Transformuj swoja swiadomosc!
niedziela, 29 stycznia 2012
Tlumacz przysiegly
Mysle o tej pracy, o egzaminach - sa dosc trudne. A praca b. slabo platna. Ale jakos mnie ciagnie. Troche. Moze poszukam jeszcze, pogrzebie, jest duzo materialu. Zobacze. Lubie tlumaczyc. Jednak te pisma z sadow i urzedow, upowaznienia, akty takie i siakie. No nie wiem. Troche durne. Nic nie jest w stanie mnie pociagnac az tak. Zawodowo. To slowo jest nie moje. Ono juz. Moze nie ma dla mnie zawodu. Moze musze go wynalezc.

W snach czesto zmieniam plec. Lecz jest to tez cecha towarzyszacych mi postaci. Czasem kobieta potrafi miec cechy meskie i na odwrot. To zdarza sie bardzo czesto. Tak bylo ostatnio. Scena na wyludnionej plywalni. Nikogo nie ma, zamykam drzwi, podchodze do kobiety, ktora okazuje sie nie-jedno-znaczna-w-plci. Sama jestem mezczyzna. Zauwazam, ze na zapleczu plywalni ktos jest. Troche mi sie to nie podoba, staram sie mimo to o wzgledy kobiety, podchodze do niej, zauwazam jej cechy meskie, troche sie dziwie, tylko troche.

Potem jest scenka w ktorej leze w ubraniu i zalewa mnie woda z kranu, to juz istny potop z tego kranu, jestem w dziwnej pozycji, nie moge tego od razu zmienic, nie chce moze.

Innym motywem bylo tez dopasowywanie brakujacej czesci w zaczetej kreacji. Nie wiem co to bylo. Cos z materialu. Musialam znalezc pasujace czesci, pasujace, by dokonac dziela calosci. To mialo byc skompletowane, to mialo sie zakonczyc efektem "calosci" - tak bym to okreslila. I faktycznie na koniec udaje sie znalezc jakies brakujace ogniwa. To nie jest perfekcja ale udaje mi sie, jestem zadowolona, ulga, ulga.

We call it skweee

Nowy styl muzyki elektro ze Szwecji. Bardzo specyficzne tony, idealny do mojego rodzaju ruchu, tanca. Sam tworca kierunku Baba mowi, ze trzeba tanczyc wesolo i agresywnie:) Bardzo ciekawe lekko znieksztalcone tony. Na razie wpadl mi w ucho ten kawalek - moze to bedzie jednyny...zobaczymy.  Baba Stiltz! Zauwazone dzis. Tutaj krociotki trailer do filmu o tym kierunku.

Innym fenomenem jest Alex Yde i troche inne wydanie jogi...

wtorek, 24 stycznia 2012
Deklaracje sa czasem potrzebne

Zastanawiam sie, czy to potrzebne. To troche tak, jakby sie chcialo siebie lub innych do czegos przekonac. Bo czy potrzeba deklarowac cokolwiek, by to mialo wieksze znaczenie...kontekst jest ogromny. Nie chce go tutaj wcale zawezac. Im wiekszy tym bardziej czuje sie w swoim zywiole, chociaz to pewne, ze nie wyczerpie tematu.

Deklaracje w obecnosci innych, deklaracje w cichosci ducha. Czemu sluza? Chca cos podkreslic, pomoc na obranej drodze...cos w tym kierunku. Dla mnie najbardziej znaczaca deklaracja jest moja tozsamosc. Tylko ta jednyna. Nie ma innej, nie ma innej prawdziwej. I nie ma tutaj "prawdy prawdziwszej" jest jedna prawda. Tutaj kroluje absolut. Tutaj jest duch pod kazda rzecza, pod kazdym naszym organem, pod kazdym slowem, pod kazda osoba. Wszystko jest przesiakniete duchem. Wszystko zyje, pulsuje, jest polaczone w subtelny, pelen wdzieku sposob. Wszystko jest BOSKOSCIA jak mniemam.

Mniemam sobie mniemam.

Boskosc jest. To jest moja deklaracja.

Czy musiala tu pasc, objawic sie. Nie wiem, nie zamierzalam o niej pisac ale STALO SIE!

Wyjatkowi ludzie, wyjatkowe momenty, wyjawianie sensu

Sa ludzie, z ktorymi kontakt wydaje sie tak jasny, tak oczywisty, tak sluszny...to sa ludzie ktorzy graja na nutach naszej harfy zwanej dusza...ale mi sie powiedzialo. Niech juz tak zostanie.

A my wyspiewujemy wtedy piesni piekne, nasze wlasne, nasze prawdziwe-wlasne, nasze cenne piesni. I juz nawet nadsluchiwac nie musze wtedy, nie musze byc czujna. Odprezam sie, bo wiem, ze "wszystko gra" to tez ciekawy zwrot w tym kontekscie. To sprawia, ze czuje sie na swoim miejscu, zachowany jest ten slynny porzadek. Jak by go w dalszym odniesieniu nie precyzowac. Jest zachowany ten najblizszy nam porzadek, ktory sprawia, ze nareszcie wszystko wydaje sie miec sens.

Ten sens wyjawia sie z kazdym tonem naszej piesni. Z kazdym slowem, gestem, krokiem...

Czasem tak jest.

Czasem tak jest we mnie bez towarzyszy, bez luster, bez cieni.

Czasem gra we mnie cos wielkiego a ja spiewam, drze, poddaje sie temu, wygrywam na harfie piekne, wdzieczne tony. Jest zachwyt i bezgraniczna wdziecznosc. Bez powodu wlasciwie. Bez powodu. Bo co sklania mnie teraz by o tym pisac. Nic. Wszystko. Jak zwykle.  

Tony klada sie jak welon - na wszystkim. Koja. Uspakajaja. A tam gdzie trzeba wywoluja to ww. drzenie, zapalaja ogien po uprzednim polaczeniu sie tego, co musialo sie polaczyc. A wszystko to pod wplywem tego szamanskiego spiewu, tanca, muzyki, slow wywolujacych odpowiednie reakcje ( a one koja, uspakajaja, wywoluja drzenie...itd.) Wszystko to jest moja zasluga, wszystko to nie jest moja zasluga - na tej samej zasadzie, co blogoslawienstwo i przeklenstwo...(watek nizej).

To jest czesc mojej rzeczywistosci. Ale jesli i ona jest iluzja, to trudno. Nic na to nie poradze;)

Slowa iluzja uzywam po to, by nie odleciec. Swiadomosc iluzji  jest moim wielkim mistrzem.

Smierc jest zdaje sie tez pewna iluzja, ale musze jeszcze troche poprzenikac temat.

Babcia z dolu

Dzis babcia z dolu powiedziala do mnie cos takiego "starosc przychodzi nagle" (!). To bylo cos niesamowitego. Teraz wyobrazam sobie, ze budze sie rano, ide zaspana do lazienki a po umyciu twarzy patrze w lustro i widze staruszke. AsHa pomarszczona i calkiem stara!!!  A wszystko to stalo sie jednej nocy. Czy to naprawde mozliwe? Albo inaczej pytajac, czy to naprawde nie-mozliwe?

Co miala na mysli babcia z dolu? Ona zawsze mnie tak zskoczy. Ostatnio powiedziala mi stojac w tym samym miejscu - wiec moze stoi tam wciaz..., na malym korytarzyku miedzy naszymi dwoma pietrami - powiedziala "po smierci nie ma nic, to koniec!" (nawet bez tego wykrzyknika, wykrzyknik postawilam ja) I znowu bylam jak taka mala dziewczynka, zamyslilam sie jak po zabiciu tego pajaka wtedy. Dokladnie to samo uczucie. No jakto?jakto?nic?zupelnienic?czytomozliwe? albo inaczej pytajac "czy to nie-mozliwe".

Babcia jest czasem jak wyrocznia...albo takie rzeczy mowi jak ktos taki...choc wyroczni nie przypisuje cech ludzkich - wiec moze jak cos takiego. Ale jakie COS...

Babcia i dziadek zyja tu od 50 lat. Sa kochajaca sie parka, bez dzieci. Dziadek ma juz ponad 90 lat, zawsze zapominam te liczby.   Nie sa pozbawieni uroku. Maja wdziek. Tak.

Wdziek jest sprawa ponadczasowa. Wiadoma rzecz.

Rozmowy przez mgle po raz trzeci

To juz jak projekt tej nocy. Te rozmowy. Cos mnie wzielo.

Chodzi o rozmowy telefoniczne, lecz nie tylko. Nie koniecznie.

Ale dzis tak to bylo. Slucham glosu i mysle o osobie. Odsluchuje swoje uczucia. Odsluchuje jest dobrym slowem. Zawiera zatrzymanie, refleksje zawarta w tym samym juz momencie. Empatyczne uczucia, sa piekne. Czuje jak ich sila laczy miejsca w okolicach serc - sa slowa piekne, pelne wdzieku. Te slowa sa jak niektorzy ludzie, ktorzy nie utracili tego, co piekne - wdziek, jest tym slowem. Chyba nawet Osho o tym mowil kiedys - Anmut - to jest to slowo w niemieckim, domyslam sie ze chodzi o wdziek.

Wdziek to jest tez to, co dla mnie blisko piekna a moze to samo piekno juz. Jakby nie bylo.

Doznania plynace z kontaktow miedzyludzkich sa wyjatkowo wielowymiarowe, multi-dimensional. To wielkie wydarzenia na mapie naszych doznan. Dlaczego przypisuje im taka wartosc?

Moze dlatego, ze one najbardziej nadaja sie na zdobywanie wiedzy o nas samychc bedac przy okazji platforma do cwiczen z ....ze wszystkiego.

Skrajnoscia nie do pogardzenia jest kontakt ze soba samym. To podstawa. I nie ma tak naprawde, jesli sie blizej zastanowie wiekszej roznicy. Bo jesli wszystko jest iluzja a wszyscy wokolo to my sami. Naprawde tak mysle. Nic na to nie poradze.

Rozmowy przez mgle teraz naprawde

Chodzi o nastroj i klimat. O ta otoczke, ktora odbieram mocniej niz tresc tego, co mowi, tego co wciaz mowi. Otoczka mowi wiecej. Lubie lapac niedostrzegalne i laczyc to ze swoja percepcja, tak, jak robie to juz od dziecka. To chyba jest to, co najbardziej w sobie lubie.

Nareszcie. No wlasnie. To o czym mowie, wydaje mi sie bliskie mojej osobistej rzeczywistosci, ktora w TYM MOMENCIE stala sie niesamowicie namacalna. Slowa same cisna sie pod palce. To jest ten stan swiadomosci, kiedy mysl/czucie/swiadomosc staja sie jednoscia. Bez wstepow i niepotrzebnych zatrzyman.

To jest stan plynacej inspiracji. Staram sie powyciagac swoj wszechobecny patos - albo go zostawie, potem pomoze mi dobrac sie do tajemnicy siwatla w moim czole. Zostawiam patos i uniesienie jako czesc tej wzniecajacej swiatlo energii. Niech tak zostanie.

Ale wracajac do rzeczywistosci albo tego, czym jest dla mnie;) byla dzis taka rozmowa. Notuje po nich (bo jest ich duzo) linie energetycznych ciagow, linie zespawane z uczuciem i bzdurnej pewnosci o tozsamosci...odbieram je zawsze w ten sam sposob. Slucham i dystansuje sie. Do siebie samej tez. Mowie cos i nadsluchuje bardziej siebie, swojego wnetrza...chce rezonansu. Na tej zasadzie jestem w stanie okreslic "kim jestem" . To tak, jak spiewanie - czasem udaje sie trafic perfekcyjnie w nute, czasem jestesmy nuta - jesli sluch jest dobry rozpozna kazdy falsz. Na tej zasadzie slucham siebie, na tej zasadzie obserwuje siebie tutaj. Sluchem jest dusza, swiadomosc. To wielka czesc mojej rzeczywistosci. Nie mam nic poza tym.

Robie to z glebi duszy, przekonana o slusznosci swoich dzialan - lub nie-dzialan.

Nie mylic z natretna samokontrola. To nie ten temat;)

Wciaz nie dochodze do rozmow przez mgle. Ale to dobrze. Tak musi byc. Bede probowac snuc ta nic, ale zdaje sie, ze droga do tego tematu jest kluczem.

00:16, buffalo66
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Rozmowy przez mgle

Nie chodzi o tamte swiaty, ta mgla moze byc i tutaj. W tych rozmowach.

Dzis tak rozmawialam. Wstalam z piekielnym bolem glowy, jak nigdy. Nie miewam takich boli. Bylo upiornie. Dluzszy czas siedzialam z glowa w dol, jakby to mialo pomagac. Skulona wrecz, jakos w kierunku podlogi. Tam byl parkiet, ktory o niczym nie wiedzial. Wchodzac do kuchni popatrzylam na okno i na to co pokazywalo - pokazywalo padajacy powoli mokry snieg - on tez o niczym nie wiedzial. Bylam sama ze swoim bolem glowy, zyciem polegajacym na ciaglych probach przenikania niewidzialnego...i uczuciem lekkich mdlosci. Ciekawe skad? Czy to nowy materac i jego wyziewy?

Czasem czuje ogromna samotnosc i desinteresse tego co mnie otacza - to jeden aspekt mojego intensywnego odczuwania - wiem, ze tak odczuwa wielu - chociaz jestem pewna, ze nie wielu to tak okresla. To jest prawie nieuchwytne. Ale jak bardzo prawdziwe. Po drugiej stronie tego bieguna sa moje stany polaczenia ze Wszystkim co jest i ogromnego zainteresowania -obustronnego a to juz cos;). To tez moja rzeczywistosc. Wiecej ambiwalencji? Wciaz cos takiego. Czy jestem osoba skrajna? I co to jest skrajna osoba. Dlaczego tak to okreslam? Kiedys ktos powiedzial tak o mnie a bylo to juz bardzo dawno - to bylo okreslenie mojej osoby. Albo czegos tam we mnie.

Wiec jesli jestem skrajna to moze jestm pelna? Potrafie odczuc ten swiat w tak odmienny, tak skrajnie odmienny sposob. Potrafie go blogoslawic a potem potrafie go przeklac! :))) Moze on na to wlasnie zasluzyl. Moze on tego chce! Tak trzeba to traktowac - bo on jest wszystkim. W skrajnosciach zawiera sie jego sens. Tak jak biegunowosc naszej planety. A my porozrzucani pomiedzy, my Indianie, Aztecy, Hiszpanie, Polacy i inni kosmici.

Pomiedzy tym wszystkim prawd wiele, tyle prawd. I nie ma nic definitywnego. Nawet smierc przestala byc definitywna. Dla mnie. Jednak mysl o niej nie daje mi spokoju - i mysl o niej daje mi spokoj.

Musialam sie usmiechnac.

A o rozmowach to zaraz. Bo odbieglam od tematu.

Tytul tego tekstu...hmmm... wstep do rozmowy przez mgle....

Zapach kojacy bol serc

Czesto o nich tu pisalam, a jesli nie czesto to dosc czesto. Zapachy. Nie tylko te ze sklepow...

Nie stracily dla mnie nic ze swojej atrakcyjnosci. Moge godzinami wachac albo nawet, co ciekawe czytac o kompozycjach zapachowych a nastepnie wyruszac na ich poznanie. To rzadziej ale zdarzalo sie. Teraz jakos lubie zapachy troche meskie hehe  - horrrrmony igraja...nie wiem, moze to moja ukryta natura, w kazdym razie pociagaja mnie. A moze jest inaczej - moze ja odkrylam prawdziwa tajemnice - jestem tak bardzo kobieta, ze chcialabym rownowazyc ten potencjal zapachem o energii meskiej...hmmm. Tez mozliwosc.

Teraz naprawde dziwny zakup i dziwna nuta - Prada, kupiona za pol ceny w mojej ulubionej hamburskiej perfumerii JEBE (oferta zdje sie wciaz aktulana!) zapach zachwycil mnie nie od razu, na poczatku jest mocny, nie zidentyfikowany, tak osobiliwy, ze nie chce wiedziec o co w nim chodzi, nie chce znac pochodzenia, chce tylko wachac i odczuwac jego dzialanie...potem staje sie bardzo subtelny. To troche jak zapachy Serge Lutens. Mocne nie do zniesienia a potem po prostu cud. Nie wszystkie...Prada Infusion de Tubereuse. To nic dla mieczakow haha.

Tuberoza, a właściwie Polianthes tuberoza jest kwiatem pachnacym podobnie jak jasmin czy gardenia lecz piekniej-  mowi ktos w jakims forum o roslinach. Prada domieszala odrobine bitter-orange ktoremu to skladnikowi przypisuje sie takze wlasciwosci antydepresyjne. I nie tylko.  A co! Niech zyje aromaterapia!

Prada Infusion de Tubereuse Eau de Parfum (100 ml)

Zycie pelne jest obiektow. Wazne, zeby dostrzec ich dusze.

Swiety taniec, nieskonczona milosc

Wiem tyle ale w efekcie nie wiem nic. Wiem. Nie wiem.

Duzo mnie a jednak gdzies mnie tak malo, ze prawie znikam, tak znikam. Sa momenty znikania. Tak sobie zyje pomalutku.

Ostanio stalam sie troche przewrazliwiona tu i owdzie. Wobec nie-taktu na przyklad. Potrafie sie wkurzyc. Ale potem mowie sobie "pal szesc, nie identyfukuje sie" wypinam sie i oddalam od tematu. Tak to robie. Dosc dlugo, od lat, od wielu lat. I prosze, zyje, nie jest najgorzej. No moze tylko to kolano ostatnio. Glupia sprawa. Jesli wszystko dobrze sie z nim skonczy (o tak, na koniec wszystko dobrze sie skonczy, zamkniemy oczeta i pofruniemy w dal) bedzie ok.

Teraz pomyslalam o tancu, ze nie moge dopuscic do stanu bez-tanca (kolano!). Bo to bedzie prawdziwy horror. A wczoraj ktos bliski powiedzial "ach nie traktuj tego tanca jak swietosc" i to mnie ucieszylo. Bo sama tak do siebie nigdy bym nie powiedziala - ale jesli jestesmy jednoscia - co czesto zdarza mi sie czuc - zauwazac - to wszystko co uslysze jest moje. Moje wlasne. Tak. Cos w tym mocno siedzi, prawda w tym mocno siedzi. Czuje jej obecnosc.

Ostatnio probowalam ze swiatlem w czole - lecz nie bylo widowiska jak ostatnio. Co ciekawe, widze to swiatlo takze w ciemnosciach bez zamykania oczu. Jednak gdy to zrobie ono staje sie bardzej "zabezpieczone" do ogladania, jest " na wizji" i moge lepiej z nim pracowac. Swiatlo ma potencjal lecz do konca nie wiem jak sie z tym obejsc. Brakuje mi czasem tego zaru, tego ognia. To wielki problem. Ale staram sie przechodzic do porzadku dziennego, traktuje jak faze. I faktycznie potem zjawia sie zar, potem zjawia sie ogien. Again.

Ostatnio ogladajac taki program noca - ludzie dzwonia do faceta na dany temat lub bez - ogladajac go natrafilam na wypowiedz faceta w wieku lat 80, od 33-roku zycia ksiadz (katolicki). Facet tryskal energia - a sa to rozmowy o godz. pomiedzy 1-2 w nocy -  byla w nim nieslychanie mocna energia, ktora przenosila sie w sposob zarazliwy, wspanialy...energetyczny kick. Powiedzial m.innymi takie zdanie " gdybyscie wiedzieli jak bog was kocha - moglibyscie stracic przytomnosc - zemdlec..." to bylo stwierdzenie wyjatkowo obrazowe dla mnie ale obraz to nie to, co chcial wywolac - bardziej uczucie - wyobraz sobie, ze czujesz milosc boga i jest to uczucie tak mocne, ze stajesz sie miekki jak wata, ze rozluzniasz wszystkie miesnie i...omdlewasz. Obraz i uczucie to wielka magia. A ten ksiadz nie byl nawiedzony, raczej taki w tym kosmiczynm flow, caly podjarany, taki skapany w tej energii...potem rozmowca spytal go o ten inny rodzaj milosci, jak dawal sobie np. rade z popedem seksualnym...onnanizm, sprawa dojrzalosci...nie, nie ma wyrzutow sumienia...katolicy..ech. Ale to tylko tak na marginesie zeby dopelnic obrazu ksiedza, normalnego zupelnie. Tego jestem pewna. Wiec tym bardziej biore to zdanie i doklejam do innych, przynajmniej na jakis czas.

Ludzie tesknia do takiej milosci. Do jej idealu. Poszukuja jej w zwiazkach, czytaja ksiazki, ogladaja materialy filmowe. Chca to czuc. Chca kochac. Chca tak bardzo kochac. Nikt nie chce niczego innego. Kazdy jest wdzieczny na okazanie nawet najdrobnieszego przejawu tego uczucia - nawet jesli jest juz tak zmienione w formie, ze trudno sie teogo dopatrzec.  

Kazde nie zadowolenie w zyciu wynika z braku milosci. Odczutej w danej chwili - asocjacje moga byc bardzo rozne, czasem wydawaloby sie, ze to nie o to chodzilo. A jednak milosc ukrywa sie pod kazdym plaszczem, pod kazda oslona. Rozpoznaje ja bezblednie. Jak latwo jest zyc jesli staje sie to pewnikiem. Ale trzeba o tym ciagle pamietac. To wieczny kontekst. Tylko wtedy mozna zyc...naprawde?

Moim mocnym pragnieniem jest przenikniecie tego wszystkiego.

Mam wrazenie, ze ten proces - a jest nim na pewno - postepuje proporcjonalnie do pragnienia i dojrzalosci. Jestem nim bardzo zainteresowana.

niedziela, 22 stycznia 2012
O niesmiertelnosci i docenianiu zycia

Myslalam o tym, ze ziemia jest miejscem, gdzie uczymy sie na zasadzie przeciwienstw. Polaryzowanie jest wiec efektem tej nauki. Albo jakos tak.

I teraz pomyslalam o zyciu i smierci. Przeciwienstwa? Mozliwe.

Ale nie do konca jestem pewna. Jesli smierc jest konstrukcja, jesli istnieje pod pewna postacia - a tak naprawde nie ma jej. Istnieje tylko jako cos, co pozbawia nas ciala tego tutaj. Wiec jest ale moze nie do konca jest smiercia totalna. Nie usmierca naszego wnetrza/duszy/ducha lecz tylko nasza powloke. Tylko...hehe.

Skoro jednak uda nam sie tutaj zyskac uczucie dla innego swiata, poza tym tutaj, tym materialnym. Uczucie zdobyte w medytacji, w stanie zmienionej swiadomosci...Jesli jestesmy sklonni zblizyc sie do idei niesmiertelnosci. Tak, bo o nia mi chodzi.

Teraz wracam do przeciwienstw - jesli zycie jest...ciagloscia a smierc nie jest smiercia - nie mozemy sie nauczyc tak dokladnie, nie mozemy przestac cierpiec. Tutaj sprawa zaczyna byc inna. Bo jak nauczyc sie docenic wartosci zycia, jesli nie znamy tak naprawde smierci. Nawet jesli tak naprawde nie isnieje.Nikt nie pamieta swojej smierci, nikt nie moze powiedziec "umarlem a teraz zyje na nowo, to wspaniale uczucie, ta skrajnosc nauczyla mnie cenic zycie...itd"

Ostatnio facet po wypadku kregoslupa, tak, ktory mial znikome szanse na mozliwosc normalnego zycia...on byl taki radosny, taki wdzieczny. Nie znam tej wdziecznosci ze swojego otoczenia. Pomijajac moze jedna, dwie osoby (moze to juz duzo). Ale radosc tego faceta byla pelna. Nie zebym chiala takich doswiadczen, nie, nie...lecz jak dojsc do tego innym sposobem?

Moze dlatego choroby...moze to sa te nauki plynace z tych doswiadczen. Z pewnoscia. Kazdy zna uczucie powrotu do zdrowia i radosci z tego plynacej.

Jak zlapac radosc zycia, tyle jej, zeby zrownowazyc brak doswiadczenia - na wlasnej skorze - i poznac prawdziwy smak - smak niesmiertelnosci albo przynajmniej wlasnie  ZYCIA.

Tak, tak, "pomagaja" bolesne doswiadczenia smierci innych, bliskich lub mniej bliskich. Jestesmy tymi, ktorzy zyja, tymi tutaj - oni sa tam, gdzies, nie wiadomo wlasciwie gdzie. A my ZYJEMY.

Czasem jade na rowerze i mowie "Tak, to jest zycie, zyje, oddycham, zyje, oddycham, to jest ZYCIE" - i sama staram sie jakos podkreslic ten fakt w tych podkresleniach jest radosc ale i bezradnosc. Bo jak to ujac. Jak ustawic swoje zycie w kontekscie wiecznej smierci - ktora moze i nia nie jest, chociaz tak sie ja odbiera. Jak postawic siebie i swoje zycie w adekwatnej konstelacji do tych wielkich, wciaz widocznych zmian. Jestesmy tutaj tak krotko. Chcialabym zrobic to dobrze. Ta cala sprawe z zyciem potraktowac wlasciwie. Dojrzec sens. Milosc tak, tak. Wiem.

Jednak jest tyle roznych chwil. Tyle snow. Tyle wplywow napierajacych na percepcje.

piątek, 20 stycznia 2012
Uszkodzony menisk, tak!

Zyje jak ktos w lesie lub dziczy. Bez ludzi. No prawie.

Do tego dochodzi fakt mojego przeziebienia. Ale to nie wszystko. Bole kolana okazaly sie problemem z meniscusem czy jak to sie w polskim okresla. Jakies lekkie rozdarcie??? Czytalam na razie nie wiele o tym. Staram sie uporac z przeziebieniem. Najpierw.

Co za diabel. Kolano na zdjeciach MRT - strasznie glosna diagnostyka! - wyglada jak twarz jakiejs staruszki. Musze jeszcze popatrzec, bo fascynujacy obraz. Godny medytacji.

Sama nie wiem co moglo byc przyczyna tego uszkodzenia. Dla pewnosci wyslali mnie do drugiego lekarza - termin poczatkiem lutego. I zastrzyki. Malo bolesne, malo przyjemne. Coz. Podobno zdarza sie czesto. Mimo to...timing dla mnie super. Zreszta kiedy jest dobry?

Znosze to wszystko jakos ze stoickim spokojem. Takiejestzycie. Czesem.

niedziela, 15 stycznia 2012
Glebia medytacji

By Ja moglo stracic swoje odniesienie i rozplynac sie (odprezyc, pospac) potrzebne jest osiagniecie pewnej glebi w medytacji. Czasem pomaga dlugosc trwania danej medytacji lecz nie jest gwarancja na jej osiagniecie.

Obserwuje podczas osiagniecia takiej glebi brak mysli - a nawet jesli sie jakas zaplacze zauwaza dosc szybko, ze nie natrafia na znajomy feedback reakcji powodowanej przez odpowiedzi naszego Ja. Nie ma Ja, nie ma reakcji na mysli, bo one dotycza glownie Ja. Natrafiam czasem na reakcje pewneg niepokoju, na zasadzie - A cotomabyc?tojestowenieznamtego? - to tez JA. Ono boi sie obcego, boi sie wolnosci. Wiec trzeba to wszystko bardzo oswajac. Ja ma swoje prawa... 

Swiatlo jest wspanialym znakiem lecz nie jest z pewnoscia jedynym. Jednak te wszystkie reakcje swietlne, ktore obserwuje u siebie od lat sa moimi towarzyszami.

Czasem sa to pulsujace i wciaz zmieniajace sie zrodla kolorowych kol. To jednak na ogol podczas stanow medytacyjnch w ciagu dnia. W nocy rzadziej, choc zdarza sie rowniez.

Jesli nie dzieje sie nic uwazam to takze za normalne. Mowi sie czesto, ze nie nalezy niczego sie spodziewac. To prawda. Jednak mysle, ze medytacja to jednak jest rodzaj nawiazywania kontaktu. Bardzo intensywny Innenschau, rodzaj patrzenia do srodka. Kazdy wiec rezonans w tych kontakach traktuje jako taki wlasnie. Jako odzew, znak i symbol. Co by to nie bylo. Biore wszystko z wdziecznoscia. A chcialam napisac "bore co podleci", czasem jestem okropna. A napisalam wlasnie okropny...ufff....

sobota, 14 stycznia 2012
Jeszcze o swietle

Pamietam spotkanie sprzed wieleu lat z pewnym chlopakiem tutaj w Hamburgu. Byl praktykantem, Polakiem w firmie, w ktorej tu na poczatku zaczynalam prace. Robert.

Rozmawialismy o muzyce i o boskosci. Ustalilismy, ze Bog jest swiatlem. To zdanie "Gott ist Licht" wpisalismy do jakiejs ksiegi w pobliskim kosciele.

Nawet nie wiem dlaczego mi sie to przypomnialo. Moze wlasnie ze wzgledu na te ostanie doswiadczenia ze swiatlem.

Swiatlo widziane kolo mnie, to jasne i mgliste - wiem, ze to moja mama. To jest pewne. Oczy otwarte.

Jednak swiatlo "lecace" to w czole, po zamknieciu oczu to juz inny rodzaj pomieszczenia. To jest to wnetrze, w ktorym jest brama, przejscie. Samo to wnetrze jest juz tym przejsciem albo i celem zarazem. Zalezy jak to odbieramy. To oswietlenie jest nie do przeoczenia. To kapletna zmiana wizji przy zamknietych oczach. Czasem jest tez u mnie tak, ze zamknawszy oczy mam wrazenie, ze widze dokladnie to, co mnie otacza. Widze wszystkie kontury mebli, zarysy okien. W zdziwieniu otwireram wtedy oczy i wszystko jest tak jakbym miala je zamkniete. To tez moze byc mowa mojej swiadomosci dot. percepcji. Cos na ksztalt "mozesz zobaczyc wszystko tak i tak" mozesz z otwartymi i zamknietymi oczami...

Jogananda mowi o ptaku, ktory zamkniety w klatce po otwarciu jej nie bardzo rwie sie do wolnosci, jest nie pewny. Nie zna wolnosci.

Mysle, ze dopoki nie uda nam sie w stanie medytacji opuscic konstrukcje JA nie mozemy wyleciec z klatki. To jest cel medytacji.

Pozostawienie tej identyfikacji i trwanie. W sprzyjajacych warunkach pojawia sie swiatlo. Tak to jest u mnie. Wtedy wszystko zalezy od stopnia zaangazowania - jednak tez tego, ktore zawiera cisze - jednak jest to zaangazowanie i nie mozna tego inaczej nazwac. Trzeba byc w tym wiernym, oddanym, pelnym mocy. To dla mnie wazne. To w moim przypadju te faktory.

Trzeba to praktykowac. Wylatywac wciaz dalej i dalej, zdobywac nowe tereny swiadomosci. Przez nia mozna osiagac kontakt. A kontakt ten oznacza WSZYSTKO. Tak to odbieram. Nie ma nic, co mogloby byc tutaj wazniejsze. Nie ma nic bardziej ekscytujacego.

Swiatlo w czole

To swiatlo w czole o ktorym pisze Jogananda przezywam zawsze bardzo intensywnie. To jest dokladnie to przezycie ponizej tej notki. Sprawdzilam jeszcze raz jak to opisalam - pisalam miejsce w czole, bo pod wplywem oswietlenia robi sie wlasnie miejsce. To jest tak jakby nagle powierzchnia na ogol zaciemniona zostala oswietlona. To swiatlo ma rozne natezenie. Czasem zaczyna sie niestety zmniejszac - nawet jesli tak jak poleca Swami J. trwamy w nim z oddaniem. Staram sie utrzymywac je - to jest tak, jakby powstal plomien, wskrzeszony jakas sila - duza role gra pragnienie i inspiracja -  a my staramy sie teraz za wszelka cene utrzymac ta Flamme, ten ognik.

 Zauwazylam, ze powstaniu tego swiatla sprzyja nastroj inspiracji duchowej. To u mnie juz regula. Jeszcze o swietle. Jest to oswietlenie piekne i pokazujace to, co na ogol nie jest widoczne. Widzimy swiatlo jako mysl przewodnia, jako energie i jakby instynktownie zaczyna sie podroz w nim, z nim. To zdarzylo mi sie wiele razy - lecz tak wiele swiatla jak ostatnio nie mialam chyba nigdy przedtem.

Po lekturach inspirujacych wedrowki spirytualne tworzy sie wrecz tak jak pisalam dosc moze malo wzniosle - napalenie na TO.  Moze i ono tworzy swiatlo. Jest to rodzaj wewnetrznego zaru. Dobrze, jesli nie towarzysza temu zbyt wybujale uczucia. Egzaltacje. To nie potrzebne. Ale trudne czasem. Bo ja moze nie jestem egzaltowana ale mam tendencje od ogromnych uniesien. Tak uniesien. Moze to lecz nie takie zle. Moze to tak ma byc. Czuje przez nie polaczenie z tematem.

Dalej jesli chodzi o uniesienia.

Tak! Byly dzis w dwoch wydaniach.

Wewnatrz z towarzyszami, przyjaciolmi, podobnie myslacymi-czujacymi. To bylo dobre dla mnie i dla nich. Bylo uczucie  - MY. Bylo to uczucie ponad JA. Lubie tak czuc. I pokazywalam jak zaczac proby lotu w pomieszczeniu. Bylo troche motoryki lecz potem samoistne loty ok. 1,5 metra od ziemi. Bardzo wzruszajace. Nareszcie zostalo to docenione! To bylo takie rzeczywiste...Nie zapomne.

Potem bylo cos, co moglo byc bardzo, bardzo dawno temu. Byl las. Ale jaki...!

To byla puszcza prehistoryczna, gdzie las, drzewa, wszystko w nim bylo tak zywe i osobliwe...zwierzeta mowily jakby...A byly to inne zwierzeta. Wielkie, napuszone, skrzyzowanie dinozaura-zolwia- ptaka. Lecz latac nie umialy. Dla scislosci dodam, ze w lesie byla dosc szeroka, piekna droga, bardzo prosta, wyscielona zielona trawa, czyms jak dywan natury. Piekna sciezka. Lecialam nad nia  a ona wydawala sie mnie nieomylnie gdzies prowadzic.

Zwierzeta byly troche grozne i zaintesresowane ludzmi jako pozywieniem. Bylam zagrozona, w strachu przed atakiem.  Lezalam w jakims dole czekajac na przejscie takiego zwierzecia, liczylam, ze mnie nie zauwazy. Pamietam jak zamarlam w bezruchu. Podszedl jednak do mnie. Potem pamietam tylko jak wzlatuje do gory. Ponad te kolosalnie wysokie drzewa. One siegaly jakby samego nieba, byly dziesiec razy wyzsze od tych naszych sosen. Moze i nawet jeszcze wyzsze. Wzlatuje i mysle, och, nareszcie, nareszcie wolna! Piekne uczucie wolnosci - tej prawdziwej - bez zadnych obaw, przemyslen, zwatpien, boli. Na dole widze te zwierzeta i inne podobne do wilkow. Patrza na mnie podnoszac glowy.

Moze mnie pozarl ten zwierzak ale czulam sie tak, jakby nic sie nie stalo. Zupelnie nic. Wznioslam sie do lotu i przypominam sobie, ze to uczucie wolnosci calkowicie zdominowalo moje uczucia.

Swiatlo

Przeczytalam wlasnie cos o czym nigdy przedtem w tej formie nie czytalam. Jogananda tak mowi o zjawisku swiatla z zamknietymi oczami.

"Pod ciemnoscia po zamknieciu oczu jarzy sie Swiatlo Boga. Jesli dojrzysz to Swiatlo w medytacji, utrzymuj sie przy nim z duzym oddaniem. Czuj sie tak, jakbys byl w jego srodku: to jest miejsce w ktorym Bog mieszka.

Jesli natomiast podczas medytacji nie zobaczysz swiatla skoncentruj sie na punkcie pomiedzy brwiami und patrz gleboko w ciemnosc, ktora widzisz z zamknietymi oczami. Probuj swoim oddaniem przeniknac ta gruba zaslone.

Z czasem bedziesz mogl z pewnoscia dojrzec to wewnetrzne Swiatlo, bo ono jest wciaz i swieci w twoim czole. Tak jak wszycy ludzie maja fizyczne oczy, kazdy posiada oko spirytualne w czole. Ono czeka tylko aby odkryc je w glebokiej koncentracji."

tlum. wlasne z niemieckiego

piątek, 13 stycznia 2012
Wiecznosc

Moze trzeba sie precyzowac w kontakcie z Boskoscia. Nie mam na mysli slow. Chodzi mi o wyznania duszy. Chodzi o muzyke w sobie, o podjecie tej nuty.

Muzyka gra role, dlatego o niej mowie w tej formie. Moze trzeba to wyspiewac.

Kontakt z Boskoscia. Jakie to wzniosle! Jakie idealistyczne!

Przemiana, transformacja, cuda, lewitacja. Gleboki wglad w Sedno Spraw. Marzenia...jesli marzyc to tylko tak. Nic innego nie pociaga mnie bardziej.

Ciagle mysle o Wiecznosci o naszym krotkim pobycie tutaj. Wciaz towarzysza mi te mysli. Sa bardzo intensywne. Lubie je. Dokladam wszelkich staran zeby mnie nie opuscily. Kultywuje je. To moja religia. Jeden z jej motywow.

Budda robil tak ze swoimi uczniami. W pierwszym okresie nauk wysylal ich, by ogladali umarlych, ogladali co zostaje po ludziach. Przemijanie. Cykl. To na pewo obrazy, ktorych nikt nie zapomina.

Ja nie moge zapomniec obrazu twarzy mojej mamy. To dla mnie najmocniejszy emocjonalnie i spirytualnie obraz jaki kiedykolwiek widzialam.

Ostanio mniej placze ale placz jest blisko, wciaz blisko. Nie odszedl. Moze nie odejdzie nigdy. Jest tez i rozpacz wciaz. Nic sie nie zmienilo.

Sedno Spraw

Inspiruja mnie bardzo pisma mistrzow indyjskich. A Jogananda, moja ostatnia inspiracja i odkrycie bardzo mnie jakos napala na nowo na klimat dotarcia do Sedna Spraw. Te dwa slowa po wymowieniu brzmia bardzo slowacko - Sedno Spraw..napalenie to slowo, ktore moze lubie dlatego, ze zawiera element bliskiego mi barzo ognia. Napalenie w tym znaczeniu nie jest trywialnoscia.

Sa modlitwy, w ktorych jest zar, namietnosc. A jednak musi byc spokoj - nie moze byc blaganiny...tego chyba nikt nie lubi. Blaganie to dla mnie energetyczny "notstand", stan biedy...obniza poziom energii.  Zreszta jak twierdze chodzi i o stan ducha - jego wywazenie i cisza - a takze i pragnienie czyste. Pragnienie powinno byc pozbawione zamiaru. A jednak  - jak sobie wyobrazam - czystosci krystalicznej. Kazdy moze sobie tu wyobrazac co chce, lecz chodzi tu o pewien stopien najwyzszego zaangazowania i wielkiego otwarcia na sprawe.

Dokladnie taki stan towarzyszyl mi wczoraj w nocy. To bylo cos wyjatkowego.

Warunkiem u mnie jest odprezenie. Takze. Bez niego nie bedzie rozszerzenia mojej znekanej jazni...O nekaniu kiedy indziej. Sami sie nekamy...Takze swietne slowko.

Moj zmieniony stan ducha, powiedziec moznaby na to rownie dobrze  - rozrzeszony/zmieniony stan swiadomosci manifestuje sie swiatlem po zamknieciu oczu. To swiatlo widze dokladnie na wysokosci czola. Jesli stan jest optymalny czolo staje sie jakby wielka przestrzenia, jest wspanialomyslnie duzo miejsca. Nie tak jak zawsze, kiedy tylko w srodku, w miejscu miedzy oczami jest swiatlo a nawet zmienia sie kolorami. To stan w miare normalny. Takze nie codzienny ale bardzo czesty i znajomy.

To, co bylo wczoraj to jednak troche inny rodzaj przezycia.

Bylam pod wrazeniem tych modlitw o ktorych pisal uczen Joginandy. Ich bezposredniosc i namacalnosc, byly formulowane jakos tak, ze zapragnelam sama tak mowic.

Te modlitwy zainspirowaly mnie do wystapienia z prosba o  - tu padnie niemieckie slowko, bo lubie je. Jest patetyczne i pasuje doskonale do tego typu rytulanych mow czy modlitw: wystapic z prosba o OFFENBARUNG - o objawienie sie ! Czy to nie jest to!

Wlasciwie o to chodzi. Mnie o to chodzi. Chcialabym to poczuc. Chcialabym tego dotknac. Chcialabym tego DOSWIADCZYC. Moja cala spirytualna istota - a tak definiuje sie najchetniej byla jak kwiat patrzacy z tesknota i uwielbieniem w kierunku slonca.

Bylam w oczekiwaniu. Bylam spokojna. Czekalam na OFFENBARUNG.

Strach takze byl ze mna. To bylo wszak niesamowite. Czekac tak na objawienie sie Najwyzszej Sily, na znak od Niego.

Czekajac tak poczulam jak miejsce w ktorym leze robi sie...jakby to nazwac...inne? zmienione? jakby jakas swiatecznosc nastapila, zeby nie powiedziec Swietosc? To sa moje odczucia i nie moge ich teraz tutaj umniejszac. Staram sie odtworzyc ten moment.

Bylo wiec wielkie miejsce w czole i stawalo sie coraz wieksze. Mialam wrazenie, ze sune gdzies w sobie, w srodek, ze jestem moze juz poza soba. To byla jazda jak po jakims ciekawym narkotyku. Wyjatkowo inspirujaca podroz.

Serce bardzo spokojnie bije, jestem zrlelaksowana, prosze o doswiadczenia, ktore nie wybija mnie z rytmu...

Lece wiec w tym pomieszczeniu ze scian mojego czola lub swiadomosci.

Bylo wyjatkowo pieknie jakos, tak, ze poczulam, jak bardzo w moim zyciu TO JEST TO, jak bardzo TO daje mi ochote do zycia, do dalszych eksperymentow w tym wlasnie kierunku. Ucieszylam sie szczerze. Kazdy rodzaj Takiego feedbacku jest piekny.

To, co Jogananda nazywa Samo-Urzeczywistnieniem stalo sie namacalne. Ale oprocz tego byla inna, znacznie wieksza Prawda. Samo-Urzeczywistnienie jest wazne lecz ubiegla noc...poczulam jakbym zlapala na jakis czas ten drive, to bylo tak, jakbym ja sama doswiadczala czegos, co jest SEDNEM SPRAW a samo to doswiadczanie jest CELEM CELOW. Wiem, to brzmi moze nie dokladnie tak...cel cleow.

To...jakby ON doswiadczal sie przezemnie a ja przez niego. Polaczenie, symbioza. Cel ostateczny. To bylo takze tak, jakby moja dusza zaczynala zamieniac sie w DOSWIADCZENIE a ono stawalo sie MNA. Wiem, brzmi moze malo precyzyjenie, jednak obawiam sie, ze nie znajde na to innych okreslen. Bylo cos bardzo prostego a zarazem wielkiego w tym calym doswiadczeniu. Odczulam pewieni rodzaj zachwytu w sobie. Czegos, co rozjasnilo mi wnetrze. Poczulam nawet, ze nie ma mnie samej, nie mialam nic, do czego moglabym sie zwracac. Nie bylo mysli, nie bylo jakby nic. Pieknie tak zniknac  Jesli znikac to tak...Jednak nie bylo to znikniecie, to bylo raczej jak dotarcie do tego, co prawdziwe, do tego, co naprawde jest.

Poczulam to bardzo dokladnie i bylo to krotkie ale intensywne zatracenie sie w tym doswiadczeniu. Bylo kosmicznym nie znanym orgazem. Moze to nawet dokladnie to. Moze wcale nie przesadzam. Zreszta kazdy moze uzyc metafory takiej jaka mu sie wydaje najbardziej trafna. Ja jestem czlowiekiem zwiazanym z miloscia i mowa serca najbardziej mi odpowiada.

Chcialabym miec powazny romans z Universum...chcialabym milosc wzniesc do tych dymensji. Rozmarzylam sie. Romans to nie to slowo ale zawiera cos bardzo pieknego.

Szkoda, ze nie jestem poetka. W tym mianowicie miejscu slowa staja sie male i zadufane w sobie. Nie ma w nich nic, co oddaloby piekno tamtej chwili.

czwartek, 12 stycznia 2012
Bylam krolem albo krolowa przebrana za krola albo...

Dzis snilo mi sie, ze mowiono do mnie w snach "Krolu" - ??? - no tak, awansowalam wiec jakby do tego stopnia. I monarchia...nic nie pamietam za duzo. Moze dawno temu...;)

Ze zdziwieniem stwierdzilam po przebudzeniu, ze w tv na arte leciala jakas doku na temat krola ? z dynastii Habsburgow - ktorego grala tutejsza niemiecka aktorka. Dosc brzydka osoba. Ale grala doskonale a charakteryzacja tez zrobila swoje. Pan - pani - krolowa. Wysnilo mi sie moze troche szybciej. Niedlugo mi sie bedzie snil program telewizyjny, do tego dojdzie...

Jak jest naprawde z tym swiatem

O Bogu nigdy nie myslalam w kategoriach osoby. No chyba ze bardzo wczesnie w dziecinstwie. Wtedy uosobieniem Boga byl jego syn Jezus. Do konca tego nie zrozumialam nigdy. Zdaje sie. Bo czy jesli on jest jego synem - byl tu prorokiem i czlowiekiem - to oznacza, ze kazdy inny czlowiek jest jego synem albo corka? Jaka role w tym wszystkim gra Duch Swiety? Ktos oblatany w temacie odpowiedzial mi ostatnio lakonicznie - on spaja to wszystko...A jednak mowa o Trojcy Swietej. To znaczy Bog ojciec, jego syn Jezus i duch swiety...hmm o Maryji nie wspomne. Tyle o tym.

Moj osobisty obraz Boskosci zmienia swoje oblicza i chyba postepuje proporcjonalnie do procesu ekspansji kosmosu.

Jest niesamowite wierzyc w sile, ktora moglaby miec nad tym "kontrole", miec opanowane ruchy planet w Kosmosie ich stosunek do siebie i w malym palcu zawarta miec wiedze o tych wszystkich sprawach, ktore ludzie tutaj bardzo mozolnie gdzies od wiekow staraja sie zglebiac.

Ostanio przyszedl mi do glowy jeszcze inny odpowiednik Boskosci. Ona jest ( a jednak latwiej mi ja uznac za rodzaj zenski, czasem...) Jej wielkosc - zobrazuje jej ogrom tak: jest tak niezmiernie wielka, ze ten caly nasz niezglebiony i nie do konca odkryty Kosmos jest tylko mala komorka Boga. Wyobrazmy sobie teraz - na wlasna odpowiedzialnosc - CALOSC. To chyba dobry przyklad. Moze nawet trafny?! Kto wie.

Lubie zamyslac sie i snic o Bogu w tych kategoriach. Lubie wierzyc, ze patrzy przezemnie. Oglada pare filmow w tygodniu...biedaczek.

Ale ten jeden wielki Film zycia leci zawsze jako mysl glowna. A mysli glownych na ziemi tyle ilu ludzi. A jednak mamy czuc sie wyjatkowi...hmmm...jestesmy z pewoscia.

Jogananda ma doskonale jasna wizje zycia po smierci. Zazdroszcze mu. Zazdroszcze szczerze. O tym moze kiedy indziej, lece.

wtorek, 10 stycznia 2012
Yogananda o naturze rzeczywistosci

"Bog jest Swiadomoscia, w przeciwnym razie nie bylby Bogiem. Poniewaz stworzyl materie musial to byc akt wynikajacy z jego swiadomosci. Uniwersum nie moze naprawde egzystowac jesli nie jest manifestacja tej swiadomosci.

Jesli to prawda - a moze to byc tylko prawda - to Swiadomosc jest Rzeczywistoscia a materia iluzja.

(...)

Za kosmiczna energia ukrywaja sie Mysli Boga. To nie oznacza jednak, ze fizyczne universum nie jest realne. Jego natura jednak nie jest tym, czym wydaje sie byc. Natura lezaca u podstawy rzeczywistosci wszystkich rzeczy jest Swiadomosc.

Bog wysnil Uniwersum w Egzystencje. "

tlum. wlasne

Czy to nie jest piekne i poetyczne zarazem - mowa egzystencji jest poezja. Zdaje sie.

Yogananda o naturze Uniwersum

"Ten swiat wydaje sie tylko dlatego realny, poniewaz Bog wysnil ciebie w egzystencje wlaczajac cie razem w swoj kosmiczny sen. Jestes czescia tego snu. Jesli snisz noca, ze walisz glowa w mur, moze sie zdarzyc, ze dostaniesz wyimaginowanych boli glowy. Po przebudzeniu stwierdzisz, ze nie egzystowal zaden mur, na ktorym moglbys sprawic sobie bol. Bol, ktory przezyles, egzystowal tylko w Twoim duchu, nie w twojej glowie! To samo dotyczy tego snu, ktory snisz w tym momencie.

Obudz sie dla tej rzeczywistosci gdzie jest Bog, zauwazysz wtedy, ze to zycie ziemskie nie jest niczym innym jak gra. Jak gra cieni i swiatla.(...)

W filmach akcja wydaje sie bardzo realna. Patrzac jednak w gore, tam skad wydobywa sie projekcja filmu widzimy jeden sturmien swiatla, ktore tworzy ta akcje.

Tak to jest z tym wielkim Filmem Stworzenia. Bog rzekl - niech stanie sie swiatlo - i z ogromnego kosmicznego strumienia swiatla zamanifestowalo sie cale Uniwersum. Chodzi o taki kosmiczny Film, ktory w wielu aspektach podobny jest do tego w kinie.

To co widzisz w kinie jest dwudymensjonalne i do odebrania poprzez zmysl sluchu i i wzroku. Kosmiczny film jest trojdymensjonalny i takze do odebrania poprzez zmysly smaku, wechu i dotyku.

Film, ktory ogladasz w kinie moze doprowadzic cie do placzu czy smiechu. O ile bardziej wspanialy jest film Boga, ktory wlacza glebokie odczucia i nie tylko dwa, ale piec zmyslow!

To zycie nie jest jednak bardziej realne niz film."

Tak mowi Yogananda

Wpadl mi do rak wiec czytam i bardzo mnie porusza. Indyjski jogin (1893-1952). Jego slowa spisane przez ucznia Krijananda. Znalazlam duzo wskazowek dla siebie. Uniwersalne prawdy a jednak. Jak to u joginow duzo o karmie. Czasem cos radykalnego jak przyzwolenie na zabicie szkodnika takiego jak mucha:) (zawsze wybiore cos zabawnego).

Jest tez piekny odcinek tekstu o zyczeniach, pozadaniach. To mnie bardzo wzruszylo. Chodzilo o odkrycie w sobie - nazwe to boskosci - on mowi Boga. Boskosc przemawia do mnie bardziej. Choc przyznaje, ze slowo Bog sprawilo, ze przypomnialam sobie moje chrzescijanskie poczatki.

Padlo takie inspirujace zdanie "Konsekwencje naszych dzialan sa tak roznorodne jak one same"  - to pobudza moja wyobraznie. Czlowiek o zlozonej naturze dziala w sobie podobny sposob a motywy jego dzialan moga byc podobnie zlozone. Uffff...ile sie trzeba potem narobic by to wszystko "wyklarowac". Taki los.

Powiedzial do jednego z pytajacych uczni, ktory wyrazil swoja obawe, powiedzial, ze sadzi, iz jego karma nie jest najlepsza, na to padla odpowiedz jogina " Zawsze o tym pamietaj: trzeba miec bardzo, bardzo, BARDZO dobra karme, zeby czlowiek rozwinal chocby potrzebe poznania/rozpoznania Boga."

Mowiac o potrzebach i tesknotach - ta ktora mowi o tesknocie do Boga o potrzebie doznania go (ja bym powiedziala o tesknocie do boskosci) jak kazda inna z nich spowoduje kiedys - a wszystko to przyciaganie i prawa fizyki, nawet sam jogi to dosc dokladnie tlumaczy - ze doswiadczymy tego, jak kazdego innego spelnienia.

Duzo jest tez tlumaczenia na temat otaczajacej nas iluzorycznej rzeczywistosci. I tak jak zawsze to pojmowalam - nie jest iluzja to, co nas otacza - jedynie nasz odbior tego nie jest trafny.

Yogananda mowi o Sennej naturze naszego Uniwersum. Bede to tlumaczyc troche. Choc na ogol jakby znajome rzeczy. A jednak i nowe. Wciaz nowe.

Naszym przeznaczeniem jest wiecznosc. Nasza natura ma boskie pochodzenie. Czy to nie jest cudowne!!! Bardzo do mnie przemawia.

poniedziałek, 09 stycznia 2012
Smiech noworoczny ze starego roku

Jest to jedno z tych zdjec, ktore wyoluja we mnie pewne skojarzenia. Mogloby byc scena ze snu. To taki moment z kranca sytuacji, mozna sie tak zasmiac, odwrocic i...sfrunac na dol. Bo dol tutaj jest, i jest powierzchnia inspirujaca do takiej akcji. Nie chodzi tylko o glebie - uzyty tu efekt sprawia, ze wszystko we mnie przyciagane jest w strone tego kroku, jak magiczne zaproszenie. Trzeba troche dluzej popatrzec...i...u mnie sa pewne objawy w okolicach brzucha.:)

Tagi: smiech
00:59, buffalo66 , Wazne detale
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40