze, ze nie mam kartki typu "Ale o co chodzi"....musze sie wysmiac, naprawde...ten zwrot jest genialny i nie odczepie sie od niego.

Podobnie przyczepil sie do mnie i do paru innych z ta infekcja - "Tylko z mlodzieza"...ten gornolotny zwrot pochodzi zdaje sie z wypowiedzi pani Basi( wygrzebana na you tube w wolnej chwili slabosci) - postac wyjatkowo ekstrawagancka, nie tylko jesli chodzi o wyglad...jednak sa w tym bardzo zabawne momenty i nie odrzucam pani Basi i jej "Tylko z mlodzieza" z akcentem na "tyyylko". Zwrot ten stosujemy nieoczekiwanie i spontanicznie. Pasuje takze prawie wszedzie. Okresla nasza przynaleznosc do (czegos tam, co aktualnie pasuje). Wiec jak by ktos sie pytal to "Tyyylko z mlodzieza". Jesli pytania stana sie uciazliwe mozna zawsze niewinnie dorzucic: Ale o co chodzi?

 

 

 





poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Strach przed ciemna strona

Mylsalam wczoraj o archetypach. W tym wszystkim o tym, co czytalam ostatnio o Merlinie. O moim z tym zwiazku.

Zdalam sobie sprawe, ze w tym calym procesie towarzyszy mi mniej lub wiecej rodzaj strachu. I nic by w tym nie bylo wielkiego, bo strach czesto juz jest oswojony i nie ma w sobie wielkiego elementu. Jednak wczoraj doznalam jego archaicznego wydania.

To nie bylo przyjemne. Dlugie noce spedzam na takiej pracy...Czy to jest produktywne?

Nie lubie dotykac ciemnej strony i strachu przed nia. Nie tak dokladnie. I czym jest dla mnie ciemna strona. Moze i czyms wydumanym, komponentem mojej swiadomosci zrodzonej czesciowo przez polaryzowanie...wczesny kontakt z kosciolem. Nasiaknac jako male dziecko polaryzowana wizja wiecznosci - niebo i pieklo! matko to przeciez jak gwalt na ludzkich wyobrazeniach. Jak wspawanie mu obrazu dobra i zla w tej skrajnej formie. Tak to widze. A ze jestem Wielkim Dzieckiem  mam wciaz obraz tego skrzywionego swiata w sobie - nie jest jedyny, egzystuje gdzies niszowo ale jakby byl. I jest tam gdzies moc tego, co kosciol ponazywal sobie diablem. I jak by mi nie tlumaczyc gdzies to we mnie zyje. Nie chce tego. Ale jest.

Byl kiedys sen o rozmowie z diablem. Musze do niego wrocic.

Potem byl piekny sen o lataniu  - tak jak to ostatnie z dziewczyna - ale latalam w nim z osobowoscia ciemna ale i piekna i pociagajaca, z mezczyzna o cechach diabolicznych. I bylo to piekne, bo nie bylo strachu, bylo piekne polaczenie i milosc. Dlaczego to takie trudne czasem, mylsalam, ze temat mam z glowy...

Wczoraj odezwal sie znwu ten stary strach. I pomyslalam o Merlinie. I o tym jak bardzo daze do dokladnej informacji o swoim pochodzeniu. I dlaczego tak bardzo zalezy mi na szczegolach i tej calej pewnosci - bo w koncu kto ja ma???

A jednak wczoraj cos sie wydarzylo.

Po opisaniu tego snu o Wedrowcu, ktory w trakcie opisywania go stal sie w mojej swiadomosci odpowiednikiem Merlina cos mnie tknelo. Dlaczego stara kobieta mowila o Kubie? Nie zrozumialam ani slowa a jednak bylo ukrywanie i to bylo wyczuwalne.

W zyciu na jawie tez nie mam do konca wszystkich danych mojego najblizszego drzewa genenalogicznego. Czy to ma z tym zwiazek? Prawdopodobnie.

Ojciec nie chce mowic o swoim pochodzeniu. Jest gorszy niz ten wedrowiec. Jest caly ciemny. Mowi "nie chcesz tego wiedziec" ....tak....wiec bylo cos....mam zamiar go przycisnac ale nie wiem jak to sie skonczy. Moze nie zdaze...ma swoj wiek. Umrzemy z ta niewiedza. Kiedys mowili, ze jego matka - moja babcia - zmarla po porodzie.

Moze dlatego szukam tak uparcie...i...bylo cos, co wczoraj mnie poruszylo.

Przeczyalam o Merlinie i jego pochodzeniu, taka wzmianka w polskim wydaniu Wiki

" Merlin był synem inkuba i śmiertelnej kobiety (kambionem)[1] – szatan spłodził go by czynił zło na świecie, lecz Merlin został ochrzczony i wykorzystał odziedziczoną szatańską moc do czynienia dobra[2]. Według innej wersji Merlin był stworzony przez Mab – królową magii – lecz urodziła go kobieta, która potem zmarła"

 

In-Kuba???? Dokladnie to slowo padlo w tym moim snie, czy mowa byla o mocy, ktorej sie obawiam, ktora jednak zostala przeciez dobrze wykorzystana. Wszystko to praca z symbolami ale jak bardzo symbole potrafia przestraszyc, dotknac, wywolac rezonans...

Zycie to tez symbol. Wszystko w nim. Za kazda rzecza stoi energia. Zycie jest manifestacja energii i tylko o nia tak naprawde chodzi. Jesli staramy sie to wszystko ogarnac, to nie jest to niczym innym jak staraniem ogarniecia/przyporzadkowania/uporzadkowania....tej wlasnie energii.

Wciaz praca z energia.

Moje stny o lataniu, moje milosci, moje strachy, moje wszelkie starania. Wszystko to praca z energia. Mamy tu na Ziemi zawsze ten element materialny...i to jest w pewnym stopniu ta pilka ktora rzucamy. Ae sila ktora rzuca to nasza energia w calym morzu Energii.

 

 

Tagi: energia
12:20, buffalo66 , Hexen-Zeit
Link Komentarze (2) »
Mrowki

Notuje,  bo na cos sie natknelam czytajac. Mrowki. One pojawialy sie czesto w moich wizjach w ciagu dnia. Zaraz po zamknieciu oczu i wejsciu w glebszy stana swiadomosci wychodzily i blyo to niezbyt jasne, troche...nie przyjemne. Mialam wrazenie pewnego rodzaju "oblezenia". Troche mnie to jakis czas frapowalo...zeby nie powiedziec niepokoilo. Staralam sie to jakos integrowac. Symboliki mrowki nie bardzo umialam sie dokopac ani w sobie ani w zrodlach mi dostepnych.

Potem pojawily sie mrowki u mnie w domu. Nawet chyba tu o tym wspominalm, jak bym mogla nie wspomniec;) Przed faza mrowek byly osy, kazdego roku plaga, gniazda. Potem wiewiorka z gniazdem na balkonie. A jeszcze przed tem plaga biedronek, biedronki w ramach okien, fruwajace wieczorami nad glowa...Ale powiedzmy, ze to wszyskto normalne.

Mrowki jednak pokazywaly mi sie dlugo. Wychodzily i szly, byly ich cale masy.

Czytalam ostatnio, ze symbolizuja nieswiadome czesci naszej swiadomosci w drodze do niej. Jakos tak, doslownie nie pamietam. Ale wynikaloby z tego, ze dluzszy czas cos sie we mnie odbywalo i jak zwykle cos tam z tego zauwazalam.

Tagi: Mrowki
01:22, buffalo66 , Szukajac
Link Komentarze (6) »
Wedrowca

To bylo zgromadzenie w jakims nieznanym pomieszczeniu. Wszyscy w pozycjach pol-lezacych, oparci o sciane.

Nagle zauwazam, ze w pomieszczeniu zostaje tylko ja i jakis czlowiek blisko kolo mnie. Nawet nie zauwazylam jak znikneli ci inni. Nie bylo nic pomiedzy tymi scenami.

Zaczynam sie troche obawiac, bo stwierdzam, ze nie jestem w stanie okreslic jego energii, nie wiem kim jest ale jakbym sie domyslala.

Lezy kolo mnie w jakichs wielu ciuchach, kocach, jak jakis podrozny, szaman, czarownik... z Meksyku albo...tylko sie domyslam.

Widze dwie plachty lezace przed nami. Jedna nalezy do niego, jest troche wieksza i ciemniejsza, druga lezy na jego plachcie i nalezy do mnie. Patrze na nie i nie wiem dlaczego, ale to ma jakies magiczne znaczenie.

Potem przypominam sobie, ze do tego czlowieka obok mnie podchodzi na kolanach jakas stara kobieta i oddaje mu cos w rodzaju holdu, mowi do niego...pamietam tylko cos o Kubie (kraju?) o jego dlugiej podrozy, o tym jak go doceniaja choc...jest jakas historia, ktorej nie znam ale jakbym sobie przypominala, jednak nie moge sobie przypomniec, ale w trakcie jak ona do niego mowi zaczynam jakby wiecej rozumiec. Bylo tez w tym, co mowila kobieta...ona nie nazwala tego po imieniu, uzywala jakiegos okreslenia ogolnego a on jakby nie chcial zeby zostalo wypowiedziane. Byl to rodzaj wiedzy ktora nie powinna byc odkryta - moze przedemna? On sam odbiera to w sposob mily ale nie przesadny. Nawet lekko sie wzbrania. Jest nawet troche tak, ze nie chce zdradzac przedemna swojego pochodzenia, tozsamosci. Takie mam odczucie.Patrze na to z mieszanymi uczuciami. Obawy juz nie ma. Dlaczego musze przy tym byc? Co mam tu zobaczyc. Jesli ten dziki szaman jest mna...wszystko mna...czy mam problemy z identyfikowaniem sie z nim...Czy boje sie swojej mocy, tak jak mowiono o tym w przekazach medialnych o "dzieciach Merlina" tych, ktorych nauczal. Ten surowy Merlin. Moze to byl Merlin? sam on? Nie wiem. Nie odezwal sie do mnie. Teraz kojarze, ze odebralam go jako osobowosc surowa - nieobliczalna...to tez. Duzo tego.

Wiem, ze zdarzylo sie potem jeszcze cos ale nie moge sobie tego przypomniec. To cud, ze w ogole cos mi z tego pozostalo. To samo dotyczy tego obrazu ponizej.

Cwiczenia

Wyskakuje z duzym pedem skads.

Mysl taka mi przewodzi "po tych wszystkich lekcjach zebralam duzo sily/wiary/informacji, trzeba praktykowac" . I jest ped, jest impet zawrotny. Moze za duzy, bo zauwazam, ze nie potrafie kontrolowac sily, ktora mna steruje - sily ktora ja mam sterowac - nie potrafie az tak ale musze probowac. I lece w zawrotnym tepie lecz oddalam sie od swojej "orbity"  -to sprawia, ze od razu probuje korygowac kurs. Udaje sie! Zaczynam leciej po terenie, ktory nazwalabym dlugim mostem. Stoja na nim mlode dziewczyny, uczennice jakby. Stoja po lewej stronie. Po prawej stoja jakby starsze kobiety, starsze od dziewczyn, nie stare. Ja lece srodkiem. Sila, z ktora sie poruszam jest wielka, zawrotna predkosc, niesamowity ped. Jestem tym sama zaskoczona. To tym razem jakby pokaz mozliwosci, ktore do tej pory byly przedemna ukryte, to tak, jakby tym razem nabraly innej, wyzszej jakosci.

Zaczyna sie pracowanie nad kierunkiem i predkoscia w pionie. Lece najpierw jak wystrzelona z...nie wiem czego w zawrotnym tepie w gore. To jest tak wielka sila, z ktora sie poruszam, ze mam czasem watpliwosci, czy uda mi sie gdzies w ogole zatrzymac. Taki napor, taki ped...nie opisze tego wrecz. Czuje jak tylko moja sila woli, ktoa musi sie wciaz uaktywniac potrafi zapobiec dalszemu ruchowi w niewiadoma przestrzen. To tak, jakby moja sila woli i ta sila ktora mna porusza byly energiami sprzezonymi, siostrzanymi a jednak dzialaja jakby...nie wiem jak to ujac, jak opisac te dwe Sily.

Towarzyszyla mi przy tym wszystkim ogromna swiadomosc. Jej istnienie wydawalo sie nawet wieksze niz tych wlasnie wyzej opisywanych sil.

W pewnym momencie podlecialam nie dotykajac jednak ziemi do dziewczat i zaprosilam jedna z nich do wspolnego lotu. I tak z dziewczyna odwrocona do mnie twarza wznioslam sie w gore w podobnym szale tego utrzymujacego sie wciaz tempa. Wzlecialysmy razem na wielka wysokosc a lot ten trwal moze jedno mrugniecie albo najwyzej jeden oddech. Usmiechalam sie do dziewczyny a ona do mnie - to bylo jak rodzaj tanca albo sztuki powietrznej. Bedac na wysokosciach powiedzialam do niej "Mysl o tym, zeby wrocic juz na dol, to nam pomoze osiagnac go szybciej, polaczmy swoje sily!" i tak pewnie wyladowalysmy na dole.

Potem nastapilo cos ciekawego. Nie wiem jak sie o tym dowiedzialam ale wiem, ze w rekach trzymalam kartke, na ktorej wypisane bylo pytanie "Kim jestem?"  - ciekawe, ze nie musze nic odszyfrowywac. To wszystko jest jasnym szukaniem swojej tozsamosci. Choc moze i zbedne.

Po naglym przebudzeniu ( a byl to duzy przypadek, rodzaj bodzca z zewnatrz, bo normalnie sie o tej porze nie budze) krecilo mi sie w glowie od tych wielu intensywnych lotow, bylam "skolowana" jak nigdy, to naprawde byl stan jakbym za szybko wrocila do zmyslow  nie zdazywszy naprawde wrocic do ciala, po swojej podrozy.

To moze nawet zabawne, ze szukam tak intensywnie na wielu planach, na astralnym jak widac tez i to moze nawet bardziej. Chociaz ta historia byla bardzo dosadna, bardzo jasna. Z czym kojarze te loty, z jakim rodzajem mocy, z jakim rodzajem sily? Tyle wiem. Wiem dokladnie. A mimo to trzymam tam kartke z pytaniem. Moze to po to, by sobie samej pokazac jak zbedne sa takie pytania, ze w koncu fakty mowia za siebie.

To troche tak, jakbym musiala zrozumiec, ze pytanie jest sztuczna przyklejona kartka a jakosc lotow byla taka, ze nie powinnam juz pytac. To tak, jakby cos pokazalo mi swoja wlasna moc a z drugiej strony moje wieczne pytanie. Budzac sie poczulam jakie to paradoksalne, nawet dziecinne.

Jednak jak zwykle wymowa tego zdarzenia wzruszylam mnie do glebi. Zar tych wiecznych poszukiwan i zyczenie jasnej odpowiedzi na moje pytania...wielka szczerosc tych intencji i...tesknota? Ale i naiwnosc. Kiedy stane sie naprawde swiadoma tego, Kim jestem - nie chodzi o wiedze o tym, chodzi o pewnosc. O pewnosc chodzi. A moze nie mozna jej miec. I tak to ze mna jest.

Wciaz bede dziekowac za to wszystko.

 

piątek, 13 kwietnia 2012
Nie do konca wiadome

Fakt, czasem zapominam. Ale wiem. Wiem i praktykuje. Potrzebna zelazna konsekwecja. Auto-programowanie. Joga smiechu, lekkosc ducha, wesolosc, pociag do sztuki i milosci, zapachy, piekno malych (i duzych) rzeczy...nie musze sie wysilac, bo to jest to! Ale przypominam sobie chetnie o tych aspektach, dodaje im wciaz cos nowego od siebie, wzbogacam recepture...;) wciaz sie rodzi inny wyraz tych jakosci. Jak dobrze to wszystko zebrac i popatrzyc z usmiechem.

Wiem, ze jest inna strona, sa inne "uroki" naszego zycia. Staram sie w nich odnalezc boskosc, staram sie odnalezc w nich tajemnice wiecznosci, staram sie tworzyc w sobie dystans i patrze na to refleksyjnie, placzac i usmiechajac sie troche inaczej.  To moj sposob na to cale zycie. W skrocie. Wolalabym wiedziec o tym wiecej i zyc tylko w lekkosci. Mimo odchodzenia, mimo tego ewentualnego przemijania. Cos mi sie w tym mimo wszystko nie zgadza.

Na marginesie, zwrot "odnalezc siebie" figuruje w sieci 13.200 000 razy! Tylu sie pogubilo.

01:39, buffalo66 , Szukajac
Link Komentarze (5) »
Zapomnieli

Jesli ludzie swiadomie zdecydowali sie na przyjscie na Swiat, na to doswiadczenie w materialnym wymiarze, w materialnym ciele...jesli zdecydowali sie na to swiadomie, to chyba wiekszosc ma bardzo krotka pamiec. Ha, ha!

Czym jest ta cala Swiadomosc, jesli dobrac sie do niej tak trudno.

Powazne zabawy

Spotkania z ludzmi to zawsze jakis wglad we Wnetrza. I jak tu nie byc ciagle w tym Wnetrzu. Wszystko jakby odbywalo sie w nim. Chyba stracilam juz dualnosc w tym wzgledzie. Nie wiem co jest "na zewnatrz" ....gdzie ono jest? Kosmos? hm....jak zamkne oczy od razu go mam. A ze to mikro? Nie sadze. Mysle, ze to bezposrednie wejcie w Kosmos. I to nie jest przenosnia ani nastepna nieudolna proba stworzenia metafory - dla urozmaicenia. Nie. Czuje, ze we mnie sie wszystko zaczyna a koniec...? nie wiadomo czym jest, nie wierze w koniec, zdaje sie. Mam taki kaprys a z niego powstalo wyobrazenie Braku Konca.

Jesli sa we wszechswiecie systemy przekonan - tuz, tuz gdzies niedaleko, nie bedzie problemow je osiagnac...i ominac. Chcialabym juz tutaj je omijac. Dlatego wysmiewam czasem swoje przekonania, daje im odejsc. Nie musza sie we mnie zagniezdzac, nie musza sie rozrastac, nie musza mnie zameczac. Im wiecjej przekonan w nas, tym wiecej komplikacji i zawirowan zbednych. Oddalam sie. Oddalam sie. Lubie sie oddalic. Ale jestem! Ale jestem! Tutaj, teraz i czuwam.

Dzis w ciagu dnia mialam wrazenie...odebralam kolo mnie wiele rozesmianych twarzy, pozdrawiajacych mnie, wysylajacych mi jakies dobre zyczenia...Pomyslam, ze to wszystko jakies mi bliskie aspekty, mnie samej, niech to bede znowu ja w innych wymiarach - to slowo bardzo jakies oklepane - ale nie znam innego - niech to bede ja w wielu wydaniach...jakby nie bylo.

Wczoraj w nocy wypowiedzialam pare mocnych afirmacyjnych zdan. Po ich wypowiedzeniu cos we mnie zadrzalo. Naprawde. To bylo bardzo swieze, mocne drganie. To jedno. Pewien rodzaj wibracji. Po zamknieciu oczu zobaczylam twarze dwoch mezczyzn, troche jakby oczekujacych na mnie jako pasazera...Czasem mysle, ze nie brakuje wiele...Usmiechali sie, byli bardzo przyjazni, troche rozbawieni.

Byl tez taki moment, ze poczulam jak wiele juz razy jak bardzo siedze w wyobrazeniu o Wnetrzu i ta cala reszta niby poza mna. I w pewnym momencie poczulam, ze granice sa naprawde systemem wyobrazenia o wszystkim. To tutaj to ja a poza mna Swiat, dalej kosmos...a moze nie - moze to tutaj to ja a we mnie Kosmos i wszystko na wyciagniecie reki. Bez pokonywania zbedych odleglosci. Odleglosc stworzyl umysl - bo w koncu musza byc jakies wyzwania...tyle tych zagadek.

Jesli jak mowia niektore glosy anioly czcza ludzi, sluza im, sa im oddani, podziwiaja za odwage, bo kazdy z nas zdecydowal sie na robienie tego niesamowitego doswiadczenia na Ziemi. Inkarnacja, porod, zycie, przezywanie chorob, smierci bliskich osob, problem z tym czy owym, szukanie wlasciwych rozwiazan...wszystko to nie latwe. Bolesne czasem.

Dlaczego nie pamietamy wszystkiego? Czy nie byloby to prostsze, nie mialoby wiecej polotu i sensu? To cale krazenie, chodzenie czasem w kolko. Droga jest celem....

Wczoraj powiedzialam "chce sobie przypomniec wszystko" chce tego jak niczego innego - bo jesli jestem istota duchowa to zycze sobie jasnosci, wiedzy o Sednie o sobie i innych. Czy moge dostac cos z pierwszej reki.

Wiele sie stalo wczorajszej nocy, nie wszystko pamietam, bo niektore sekwencje nocy sa jak sny...zlewaja mi sie czasem z czasem intensywnego czuwania, czekania na przekazy, ostrzenia percepcji...pracuje nad tym.

Czasem tak trzeba

Przeszla dzis kolo mnie mloda dziewczyna, ktorej usta zlozone byly do gwizdania. I gwizdala. I nie byloby w tym nic wielkiego ale ona gwizdala z dziwnych pobudek. Jej twarz nosila wyrazne znamiona przezytej sytuacji. Przykrej sytuacji? Nie zbyt milej sytuacji? To musialo byc cos, co wydarzylo sie nie dawno, na pewno dzis.

Na jej twarzy zaznaczal sie pewien rodzaj determinacji, zdecydowania...w gwizdaniu zawarta byla przekora i bunt ale niestety...twarz jej wyrazala tez przebyta traume. Bylo to dla mnie zastraszajaco oczywiste. Jej twarz bez makijazu, wlosy szaro blad, plaszcz czarny. Ponura i przestraszona z tym gwizdem na ustach. Straszny widok. Przedziwna mieszanka.

Przechodzac popatrzyla na mnie  w jakis prowokujacy, zdesperowany sposob  - czulam, ze chciala lub nawet musiala sie tak spojrzec - usta w tym rozpaczliwym gwizdzie, w tym zalagadzajacym wszystko, rownowazacym kto wie co...byla jak dziecko, ktore zaraz sie rozplacze jesli nawet to sie nie uda. Szla i przechodzac upewnila sie, czy ja widze, popatrzyla i uslyszalam niemy glos jej wnetrza "popatrz, ide, gwizdze, wszystko jest w porzadku, nie ma sprawy, daje rade...prawda????!!!!!" Jej gwizdanie bylo samoobrona.

Bylo cos rozpaczliwie pilnego w tym Akcie Gwizdania, w wyrazie twarzy w calej tej przesadnej pozie.  Rozumialam to. Musiala tak gwizdac, musiala na to gwizdac doslownie. Czasem to konieczne.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43