wtorek, 09 lutego 2010
Pole energetyczne

Tolle powiedzial cos, co jest moim glebokim przekonaniem:

"Gdy panuje w Tobie spokój – trenuj się:
Jest więc niezmiernie ważne, aby być możliwie najbardziej świadomym w zwykłych sytuacjach, gdy wszystko mniej więcej gładko się toczy. Rośnie dzięki temu twoja moc, płynąca z tego, że jesteś obecny. Wytwarza ona w tobie i wokół ciebie pole energetyczne o wysokiej częstotliwości. Nic, co nieświadome bądź negatywne, żaden konflikt ani przemoc nie zdoła przekroczyć granic tego pola i w nim przetrwać, tak jak ciemność nie przetrwa w obecności światła.
Jeśli dojdziesz do ładu z własnym wnętrzem, wówczas to, co zewnętrzne, samo się ułoży. Rzeczywistość pierwotna tkwi wewnątrz, a zewnętrzna jest wobec niej wtórna."

Nie lubie cytowac, ale chyba to zmienie, to proste siegnac po gotowy cytat i stwierdzic, ze tak samo jest u ciebie.

niedziela, 07 lutego 2010
Czystka

Cos mnie wzelo na sprzatanie – zajelam sie czyszczeniem szczotka do zebow (stara!) fug w oknach. Niestety w tym mieszkaniu jest drobny problem z izolacja, jak przypuszczam i w mrozne dni, zbiera sie na oknach woda (na dole) ktora musze koniecznie wycierac, bo splywa na parapet. Super zadanie...ostatnio dosc czeste. Tyle o oknach.

Czyszczac te wszyskie fugi szczotka do zebow (wciaz stara) sluchalam Massive Attack z plyty Unleashed. Jak zwykle poruszyli mnie – stwierdzilam, poczulam i doznalam z udzialem masy pobudzonych zmyslow, ze jest w tym tyle klimatow a we mnie naturalnie tez – wiec dobrze sie zlozylo...bylam momentami bardzo szczesliwa czyszczac te okna – a jest ich bezmiar – jakies dwadziescia...taki uklad.

Znowu oddalam chold swojemu odczuwaniu, zmyslowosci i szlachetnosci w tym wszystkim ukrytej i wlasnie odkrytej. Myslalam z szacunkiem i wyrazami  podziwu a odnosil sie on do tego, co mam w sobie najprawdziwsze i najlepsze.  Wiadomo coJ Potrafie takie stany uniesienia zgrabnie polaczyc z najbardziej dziwna muzyka a ona jest jak tlo/podklad ale tez i tym, co wywolalo to wszystko. Lubie takie momenty i zwracam na nie szczegolna uwage.

Pomylsalam jeszcze na koniec, ze sprzatanie i uwaga wkladana w ta czynnosc (i moze tez rodzaj energii podczas) powoduje odkrycie pewnych pokladow w sobie samym – moze wrecz jest tak doslownie, bo dokladnie tak sie poczulam – cos zostalo freigelegt, ze sie tak wyraze;)

freilegen – odkryc, uwolnic, pokazac

 Na koniec musze dodac, ze nigdy nie bylam typem kobiety sprzatajacej chetnie i z piosnka na ustach...to raczej koniecznosc i staram sie zrobic z niej to, co najlepsze.

zdjecie zrobione na jednym z ostatnich spacerow

sobota, 06 lutego 2010
Codziennosc

Jak wiadomo od konca grudnia nie pracuje - forse dostaja nadal - dalszych szczegolow nie ma potrzeby wymieniac bo nie graja takiej roli. Ale to, ze finansowo nic sie nie zmienilo - i tak na razie zostanie - jest istotnym punktem. Dlaczego nim jest? Czuje sie podobnie jak przedtem, nie musze myslec o zabezpieczaniu egzystencji. Jest tez cos, co zmienilo dotyczczasowy znany mi od lat rytm - mam czas. Albo powiedzmy mam wiecej czasu i mozliwosc dysponowania nim wrecz dowolnie...

Przez to, ze jest upiornie zimno i dluzszy pobyt na powietrzu nie nalezy do najprzyjemniejszych jestem dosc duzo w domu. Wieksza czesc czasu z pewnoscia. Powstal juz swoisty rytm zachowan i pewna systematyka. Dlugo spie. Dlugo siedze po nocach. W ciagu dnia zajmuje sie troche domem, troche zabiegami pielegnacyjnymi, czytam, slucham nowych plyt, czytam. Poza tym caly ten czas (dzis sie skonczylo) podtrzymywalam na duchu i ciele synka, zdajacego wlasnie kolejne egzaminy. Te jego przygotowania trwaly miesiac. Ten fakt sprawil, ze moje przesiadywanie nocami, ktore i tak lubie staly sie juz norma. Teraz postaram sie troche skrocic okresy nocnego siedzenia.

Na dworze zimno, jutro ma byc znowu mrozno. Doznaje z tego powodu czegos takiego jak pierwotne zadowolenie z posiadania czterech scian i to ogrzewanych i z bierzaca woda - z bierzaca ciepla woda! To z pewnoscia ten kontrast spowodowany tak odmiennymi temperaturami sprawia, ze jestem wdzieczna za rzeczy - w sumie w tej czesci Europy zupelnie normalne. Ale tak dokladnie czuje.

To, ze nie musze kazdego dnia z rana sie spieszyc, nie musze w sumie nic - tego zawsze chcialam dokonac! - sprawia tez, ze moj wewnetrzny stan jest skupiony na malych rzeczach, na kazdej kolejnej malej rzeczy, ktora robie. Daje mi to ogromna przyjemnosc, to przebywanie w tych wszystkich momentach.

 TERAZ stalo sie codziennym rytualem. Celebruje go jak umiem najlepiej. Momenty wdziecznosci sa coraz czestsze, poczucie mocy i tego, ze rozszerza sie a moze poglebia we mnie cos, co nazwalabym terenem mojego osobistego, swietego doswiadczenia - teren ten zespolony jest z tym, co uwazam za swiete, z wszechswiatem...ze wszystkim.

Wszystko to, jest moja codziennoscia.  Nie wiem jak dlugo moj umysl/ego pozwoli mi cieszyc sie tym wszystkich bez poczucia, ze cos trzeba koniecznie zrobic, gdzies trzeba koniecznie wyjsc...:)

 Najpozniej jak zniknie ten snieg a ulice przestana sie tak zlowieszczo blyszczec od lodu... tak, tak w Hamburgu zabraklo miastu soli na posypywanie ulic - tu i tam jest jak na slizgawce:)

 

sobota, 30 stycznia 2010
Biel z ostatniej chwili

Alster, ludzie laza po zamarznietym jeziorku w srodku miasta.

albo probuja grac w cos takiego jak hokej...

a to jest moja ulica, po lewej stronie dom, w ktorym mieszkamy - na dole zdjecia rowerow, ktorch nie chce nam sie nigdy chowac do piwnicy...

niedaleko nas przejezdzaja pociagi i trzeba nieraz czekac az otworza przejscie. w nocy nawet slysze przejezdzajace pociagi i jest to jak wspomnienie z domu u moich rodzicow w Szczecinie.

czasami zaswíecilo nawet sloneczko

19:33, buffalo66 , Zdjecia
Link Komentarze (3) »
czwartek, 28 stycznia 2010
Analogie i swiadomosc kosmiczna (dosc dlugi tekst dla odwaznych)

Piszac w poprzednim wpisie o analogiach stwierdzilam, ze jest to temat bardzo inspirujacy, towarzyszacy mi chyba od zawsze. Jestem gleboko przeswiadczona o magi i glebokiej prawdzie plynacej z analogi wszelkiego rodzaju.

Dostrzeganie analogii  to proba glebszego pojmowania swiata. Czuje, tu – jak zreszta wszedzie -  ogromy  potencjal duchowy .

Nadrzedna analogia na ktorej bazuja moje rozumienie swiata, ktora przeszla mi jako pewnik do” szpiku” mojego odczuwania bedac tez baza wszelkich innych mniejszych analogi jest ta:

skoro jestesmy  urodzeni na ziemi a ziemia bez watpienia jest nieodlaczna czescia kosmosu – jestesmy wszak takze jego czescia. Nic wielkiego jesli fakt ten potraktujemy na zimno i przejdziemy do porzadku dziennego.

Inaczej,  jesli poczujemy czym  j e s t  ten fakt.  I nie chodzi tu bynajmniej o jakas bujna wyobraznie przypisujaca nam z tego powodu automatycznie sily nadprzyrodzone. Chociaz przyznam, ze fruwanie mi sie podoba…;)

To raczej jakis rodzaj glebszej swiadomosci i identyfikacji z czyms co w ogromie swoim jest nieokreslone i niewyobrazalne.  Czyms, czego specyfika i dokladne okreslenie  jest analogiczne do dokladnego okreslenia budowy chocby  naszego…mozgu.  I juz mamy nastepna analogie – nasz mozg jest misterium, jest niezglebiony i jesli chodzi o potencjal  - zdolny do ciaglego rozwoju – jak  nasz kochany kosmos.

Zauwazanie tego typu analogii nalezy do mojego systemu wierzen  - wiara jest czyms, co mozna ale nie trzeba przyjmowac za pewnik – jakkolwiek ta, opiera sie na racjonalnych, udokumentowanych informacjach. Oto jedna z nich:

„Większość pierwiastków, z których jesteśmy zbudowani lub które potrzebujemy do przeżycia – węgiel, tlen, azot i wiele innych – są produkowane w gwiazdach. Nawet fluor, który wzmacnia nasze zęby.“ – wiadomo…niby nic nowego ale na mnie dziala to znowu bardzo pobudzajaco, utwierdzajaco w moim calym analogicznym systemie myslenia…To fakt a analogia jest tylko logiczna konsekwencja tej informacji.

Jestesmy wiec czescia kosmosu, czescia planu…Mnie to bierze! Czuje ekscytacje tematem, jakies skojarzenia mutujace znowu do szalonych analogii, porownuje, kombinuje i snuje domysly  na temat mozliwych analogii. Myslenie analogiczne stalo sie moja druga natura! Myslenie analogiczne=myslenie magiczne=myslenie holistyczne.

W tym momencie widze takie graficzne wyobrazenie o wszechswiecie, jakis kabalistyczny obrazek…albo tarot..ta symbolika tez jest analogia, chociaz nie moge zespolic jej do konca ze swoim swiatem…To zlozona symbolika, poruszajaca wiele sfer, trzeba dlugo pracowac nad prawdziwym zrozumieniem tego – mysle, ze to process – jak zycie – (taror symbolizuje etapy rozwoju duchowego) – wiec znowu mamy analogie. Mysle, ze tworze kazdego dnia swoj wlasny mistyczny swiatopoglad na nature wszechswiata nie oparty na zadnej dotyczas znanej mi religii.  Chociaz one moga byc inspiracja i dalszym zrodlem poglebiania wiedzy o analogiach. Przyklad z tradycji kabalistycznej:

“W kabale rolę centralną odgrywa doktryna ma'ase bereszit, czyli ezoteryczna nauka o stworzeniu. Mówi ona między innymi o tym, że Bóg jest pozbawiony jakości i atrybutów, nazywa się Ein - Sof, czyli Nieskończony.“

I dalej cos, co uwazam za rownie inspirujace: “

 „Nadzwyczajny jest także stosunek kabalistów do liter ksiąg świętych. Litery nie są tylko znakami, które tworzą wyrazy i zdania, w celu informacyjnym. Mają one ukryty, ezoteryczny sens, niedostępny dla zwykłych śmiertelników. Pismo odsyła do rzeczywistości transcendentalnej, której rozum nie jest w stanie pochwycić. Kabaliści pojmują litery świętych ksiąg, jako formę obecności Boga. Wielką umiejętnością zatem jest odczytywanie tych liter, ponieważ umożliwia to odsłonięcie tajemnicy. Jedną z najczęściej spotykanych metod, mającąna celu rozszyfrowanie tajemnych zapisów, jest gematria. Generalnie rzecz biorąc, metoda ta polega na konwertowaniu słów na liczby, aczkolwiek wśród mistyków popularny był taki rodzaj gematrii, który miał za zadanie „odsłonić" tajemne relacje pomiędzy literami, a sefirami.“

 Tu mamy znowu analogie stosunku liter do liczb…gematria, przeksztalcanie slow na liczby - to fascynujace – zwiazane poniekad z astrologia – a astrologia to planety, konstelacje….i znowu powrot do kosmosu…dla mnie to troche jak jakas gra – te cale numerologie, cyfry…ale zabawa jest chyba wazna czescia procesu rozumienia calosci.

 

Znajac analogie wielkie – latwiej jest zrozumiec – dostrzegajac w ogromnym powiekszeniu – latwiej  jest przejsc do dymensji natury osobistej. Doszukiwanie sie analogii jest zatem jak zglebianie praw rzadzacym naszym zyciem.  Oczywiscie caly czas twierdzac, ze tak „jak  w niebie tak i na ziemi“.

 Wczoraj w nocy przyszla mi do glowy genialana mysl – to nie dymensja, w ktorej zyjemy ogranicza nasz punkt widzenia lecz nasz punkt widzenia ogranicza nasza dymensje. Dlatego z punktu widzenia swiadomosci kosmicznej mozna zmienic sicht/widok  na nasza rzeczywistosc  – przesuniecie perspektywy spowoduje zmiane naszej swiadomosci.  A od tego wszystko sie zaczyna.  Na nowo.  Wciaz na nowo.

To wydaje mi sie byc celem nadrzednym. Rozbudzenie swiadomosci kosmicznej. Zrozumienie, ze jestesmy nieodlaczna czescia kosmosu! Wyjscie poza teren swojego ego – rozszerzenie kontekstu naszej swiadomosci. Jestem pewna, ze proces ten w globalnych wymiarach doprowadzi do – takze globalnych -  zmian na naszej planecie. Myslec i czuc w takich dymensjach to jakis wielki podarunek kosmosu.

Dostrzeganie analogii jest z pewnoscia srodkiem do umacniania mojego zwiazku z kosmosem, z matrix, z rdzeniem kosmicznej sily, z bogiem, ze wszystkim co egzystuje, egzystowalo i bedzie egzystowalo. Tak na wszelki wypadek w tych trzech znanych nam spojrzeniach na rzeczywistosc;) Nawet jesli tak naprawde to zawsze wszystko odbywa sie w TERAZ.

Na marginesie i odbiegajac od mistyki - analogie sa podstawa nowoczesnych dziedzin nauki na przyklad bioniki / biomimetyki. Patenty przygotowane przez naukowców wykorzystują rozwiązania występujące w naturze. Piekny przyklad wyjatkowo efektownie prezentujacy zastosowanie praw natury w swiecie techniki.

Przyroda dostarczyła tylu dobrych pomysłów, że powstała już baza danych, w której gromadzi się informację na temat tysięcy różnych ,,trików" stosowanych przez rośliny i zwierzęta. Zawartość bazy określana jest mianem ,,patenty biologiczne". Każdy projektant, czy uczony, może uzyskać patent. Prawo do niego oczywiście ma firma, która ten patent odkryła i go zgłosiła.”

To nie koniec tematu o analogiach, groze, ze bede kontynuowac. Poki co z kosmicznymi pozdrowieniami zegna sie

Ashaaaa! z echem w kosmiczna atmosfere i naciskiem na ostatnie a - Ashaaaaaaaa!!!!!!

 

Ashaaaaaa, Ashaaaaa, Ashaaaa, Ashaaaa!!!!!

sobota, 23 stycznia 2010
Blick in die Zukunft

Moje zdjecia traktuje troche jak karty tarot - nigdy nie wiem, co mi sie objawi;)

Proces powstawania zdjecia - od poczatku do konca jest jedna wielka niewiadoma - jak samo zycie. Nie planuje tematow, nie planuje niczego. To proces samoistny i inspirujacy moja osobe.  Kreatywne centrum. A wokol niego kreci sie w moim zyciu chyba wszystko. Powoli, zaczynam tak to widziec. Proces poznawania wlasnie teraz - na aktualnym etapie zaczal u mnie owocowac - zaczynam lapac o co chodzi. Moze dlatego, ze wytworzyl sie wreszcie jakis dystans do tego wszystkiego, moze dlatego, ze identyfikacja jest innego rodzaju.

Jak juz kiedys wspominalam zdjecia sa dla mnie czesciowo jak moje dzieci, powstaja, rodza sie i sa moja czescia. Niektorym nadaje imiona, opowidaja mi o czyms, przypominaja czasem odlegle historie. Czasem sa tylko szmerem o czyms. Lubie bawic sie swiatlem i nastrojem. Lubie ogladac swoja twarz pod filtrami - bez nich tez;) - bo sa jak kolejne zycia, wcielenia, szaty. Dokladnie tak, jak w zyciu. Im wiecej analogi tego typu znajduje, tym bardziej magiczne wydaje mi sie to wszystko. Tym bardziej mam ochote drazyc temat. Jest we mnie cos, co nie ustaje w tej pracy, cos, co kaze mi wciaz wydobywac jakis temat, motyw czy aspekt. Tutaj znowu narzuca mi sie uparcie analogia nieustannie rozwijajacego sie kosmosu! Wiem, ze siegam z tymi analogiami jakichs granic - ale dokladnie tu lubie sie poruszac. Jest to cos, co robie we wszystkich dziedzinach zycia. Staram sie dotykac granicy mojej swiadomosci - rozszerzam kontekst swojego widzenia - zeby potem wrocic do swojego najblizszego otoczenia - czujac sie jakbym odbyla podroz intergalaktyczna...Pewne analogie, dostrzeganie ich jest w tym procesie bardzo pomocne.

Istnieje tez jeszcze inny aspekt tego zajecia (wracajac do zdjec) - wrazenie jakby czas mozna bylo zatrzymac i przygladnac sie do woli chwili, ktora sama stworzylam - tak a nie inaczej. Jestem zawsze pod silnym wrazeniem takich momentow. Oddalaja mnie od pytan a zblizaja do jakichs zakodowanych wprawdzie, ale dla mnie zrozumialych odpowiedzi. Cos sie klaruje, cos sie integruje. Czuje jak cos sie "dokonuje" we mnie i wokol mnie. Zywie sie tymi uczuciami jak...wampir(?):))) Niech bedzie...

We wszystkim tym gra role moja twarz. Czesto przynajmniej. I niej jest to bynajmniej objawem mojego narcyzmu. To czesciowo sprawa praktyczna - jestem zawsze pod reka, a po czesci zamiar. Lubie bawic sie wyrazem jaki daje twarzTak jest mi najlatwiej zlapac chwile i jesli nastapi jej transformacja lubie przy tym byc i obserwowac swoja mine hahahaha - nie, nie chodzi o mine - chociaz czasem tez. Chodzi jak zwykle o wszystko - a wszystkiego nie da sie wyrazic, to i tak dlugi tekst.

Pozdrawiam!

22:48, buffalo66 , Zdjecia
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 stycznia 2010
Medinilla (Medinilla magnifica)

Tak dla jaj wstawiam tu obrazek z mojego okna - lubie przebywac w bliskosci tego oto egzemplarza - z tymi cudnymi rozowymi pakami. Fascynuje mnie jego egzotyczny wyglad. Moze nawet cos tu juz o nim pisalam. Bierze mnie co jakis czas. Ten kwiat przypomina mi pobyt w raju, czy cos takiego;) Chyba nawet na pewno w raju. Tam jest znacznie wyzszy - podobno w korzystnych warunkach kwiaty osiagaja wysokosc dwoch metrow. Pochodza z Filipin.

Niestety sa dosc wrazliwe i padaja co jakis czas. Moze musze sie bardziej przylozyc do pielegnacji. Co piekne, to fakt, ze naprawde bardzo dlugo kwitna.

wtorek, 19 stycznia 2010
Rilke

"Prosze cie z calego serca badz cierpliwy

Dla tego wszystkiego, co nie rozwiazalo sie jeszcze w twoim

sercu,

I naucz sie kochac same pytania,

Co sa jak zamkniete pokoje.

Albo ksiazki  napisane w obcym jezyku.

Nie szukaj odpowiedzi, ktore nie moga ci byc dane,

Bo nie umialbys z nimi zyc,

A chodzi o to, zeby zyc wszystkim.

Zyj teraz pytaniami,

A moze wtedy pomalu,

Niedostrzegalnie,

Pewnego odleglego dnia

Dozyjesz odpowiedzi."

poniedziałek, 18 stycznia 2010
Nocne rozmowy

Wczorajszej nocy rozmawialam ze soba. W trakcie odkrylam cos zupelnie nowego. Podczas tej rozmowy nie uzywalam mysli  - tak jak to sie na ogol robi, lecz zaczelam mowic. Mowiac stwierdzilam cos, co mnie do glebi poruszylo.

Omawialam w nocnej ciszy to, co mam do tzw. zrobienia, jaka jest motywacja, dlaczego jest tu a tam jej nie ma. Tak sobie rozmawialam na glos. Wsluchiwalam sie w cisze i glos. Powstal jakby zupelnie inny rodzaj percepcji.

 

Nie myslalam, nie zdazylam myslec a juz mowilam.

 

Mowilam i te slowa byly szybsze niz to, co moglabym w tym czasie pomyslec. Mowilam wbrew zasadzie – najpierw pomysl potem powiedz;)

To trwalo moze 10, moze 15 minut. W trakcie mowienia czulam sie miejscami dosc dziwnie. Mialam wrazenie, ze moje centrum mowienia jakos sie usamodzielnilo i slowa wydobywaja sie bez udzialu czegos, co do tej pory panowalo nad myslami.

Odkrylam cos, co byc moze jest juz w nauce odkryte i nazwane. A moze to jest moje odkrycie? A moze to tylko ja tak mowie…?

 

Stwierdzilam z cala pewnoscia, ze jest tak:  centrum mowy nie jest polaczone tak bezposrednio z ego i czym tam jeszcze, jak nasze mylslenie. Swiat mysli i prawa jakie nimi steruja okresliabym jako cos na ksztalt mechanizmu, automatyzmu. Jedna mysl pociaga za soba wrecz automatyzcznie jakis tok, za ktorym pojawiaja sie nastepne, asocjacyjnie lub jakos tam na zasadzie polaczen nerwowych, tak jakby jedna mysl poruszala jakis plik, zwoj pokrewnych i czesto proces ten sie usamodzielnia. Nie rzadko zauwazamy po jakiejs chwili, ze mysli sie usamodzielniaja a my wrecz nie wiemy kiedy i jak zaszlismy tak daleko zaczynajac o czyms myslec.

U mnie czesto jest tak, ze wylaczam sie z tego procesu i nie zauwazam juz wrecz poszczegolnych krokow prowadzacych mnie gdzies w swiat rozbuchanych mysli.  Nie kontroluje tego czasem. Moze powoli nie przywiazuje do nich/mysli takiej wagi, nie jestem w nich scentrowana. Zauwazam z zadowoleniem, ze nie zawsze biore w tym czynny udzial. To tak, jak podczas jakiejs nudnej rozmowy – czesto slucham tylko polowy tego, co sie mowi. Mysli sa ale ja nie jestem ich udzialem. Ja jestem poza tym obszarem. nie identyfikuje sie.

 

 Inaczej podczas mowienia. Mowiac wczoraj noca mialam wrazenie, ze zaczynam aktywowac cos innego. Odebralam to tak, jakby moje centrum mowienia zespolone bylo z moja dusza, sercem.

Moze tak jest tylko  u mnie, nie wiem. Czesto juz odnosilam takie wrazenie podczas rozmow z przyjaciolmi. Kiedys to samo powiedziala mi nowo poznana kobieta „Twoja mowa jest mowa serca“  - moze to byl juz wtedy taki sygnal…

 

Przyszla mi do glowy jeszcze inna mysl na temat mowy i mysli – mowa byla pierwsza…zaczelismy mowic, wydawac dzwieki, na poczatku naszej dzialalnosci na tej ziemi – dopiero pozniej zaczely sie ksztaltowac mysli, nasz mozg zaczynal nabierac kompleksowosci. Mysli sa konsekwencja a nie podstawa. Moze nasze mysli bylyby bardziej zespolone z nami gdyby nasz rozwoj na przestrzeni wiekow postepowalby w kierunku duchowym…Moze…

 

Tak czy siak - mowa jest czyms bardziej ursprünglich/pierwotnym – mowa jest kluczem a slowo zawiera Botschaft/informacje, przekaz. Sam fakt, ze slowu dalo sie dzwiek a dzwiek jest czyms hipnotycznym...

 

W nocy – a bylo juz kolo trzeciej – zapisalam sobie to swoje spostrzezenie i postanowilam sie tym troche zajac.

Moze zaczne pracowac jako medium! Uwielbiam komunikowac!

Mowiac wczoraj do siebie i od siebie mialam wrazenie, ze znajduje sie w centrum czegos wielkiego, ze jestem tym centrum. Mowilam o mocy i o koncentracji na niej, o mozliwosciach nieograniczonego dostepu do niej.

Czulam sie tak, jak czesto wyjatkowo bosko – doslownie.

Podczas rozmow ze swoja boskoscia dowiedzialam sie, ze ostatnim stopniem identyfikacji z czyms jest dzialanie w jej duchu. Oznacza to, ze uczynek jest ostatnim stadium tego, co mozemy zrobic wierzac w cos, identyfikujac sie z czyms. Jesli wierzysz, ze masz w sobie poklady talentu takiego a takiego – musisz zaczac byc swoim mecenasem, musisz dzialac dla talentu a nie robic rzeczy nie majace z nim nic wspolnego. To stalo sie dla mnie jasne i koniecznosc dzialan w tym kierunku niezbedna. Trzeba dzialac jesli wierzysz!

 

Z drugiej strony bylo duzo filozofii na temat daremnosci staran – w pewnym stopniu – chodzilo o przemijalnosc i aspekty tego. Jednak gdy wszystko zmienia formy – my po smierci tez –wazne jest zeby pracowac nad udoskonaleniem formy i wnetrza, tak jak to sobie wyobrazam, ja, ta, ktora decyduje – w ramach tego szerokiego, boskiego kontekstu, ktorego koniec wydaje sie bez konca a moze nawet i bez poczatku.

Jednak ta Vergänglichkeit/przemijanie jest tez aspektem lagodzacym nasze starania i ich mozliwe niepowodzenia. To w sumie nie wazne czy cos nam sie uda, czy nie. Wazne jest w jakim duchu dzialamy, z jaka intencja. I jaka energia nam przy tym towarzyszy.

 

Ja i wielu innych mi podobnych – czy to artystow, czy mistykow, czy innych ktorzy po prostu nie poddaja sie panujacemu ogolnie otepieniu duchowemu - jestesmy tym, co wyrownuje bilans spirytualny naszych czasow;) Tak jest. Tak to odbieram. Czuje, ze to wazne.

 

środa, 16 grudnia 2009
Przerwa w blogowaniu

Kochani - ci ktorzy tu zagladali, oddawali komentarze lub nie. Nadszedl kres mojej dzialalnosci na tej platformie.

Jesli kiedys bede miala ochote tu cos pisac - zrobie to. Ale poki co mysle sobie, ze wystarczy mojego wkladu w kolekty wna siec. I tak tu sie nie przewalaly masy - ale w koncu nie chodzi o ilosc a o jakosc:) Na razie brakuje mi motywacji do dalszego pisania.

Dziekuje Wam za wasza obecnosc. Niech moc zostanie z Wami!

Buziaki swiateczne!!!

jesli ktos bedzie mial potrzebe  napisania do mnie pryw.: joal@gmx.de

wtorek, 15 grudnia 2009
Nici ze swiatelka czyli strzez sie pomocy prawnika (przynajmniej tego)

Niestety nie jest tak jak mogloby byc. Prawnik wymysil cos nowego - inaczej nie zaplaci ubezpieczenie. Trzeba sprawe przeciagac. Wychodza jaja nic tylko jaja. Gdybym nie byla tak szalenie uduchowiona (zart!) dostalabym dzis napadu wscieklosci, padaczki, slinotoku ukoronowanego klasycznym zawalem serca. Ale kto wie, moze to jeszcze nastapi...Mozna po prostu zdychac...wyrazilabym sie dostadniej ale nie chce naruszac swietosci tego bloga - sfera jakby nie bylo przeciez sakrum;)

A ja prosze panstwa nic tylko sie usmiechnelam pod wasem (bo mam takiego niewidocznego) i wystawilam srodkowy palec w powietrze - troche mi ulzylo. Co kultura to....

Tego tekstu nie da sie pisac w trzeciej osobie. Dystansu jakos mi brakuje. Ale nie jest tak zle. Mam plan B i niedlugo do niego przystapie. Szczegolow oszczedze.

Podeszla do mnie dzis na zimnej ulicy mloda dziewczyna lekko uposledzona, pochylona ku ziemi. Pytala jak dojsc do Chile-Haus. To bardzo ladny dom. Jeden z tych starych. Kiedys go sfotografuje i wstawie w to miejsce.

Nie wiem dlaczego ale ona mi bardzo pomogla. Byla jak aniol. Patrzyla tak ufnie i sluchala tak dokladnie. Byla boska. Miala cudne spojrzenie. Powiedzialam jej a ona poszla ufna i zadowolona.

I tak moglabym zakonczyc ten wpis ale mam potrzebe zeby dopisac tu cos na temat tego prawnika i tej neverending story z nim. To wszystko jest farsa. Jego mowa, sposob wyrazania sie  - to jak z jakiejs epoki dlugich sukni...nasadzone i sztuczne. Ale niech tam - taka jest mowa prawnikow...Pomijajac to ciagle mu pisze a on odpisuje i skarzy sie juz (biedulek) ze ciagle musi mi sie tlumaczyc...A pospiechu nie ma! tak mi napisal!!!

Moj prawnik jest moim aktualnym mistrzem, zaprawde cos takiego mi sie ostatnio wydaje...ironio losu. Uczy mnie cierpliwosci i zaufania. Moze tak jest naprawde?!

poniedziałek, 14 grudnia 2009
Swiatlo w tunelu;)

Cos sie ruszylo. Chyba niedlugo zaznam wolnosci;) od pracy...Jesli moj prawnik nic nie spieprzy moze od nastepnego tygodnia. Hip hip...A wlasnie wczoraj myslalam o tym, ze jest dobrze jak jest i ciesze sie, z kazdego stanu. Pelna akceptacja. Pelna akceptacja. Jakby tego bylo malo znalazlam sobie piekny prezent pod choinke. Nie powiem co:)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34